Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię Objawienia Pańskiego

Jutro będziemy święcić uroczystość Epifanii, czyli Objawienia się Jezusa świętym Królom-Mędrcom, przybyłym do stajenki betlejemskiej, aby złożyć Mu cześć i hołdy. To święto, moje Siostry, powinno nas przepełnić szczególną pobożnością, ponieważ odpowiada nam bardziej niż jakiekolwiek inne; bliskie jest duchowi naszego powołania do adorowania w Najświętszym Sakramencie tego samego Jezusa Chrystusa. W nim są zawarte wszystkie inne tajemnice Jego świętego życia. Dlatego [w Najświętszym Sakramencie] możecie adorować Dzieciątko razem ze świętymi Królami, możecie mówić jak oni: „Ujrzeliśmy Jego gwiazdę i przybyliśmy oddać Mu pokłon“ (Mt 2,2). Waszą gwiazdą było powołanie do Instytutu i chociaż nie była ona widzialna, jak w wypadku Mędrców, otrzymałyście wewnętrzne natchnienie łaski, co jest pewniejsze niż znaki zewnętrzne.

A więc ujrzałyście Jego gwiazdę i przyszłyście Go adorować. Jak długo ma trwać i jak daleko ma się rozciągać wasza adoracja? Przez wszystkie chwile życia i na całą waszą istotę. Nazywają nas córkami Nieustającej Adoracji. O, Siostry! Nie nośmy na próżno tej pięknej nazwy! Nie bądźmy tylko pozorem adoratorek; z całej naszej mocy odpowiedzmy temu wezwaniu i Bożemu wybraniu do nieustającej adoracji. Czy Bóg potrzebował nas do tego i czy jesteśmy do tego zdolne, my, biedne, nędzne stworzenia, które same z siebie nie potrafią nic dobrego zrobić — bez pomocy Jego łaski? Czyż nie ma On milionów aniołów i duchów niebieskich, które ustawicznie, w sposób doskonały Go adorują — nawet w naszych kościołach, które przepełniają rzesze aniołów? Jest to prawdą, choć zakrytą przed naszym wzrokiem. Bóg jednak wybrał nas i chce, byśmy miały przywilej wielbienia Go na równi z aniołami, jako wieczyste adoratorki. Powinnyśmy być święcie dumne z tak wspaniałego powołania!

Chcąc się z niego wywiązać, nie wystarczy jednak spędzić godzinę czy pewien czas w chórze w Jego obecności. Nasza adoracja ma być nieustająca, ponieważ ten sam Bóg, którego adorujemy w Najświętszym Sakramencie, jest z nami zawsze obecny, na każdym miejscu. Trzeba, byśmy Go wielbiły w duchu i w prawdzie (por. J 4,23): w duchu, przez święte skupienie wewnętrzne; w prawdzie, wykonując wszystkie nasze obowiązki tak, by były nieustającą adoracją dzięki wierności w oddaniu się Bogu we wszystkim, czego się od nas domaga, bo w momencie gdy uchybiamy wierności — przestajemy adorować.

Moje Siostry, Instytut po to powstał, byśmy zostały wieczystymi adoratorkami. Jesteście do niego powołane. Do was zatem należy napełnić go łaską i świętością, stając się prawdziwymi adoratorkami, wielbiącymi [Boga] w duchu i w prawdzie. Tak, oto cała wasza troska i staranie: adorować majestat Boga w duchu i w prawdzie, w odpowiedzi na wasze wybranie. W duchu, czyli w pewności wiary we wszystko, czym Bóg jest sam w sobie, choć tego nie pojmujecie, wierząc w Jego wielkość i Boskie doskonałości zasługujące na wasze hołdy, cześć i adorację; w prawdzie, wielbiąc Go całą waszą istotą. Niech się nie znajdzie w was nic, czego byście nie chciały Mu dać i złożyć w ofierze, by Go wielbić z całą doskonałością, do jakiej jesteście zdolne, i z całego serca. (…)

Jeszcze raz powtarzam: czy dobrze rozumiemy łaskę udzieloną nam przez naszego Pana, łaskę wybrania do ciągłej adoracji — nas, które ledwie zdołamy o Nim myśleć i w Jego obecności jesteśmy jak słabe muszki? Kiedy chcemy się odrobinę dźwignąć do Boga przez kontemplację, natychmiast opadamy. Roztargnienia umysłu i wyobraźni, ciemności, własna nasza nędza są tak wielkie… Choćbyśmy miały najszczerszą wolę, niemożliwością jest utrzymać zawsze nasz umysł spokojnie wzniesiony ku Bogu, a nasze adoracje na ziemi są krótkotrwałe w porównaniu z adoracją aniołów i błogosławionych w niebie.

