Propter nimiam caritatem — „Dla zbyt wielkiej miłości…” (Vulg. Ef 2,4) O zbyt wielka miłości Ojca Przedwiecznego, że dał nam własnego Syna; zesłał Go ze swego łona w łono Dziewicy i przez Nią dał Go światu. Prawda, wcielenie Słowa oddaje nieskończoną chwałę Ojcu, lecz posiada zarazem nieskończoną wartość dla nas. Jeżeli Narodzenie ogarnia swą mocą Osobę Boga stającego się dzieckiem, to dla nas jest korzyścią, że staje się On naszym bratem, bierze na siebie nasze sprawy, dokonuje naszego pojednania i wkłada nam na nowo w ręce dziedzictwo utracone przez grzech.

Ten Bóg-Dziecko ukrywa swą moc i Boski majestat w słabości i maleńkości dziecięctwa i sprowadzając się niejako do nicości, przyciąga nas do miłości swojej. Chce, byśmy swobodnie zbliżali się do Jego wielkości, i dlatego ukrywa swój blask w ciemnościach, słabości, ubóstwie, milczeniu, w zawierzeniu i bezwarunkowym uzależnieniu się, tak iż niemożliwością jest dostrzeżenie jakiegokolwiek śladu Bóstwa inaczej, jak tylko oczyma wiary. Płacze, drży z zimna, cierpi. Zobaczcie: czy tak wyglądają cechy Boga?

O, Słowo Ojca niebieskiego, pogrążone w głębokim milczeniu, które jednak przemawia w głębi naszych serc i słowami Ewangelii zachęca, by do Niego przyjść: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście obciążeni, uciśnieni, przytłoczeni troskami, nędzami, grzechami… Przyjdźcie do Mnie, a Ja was pokrzepię” (por. Mt 11,28). Przyszedłem na ziemię po to, by ponieść wasze słabości i uwolnić was spod tyranii waszych grzechów i nędz.

Jezus jest twoim oparciem i krzywdzisz Jego miłość i dobroć, jeżeli nie wierzysz w to z całych sił. On chce być uzupełnieniem wszystkiego, czego ci brak, a ponieważ nie masz nic godnego Boga, by ułagodzić Jego gniew, On wkłada się w twoje ręce, by stać się twoją hostią, twoją ofiarą pojednania i ekspiacji. Chce, byś znalazła w Nim to wszystko, czego ci brakuje, i byś przez Niego miała czym zadośćuczynić Bogu.

Kochaj Jezusa, którego miłość przekształca w dziecko. Tak, miłość czyni z Niego bardzo maleńkie dzieciątko, by dać ci do Niego przystęp i zranić twoje serce czułością tak rozkosznej miłości. O, Miłości! Miłości! Miłości! Kto kiedykolwiek zdoła zrozumieć, że miłość ma moc sprowadzić Boga do stajni na siano? O, boskie upojenie, które każe Bogu zapomnieć o Jego wielkości, by przyjść zamieszkać z tobą! Ach, jeśli nie możesz wpaść w zachwyt z podziwu dla tej miłości, to przynajmniej zanurz się w małości i nicości, świadcząc przez takie wyniszczenie, że nie jesteś godna tego pojąć, a to uniżenie zastąpi brakującą ci miłość.

Zwróć się do Najświętszej Matki tego Bożego Dziecięcia, którą widzisz u stóp żłóbka. Proś Ją, by nauczyła cię kochać Je i adorować. Trwaj ze czcią w świętej obecności Maryi i św. Józefa i włączaj się w hołdy, jakie Mu składają. Wniknij w duchu w ich święte usposobienie. Płoń z miłości — przynajmniej wolą — wraz z tymi dwoma serafinami, którzy nieustannie kochają, podziwiają i adorują Boga-Dziecko. Pozostawaj w stajence, którą powinnaś uważać za pałac Jezusa-Króla, a żłóbek za tron, na którym uniża się Jego wielkość. Jego Najświętsza Matka nauczy cię, jak masz Mu okazywać cześć. Nie zapominaj pozdrawiać codziennie Dziecko i Matkę. Proś ich pokornie o błogosławieństwo i o łaskę, by w twej duszy wyryły się święte skutki Jego narodzin. Zapomnij o sobie i o swoich sprawach. Niech w twoim sercu przebywa radość i wdzięczność. Stań się małą, łagodną, prostą, uległą, niewinną, pokorną, cierpliwą jak Jezus i bądź wraz z Nim jedną żertwą złożoną w ofierze Ojcu Przedwiecznemu.
CC 25 (2394)