Z pism M. Mechtyldy - Konferencja w wigilię święta św. Andrzeja apostoła

Dążmy do Boga, ożywiajmy w sobie nieustannie pragnienie ujrzenia Jezusa. Kilka dni temu mówiłam wam, że jest to pragnienie bardzo święte i słuszne, i że nasz Pan chętnie je przyjmuje. Okazał to niegdyś Zacheuszowi, gdy spełnił jego pragnienie hojniej, niżby ten śmiał oczekiwać, bo go nawrócił swoim spojrzeniem i uświęcił cały jego dom swą świętą obecnością. Czyni to również w dzisiejszej Ewangelii dla św. Andrzeja, który gorąco pragnął Go widzieć, bo usłyszał z ust Jana Chrzciciela: Ecce Agnus Dei — „Oto Baranek Boży“ (J 1,36). Dlatego natychmiast opuścił świętego Poprzednika, by pójść za Jezusem. Nie uczynił tego z pogardy dla osoby św. Jana ani z niestałości usposobienia, lecz na skutek wewnętrznego dotknięcia, które sprawiło, iż uwierzył, że Jezus jest prawdziwym Bogiem, dla którego trzeba wszystko opuścić, jeżeli chce się za Nim podążać. Tak właśnie postąpił wielki św. Andrzej. I chociaż zdawałoby się, że Jezus ani nie widzi go idącego za sobą, ani [nie dostrzega] żaru jego serca, bo go wcale nie powitał i nie okazał serdeczności, [Andrzej] idzie wciąż pobudzany pragnieniem ujrzenia i poznania Jezusa.

Z tego możemy się nauczyć, że nie należy się zrażać, jeżeli przy całym naszym pragnieniu należenia do Boga nie możemy znaleźć przystępu do Jego majestatu i wydaje się, że On nas nie widzi. Trzeba zawsze iść za Jezusem i ufać, że po okazaniu odrobiny cierpliwości i wytrwałości zasłużymy na te serdeczne słowa, które wypowiedział do św. Andrzeja, gdy zwracając się do niego, zapytał: „Czego szukasz?” (por. J 1,37-38).

O, jak bardzo godne uwielbienia jest postępowanie naszego Pana! Zapytuje tego ucznia, jakby nie znał żaru jego serca. Lecz oto odpowiedź: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” (J 1,38). Chętnie zapytałabym tego wielkiego świętego, co miał na myśli pytając Pana o miejsce Jego zamieszkania, bo przecież nie miał On mieszkania na ziemi i Andrzej widział u Niego tylko wielkie ubóstwo. Jezus chodził bardzo ubogo ubrany. Nie dziwcie się; to dlatego, że Jezus napełniony Bóstwem znał wielkość majestatu swego Ojca i zachowywał postawę czci, by złożyć hołd świętości Boga, którego nieustannie widział i wielbił. Co więcej, tkliwie kochał ubóstwo. Jednak odpowiada na pytanie św. Andrzeja: „Chodź i zobacz” (por. J 1,39). Ach, jak tajemnicze są te słowa! Zwróćcie uwagę, że mówi mu: „Chodź, chodź, pójdź za Mną, a w nagrodę ujrzysz miejsce mego zamieszkania”.

Tak prowadzi nasz Pan dusze bardzo chcące Go zobaczyć. Mówi im wewnętrznie: „Chodźcie, pójdźcie za Mną, idźcie za natchnieniami mej łaski, naśladujcie mój przykład, idźcie za Mną, a Ja wam ukażę, gdzie mieszkam”. Ach, jak wiele miałabym wam do powiedzenia i jak daleko mogłabym was zaprowadzić rozwijając te trzy punkty — gdyby Bóg dał mi łaskę do tego, bo bez Niego nic nie mogę — o pragnieniu duszy, żeby ujrzeć Jezusa; pragnieniu, jakie powinno ożywiać nasze serca. Bo gorące pragnienie oglądania Jezusa, znalezienia Jezusa, jest pierwszym krokiem ku doskonałości, gdyż w Jezusie i przez Niego widzimy i znajdujemy Boga, jak to On sam powiedział: „Kto Mnie widzi, widzi i Ojca, bo Ojciec jest we Mnie, a Ja w Nim” (por. J 14,9-10).

Może mi ktoś powie, że najwyższym stopniem doskonałości jest nie posiadać pragnień. O nie, pragnienie oglądania Jezusa jest bardzo dobrą rzeczą. Ale trzeba, by to pragnienie doprowadziło nas, jak św. Andrzeja, do opuszczenia wszystkiego i pójścia za Nim, by zasłużyć na Jego zwrócenie się do nas i pełne miłości spojrzenie. Czy sądzicie, że to mało zostać ogarniętym spojrzeniem Jezusa? Jego Boskie spojrzenie uszczęśliwia świętych w niebie, a na ziemi dokonuje nawrócenia grzeszników.