Dlaczego więc, Boże, wybrałeś właśnie nas, biedne i nędzne stworzenia? Czy Ci nie wystarczają uwielbienia tak święte i doskonałe, jakie przynoszą Ci aniołowie i święci? A jeśli nie wystarczają, czy nie możesz stworzyć jeszcze nieskończonej liczby innych, podobnych do tych, których już stworzyłeś, by Ci składali uwielbienia godne Twojego Boskiego Majestatu? Nie, Boże mój. Ty chcesz, byśmy z niebianami dzieliły zaszczyt wiecznego wielbienia Cię i już tu, na tym świecie, rozpoczęły to, co mamy kontynuować przez całą wieczność. O, moje Siostry, powtarzam: jaka to wielka łaska! Zapewniam was, że ją poznamy dopiero w wieczności. (…)

Chcąc adorować, niekoniecznie trzeba wciąż powtarzać: „Boże, wielbię Cię“. Wystarczy, jeśli posiadamy pewnego rodzaju wewnętrzną skłonność ku Bogu obecnemu; głęboki szacunek i cześć dla Jego wielkości; wiarę w obecność Boga w nas — bo tak jest naprawdę: Przenajświętsza Trójca czyni sobie w nas mieszkanie. Ojciec działa w nas przez swą potęgę, Syn przez mądrość, a Duch Święty przez dobroć. A zatem Bóg majestatu przebywa we wnętrzu waszych dusz i tam macie Go ustawicznie adorować. Połóżcie od czasu do czasu rękę na sercu, mówiąc sobie: „Bóg jest we mnie. Nie tylko podtrzymuje moje istnienie, jak w stworzeniach nieożywionych, lecz działa, by mnie podnieść do najwyższej doskonałości, o ile nie będę stawiała przeszkód Jego łasce”. Wyobraźcie sobie, że mówi do was wewnętrznie: „Zawsze jestem w tobie, trwaj zawsze we Mnie, myśl o Mnie, a Ja będę myślał o tobie i zatroszczę się o wszystko inne. Bądź cała dla mnie, jak Ja dla ciebie, żyj tylko dla Mnie“ — jak mówi Pismo święte: „Kto Mnie spożywa, będzie żył dla Mnie, będzie we Mnie trwał, a Ja w nim“ (J 6,56-57). (…)

Z powołania i dzięki profesji macie być prawdziwymi i wieczystymi adoratorkami Jezusa Chrystusa. O to macie się starać, w tym kierunku ma iść wasz zapał. Starajcie się z największą żarliwością i doskonałością wywiązać z zadań adoratorek.
Ale może mi któraś z was powie: „Wcale nie czuję tego wielkiego zapału; nie odczuwam płomiennej miłości, która by mnie pociągała do adorowania Jezusa Chrystusa tak, jak to Matka przedstawia”. Nie szkodzi, wystarczy, że będziecie działać w wierze, oddając wasze hołdy i cześć Jezusowi Chrystusowi jakby ponad wami samymi. Smak i odczuwanie nie są konieczne. [Gdy ich zabraknie] wasza adoracja będzie czystsza i doskonalsza, bo dusza posiadająca wiarę żywą, a nie odczuwaną, czyściej wznosi się do Boga, doświadczając ponad zmysłami, czym jest Bóg sam w sobie, w swej wielkości, świętości i majestacie.

Nie zatrzymujcie się więc na tym, co odczuwają zmysły, lecz na tym, czego żąda od was wiara, i za nią podążajcie. Ona jest waszym światłem, by dać wam poznać Boga, który wezwał was w swej nieskończonej miłości do nieustannej adoracji (…)

Oto nasze zadanie, Siostry; to jest doskonałość, do której nas Bóg powołuje. Dla waszej pociechy chcę wam powiedzieć, że jeżeli jej jeszcze nie osiągnęłyście, to wystarczy, byście z całego serca do niej dążyły. Nie musimy za jednym zamachem stać się doskonałymi, ale pod grozą grzechu śmiertelnego mamy obowiązek do niej dążyć; mają to czynić — zdaniem niektórych teologów — nawet wszyscy chrześcijanie. Zwróćmy jednak uwagę, że nasze zobowiązanie jest podwójne, z racji złożonej profesji.

Pracujmy więc solidnie, by wiernie odpowiedzieć temu, co obiecałyśmy Bogu. Do nas należy rozpatrzenie tego i zbadanie siebie. Zacznijmy adorować Jezusa Chrystusa w duchu i w prawdzie, być rzeczywiście wieczystymi adoratorkami. Adorujmy Go wszędzie i we wszystkim, co robimy! Nic nie może być z tego wyjęte. Zapytacie: „Co? jedząc?” Tak, bo nie robicie tego jak zwierzęta, dla własnego zadowolenia, lecz z szacunku i w poddaniu woli Bożej, żeby nabrać sił do służenia znowu Jego Majestatowi. Przez taką intencję uświęcicie tę czynność i inne, podobne, które same przez się są tylko naturalne. Dzięki temu będziecie podtrzymywać ducha adoracji, a jeżeli będziecie wierne, doprowadzi was to do najwyższej świętości, skłaniając was do nieustannej ofiary. Ona sprawi, że umrzecie waszym namiętnościom i nieuporządkowanym skłonnościom, wreszcie wszystkiemu, co się sprzeciwia waszemu uświęceniu, a jednocześnie uczyni z was prawdziwe żertwy, zawsze składane w ofierze na cześć i chwałę Boga.
CC 44 (2338)