Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię Wniebowstąpienia Pańskiego

(…) Dusze kochające Jezusa czystą miłością powinny się rozradować tą tajemnicą. Tak właśnie uczynili Apostołowie, bo ich umysły były oświecone przez Ducha Świętego. (…) Chociaż Apostołowie, biorąc sprawę po ludzku, mieli wszelkie powody, by się martwić stratą, jaka ich spotykała, to jednak nie przestawali się cieszyć – z miłości dla Boskiego Mistrza, kiedy ujrzeli Go wstępującego do swej chwały. Cieszyli się, że Jego święte Człowieczeństwo będzie tak wywyższone, jak w męce było uniżone i upokorzone.

[Wniebowstąpienie] jest w ścisłym sensie świętem najświętszego Człowieczeństwa naszego Pana, jest dniem, w którym wchodzi ono w posiadanie należnej mu chwały. O, Człowieczeństwo godne uwielbienia dzięki hipostatycznemu zjednoczeniu ze Słowem; Człowieczeństwo, któreś było zmiażdżone, starte, rozdarte, szarpane i na wszelki sposób niegodnie traktowane! O, święte Człowieczeństwo, które nas tak umiłowało, że nie chciało się z nami rozłączyć i założyło wśród nas swoje mieszkanie aż do skończenia wieków — w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, gdzie daje nam się w Komunii Świętej, by dokonywać cudownych rzeczy w naszych duszach, a zwłaszcza rozpalać pobożność. Po Bóstwie nie ma nic tak godnego miłości na ziemi jak najświętsze Człowieczeństwo naszego Pana. Kochajcie je, i niezależnie od tego, co odczuwacie, zwróćcie oczy na to uwielbione Człowieczeństwo, by się do niego upodobnić. To wasz wzór. W nim znajdziecie cudowne pouczenia, w nim — ogromną siłę i pociechę w waszych cierpieniach.

Jeżeli zmartwychwstałyście z Chrystusem, nie możecie już żyć życiem Adama, lecz Jezusa Chrystusa. Od zmartwychwstania żył On na ziemi, nie dotykając ziemi. Żyjmy zatem na ziemi, ponieważ Bóg tak chce i nie pozwolił nam jej całkowicie opuścić, by iść za naszym Panem; ale przebywajmy na niej nie dotykając jej, to znaczy bez przywiązań, bez pragnień i bez wyrywania się do tych wszystkich rzeczy ziemskich, aby, gdy spodoba Mu się pociągnąć nas do siebie, nic nas nie zatrzymywało (por. Kol 3,1-2; 1Kor 7,29-31). Bądźmy zawsze gotowe, bo na ziemi jesteśmy tylko przejściowo. Nie mamy tutaj miasta trwałego, nasza ojczyzna jest w niebie, tam powinny zmierzać wszystkie nasze pragnienia (por. Mt 24,42; Hbr 11,13-16; Flp 3,20). Nie chcę przez to powiedzieć, że nie macie jeść i pić lub że macie lekceważyć to, co konieczne do życia. Trzeba to spełniać, ponieważ Bóg nas temu podporządkował; ale pełnić bez przywiązania, jedynie z posłuszeństwa Bożym nakazom. Co do wszystkich innych spraw ziemskich, żadna nie powinna wywierać na nas wpływu: ani krzyże czy strapienia, ani upokorzenia, cierpienia, wzgarda stworzeń czy choroba… Te wszystkie rzeczy nigdy nie powinny odwracać nas od Boga. Doskonale! Niech spadną na nas, mamy je przyjąć z radością, bo one dają nam możliwość uwielbienia Go (por. Jk 1,2). Strzeżcie się więc przed zamartwianiem się nimi, nie obawiajcie się ich i nie unikajcie. Cóż to wszystko znaczy w porównaniu z Bogiem? Nic! Niewarte jest zachodu, by o tym myśleć. A zatem nic z tego, co może się nam zdarzyć, nie powinno nas od Niego odłączyć, musimy trwać niewzruszenie z Nim związane (Rz 8,18; 35-39).

Każdej duszy dana jest skłonność i łaska szczególna, zgodne z darem, jaki otrzymała. Każda idzie za własnym powołaniem, wezwaniem, zgodnie z Bożymi zamiarami co do niej. Skąd więc bierze się to, że tak mało dochodzi do doskonałości swego stanu? Stąd, że niedostatecznie go cenią: nie znają jego wartości, nie pracują nad tym, by odpowiedzieć jego łasce. Zbyt łatwo idziemy za złymi skłonnościami natury. Gdyby dusza wiedziała, czym jest dar Boży, to nie ma rzeczy, której by nie zrobiła, by go osiągnąć.

Gdybym miała czas, opowiedziałabym wam o cudownych i niewysłowionych wstępowaniach Boga do duszy przez Komunię Świętą. Miałabym o czym mówić w nieskończoność, lecz pozostawmy to, nie jestem godna, by o tym mówić.

Bóg ponawia swoje łaski i zmiłowania w wielkie święta. Toteż, chociaż te tajemnice już się nie dokonują [w czasie]: na przykład choć Pan nasz, zawsze przebywając w chwale, nie będzie do niej jutro wstępował, to jednak przez Komunię Świętą odnawia w duszach tę tajemnicę, udzielając skutków i łask z nią związanych.

A więc przyjdzie jutro w tej drogocennej Komunii, by was do siebie pociągnąć i zjednoczyć z sobą, i będzie za nami prosił tak, jak prosił niegdyś za Apostołami. Wszystko, czego powinnyście pragnąć na tym świecie, to to, by ta modlitwa wypełniła się w was. Wstąpcie jutro do nieba waszego wnętrza, do głębi waszej duszy, gdzie mieszka Bóg. Czyż to nie opłakane znać tak wielką prawdę i nie wierzyć w nią, i nie żyć zgodnie z nią? Bo gdybym raz wreszcie skutecznie uwierzyła, że Bóg jest zawsze we mnie; że Trójca Przenajświętsza we mnie mieszka i przebywa; że Ojciec rodzi we mnie Syna, swoje Słowo, a to Słowo wraz z Ojcem dają pochodzenie Duchowi Świętemu; że czynią we mnie takie same cuda jak w niebie — czy nie byłabym wciąż w zachwycie i pełna podziwu? Czy mogłabym się wylewać na tyle niepotrzebnych spraw i nie korzystać z tej łaski? Możecie mi zarzucić, że często wam to powtarzam. Prawda. To dlatego, że jestem poruszona niedostatkiem naszej wiary, że posiadając w sobie tak wielki skarb, tak mało sobie z tego robimy; że lekceważymy dobro, jakie powinnyśmy z niego otrzymać.

Prośmy naszego Pana, by nas tak mocno przyciągnął tam, gdzie sam przebywa, abyśmy tam pozostały na zawsze. Z tą myślą was zostawiam.
CC 101 (3157)