Powróćmy do naszego Apostoła, któremu Jezus mówi: „Chodź i zobacz” (por. J 1,39). Co sądzicie o mieszkaniu, jakie mu pokazał? Bo Ewangelia mówi, że spędził tam dzień i noc. O, któż byłby w stanie powiedzieć cokolwiek o tym niepojętym mieszkaniu?

Należałoby, aby ten wielki święty, który zasłużył na łaskę wejścia do niego i pozostania w nim, sam przekazał nam cośkolwiek. Pan na pewno dał mu poznać, że Jego mieszkaniem był Bóg; że jako Syn Boży odwiecznie spoczywał na łonie Ojca, a w czasie gdy stał się człowiekiem mieszkał w Słowie, z którym był złączony unią hipostatyczną. Ukazał mu wyniszczenie Boga, który stał się ciałem, pozwolił ujrzeć coś z zamiaru poniesienia śmierci dla zbawienia ludzi. Kazał temu wielkiemu Apostołowi pójść za sobą, co tenże czynił aż do zakończenia życia — podobnie jak Jego Boski Mistrz — na krzyżu, dla którego miał od tej chwili tak czułą miłość, że oddychał tylko krzyżem. Wiecie, co powiedział i jak uwielbił krzyż i przyjął go z radością jako narzędzie swej śmierci: O, bona crux — „O, dobry krzyżu!”

Oto wzór dla duszy, która żarliwie zapragnąwszy ujrzeć Jezusa, po opuszczeniu w tym celu stworzeń, zasłużyła na spojrzenie Jezusa i usłyszała Jego słodkie słowa: „Czego szukasz?” I odpowiedziała: „Mój Boski Mistrzu, chcę się dowiedzieć, gdzie mieszkasz”. Taka była kiedyś prośba oblubienicy z Pieśni nad pieśniami, którą powinnyśmy nieustannie powtarzać: Indica mihi quem diligit anima mea, czyli: „O, mój Ukochany, wskaż mi, gdzie spoczywasz i gdzie się ukrywasz, bym Cię tam szukała i już nie błąkała się” (por. Pnp 1,7). Jak piękne wydają mi się te słowa! Tak, zawsze będziemy się błąkać, zawsze wystawione na pokusy i na milion nędz, jeśli nie zbliżymy się do Jezusa i jeżeli On nie pozwoli nam wejść do swego mieszkania.

W wigilię Wszystkich Świętych mówiłam wam, że Bóg ma różne mieszkania na ziemi: przebywa w swej niezmierzoności, która wypełnia całą ziemię: Pleni sunt cœli et terra… –„Pełne są niebiosa i ziemia…”, a także w Najświętszym Sakramencie jest Jego mieszkanie. Trzecie znajduje się we wnętrzu duszy każdego chrześcijanina. Tam jest Jego świątynia i miejsce Jego spoczynku. Tam mamy szukać Go i nieustannie prosić, by nam dozwolił wejść.

Może mi powiecie, że mówię do was o sprawach zbyt wzniosłych. Nie, Siostry, zrezygnowałam ze wszystkiego, co chciałam wam powiedzieć, by mówić do was tylko o naszym zobowiązaniu. Wiecie, że przez chrzest Jezus uczynił z nas żywe świątynie Trójcy Przenajświętszej: to jest prawda wiary. A zatem nie ma w tym nic wzniosłego. Możemy i powinnyśmy nieustannie dążyć i pragnąć wejść do tego mieszkania Boga, gdzie Jego dobroć udziela się duszy w niewypowiedziany sposób, bez ekstaz, bez zachwytów, bez obawy złudzeń i zawrotu głowy.

Trzeba zdążać po prostu, spokojnie, nie wysilając umysłu; trzeba gorąco pragnąć ujrzeć Jezusa; błagać Go nieustannie o pokazanie nam miejsca Jego przebywania; iść za Nim wiernie i wytrwale nie zwracając uwagi, czy Jego drogi są słodkie, czy surowe; wciąż iść za Nim, wchodzić w Jego ślady; opuścić wszystkie stworzenia, choćby najświętsze — tak jak św. Andrzej — i ufać, że w końcu raczy rzucić na nas spojrzenie pełne miłości i że nas wprowadzi do swego mieszkania, co jest tak wielkim szczęściem, że nie trzeba żałować dwudziestu lub trzydziestu lat modlitwy ani napotykanych trudności, ani cierpliwego oczekiwania u drzwi tego boskiego pałacu. Dotrzeć tam to już dużo, bo w tym celu trzeba przejść linię straży, to znaczy stworzeń i naszych zmysłów, co już jest dużym kawałkiem drogi. A potem mamy ufać, że nasz Pan zaszczyci nas swoim krzyżem, jak tego wielkiego Apostoła. Jeżeli nie będzie to krzyż z drzewa, to przynajmniej będzie polegał na krzyżujących nas i surowych drogach wewnętrznych, przez które dopełnimy naszej ofiary i wejdziemy do domu Bożego już w tym życiu, to jest do głębin naszego wnętrza, a stamtąd przejdziemy do pałacu chwały, gdzie poprowadzi nas Ojciec, Syn i Duch Święty. Amen.
CC 192 (21)