Z pism M. Mechtyldy - Adwent

Uważam, że dla dobrego spędzenia świętego czasu adwentu potrzebne są trzy rzeczy. Po pierwsze: przestrzegajmy głębokiego, wewnętrznego i zewnętrznego milczenia, aby uczcić milczenie Boskiego Słowa w łonie Jego Najświętszej Matki. Po drugie: zachowajmy samotność i oddalenie od stworzeń w hołdzie dla samotności Boskiego Słowa w łonie Matki Najświętszej. Po trzecie: uwielbienie niewoli, jak Słowo to uzależnia się i podporządkowuje Najświętszej Dziewicy; dusza musi trwać jak niewolnica wobec praw woli Bożej. Musi być podporządkowana jej miłującemu, choć krzyżującemu kierownictwu. Nie wolno jej zastanawiać się nad sobą, aby poznać swój stan i dowiedzieć się, czy podoba się Bogu i czy jest On zadowolony z naszej służby. Podążajmy zawsze własną drogą bez pewności, czy jesteśmy godne miłości czy nienawiści. Trwajmy poniżej Boga, czyli bądźmy zależne i uległe wobec każdego Jego kierownictwa i podporządkowane Mu.
Wydaje mi się, że są to najlepsze dyspozycje, jakie możemy mieć w tym świętym okresie. Dodajmy do tego wielką prostotę i ofiarę: dwie dyspozycje nierozdzielne z Jezusem Chrystusem od chwili Jego Wcielenia aż do śmierci. Są one konieczne dla zakonnicy Najświętszego Sakramentu, gdyż ma ona upodobnić się do Jezusa w tej tajemnicy, w której ponosi On w stopniu niedościgłym pięć poprzednich dyspozycji.
Chciałabym prosić Boga o jedno: o dokonanie się Jego zamiarów we mnie w sposób, jaki On raczy i o ponoszenie tego z uległością i zadowoleniem. A jeżeli następnie zechce On mieć mnie w upokorzeniu, jeżeli pokrzyżuje moje plany, jeżeli pozwoli na prześladowanie mnie, itd., to obym trwała w głębi pokoju wewnętrznego, zupełnie posłuszna Jego Boskim zrządzeniom i we wszystkim wyłącznie spragniona Jego upodobania. Wydaje mi się, że tego mamy życzyć sobie na tym świecie.

Pragnęłabym, abyśmy poddały się bezwzględnie kierownictwu Najświętszej Matki Boga. Ponieważ dała ona światu Jezusa Chrystusa, ona również ma Go zrodzić w naszych sercach i o to mamy ją wciąż prosić. Okres adwentu musi być poświęcony adoracji Boga Wcielonego w świętym łonie Maryi. Jej przeczyste serce służyło za ołtarz Boskiemu Słowu, aby składało się Ono w ustawicznej ofierze ku chwale Boga Ojca. Tam również mamy siebie zatracić i obrócić wniwecz w hołdzie dla Jezusa Hostii i w zjednoczeniu z Nim. Pragnijmy gorąco, aby nastało dla nas to Królestwo Boże, które święci Patriarchowie oznajmiali na czas narodzin Jezusa, czyli Królestwo Jego Ojca, chociaż wygląda On na Dziecko wyniszczone, ubogie, słabe, itd. Błagajmy więc bez przerwy Jego Królestwo i często powtarzajmy: „Przyjdź Królestwo Twoje”. Starajmy się usilnie o zaprowadzenie panowania Jezusa w naszych sercach i dlatego same się wyniszczajmy. Tylko w ten sposób stanie się On jedynym Dziedzicem naszych serc. Jest to obowiązek zakonnicy Najświętszego Sakramentu.

Adoracja poddaństwa Boga – Człowieka w łonie Najświętszej Dziewicy wymaga wielkiej prostoty i uległości. Jest On w tym łonie tak dalece podporządkowany swej Najświętszej Matce, że tylko przez nią wykonuje wszystkie poruszenia. Czymś niepojętym jest widok Boga w takiej zależności i to z miłości do nas i w tym celu, aby służyć nam za wzór w świętym zakonie, w miejscu świętym w samym sobie, choć nie jest ono świętym w tych wszystkich, dla których jest ono pomieszczeniem. Zakon jest miejscem bardzo świętym, ponieważ jednoczy nas z Bogiem i wprowadza we wszystkie stany Jezusa. Naszej dobrej matce, świętemu zakonowi, winnyśmy przede wszystkim taką samą uległość, jaką Jezus okazywał swej godnej umiłowania Matce w jej świętym łonie. Pozwólmy mu (zakonowi) nosić nas w sobie, rządzić nami bez oporu i powodować się wyłącznie jego świętą wolą. Ta praktyka przygotuje nas najlepiej do narodzenia się w nas Jezusa, bo On upodobał sobie wyłącznie prostych i pokornych. Tylko pycha przeszkadza założeniu w nas Jego Królestwa, a jeżeli nie usiłujemy jej wytępić, nigdy nie dojdziemy do zjednoczenia z Bogiem.

Z pism M. Mechtyldy - Uroczystość Wszystkich Świętych

(…) Król – Prorok wypowiada w formie modlitwy te słowa: „Boże mój, proszę Cię o łaskę przebywania w Twoim domu przez wszystkie dni mego życia” (Ps 26, 4). Na innym miejscu ten sam Prorok oznajmia: „Błogosławieni, którzy przebywają w domu Twoim, Panie” (Ps 83, 5). W innym wersecie mówi on: „Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano: Pójdziemy do domu Pana”. Co chce on wyrazić przez tę radość i to szczęście? Zamierza on mówić o domu chwały, gdzie jest tylko radość, błogość, jedność, doskonały pokój.
(…) Święci w niebie nie posiadają już pokuty, bo posiadają zapłatę obiecaną przez Pana naszego Jezusa Chrystusa w ośmiu błogosławieństwach, a zwłaszcza w błogosławieństwie dziewiątym. Rzadko się je wymienia, a zastaję je w Ewangelii jutrzejszej. Chrystus mówi: „Błogosławieni są ci, którym ludzie będa złorzeczyć i których będą prześladować z powodu Mnie”. Odnosi się to do męczenników, lecz mówiłam wam kiedyś, Siostry, że chociaz nie ma już tyranów, którzy stwarzają męczenników, to jednak Kościół w doczesności nie jest pozbawiony tej pięknej ozdoby. Bóg chce mieć męczenników wwnętrznych i ukrytych. Dlatego pozwala znęcać sie szatanom nad duszami przez różne pokusy. bywają one często trudniejsze do przetrzymania i długotrwalsze niż męczeństwo wielu świętych, którzy cierpieli tylko przez pewien przeciąg czasu. (…)

(…) Na mocy zjednoczenia osobowego Jezus Chrystus posiada Bóstwo w pełni i z niego, jako ze źródła, wypływa cała świętość. Wszyscy Święci w niej partycypują, choć jedni w mniejszym, a drudzy w większym stopniu. O, Siostry, jak bardzo Jezus Chrystus jest godny umiłowania, jak bardzo jest godny uwielbienia! O, jak bardzo jesteśmy wobec Niego zobowiązane! Nie zajmujmy się niczym innym! i niech to będzie naszym szczęściem na ziemi, jak jest szczęściem Świętych w niebie. (…)

Do świętości powołani sa wszyscy chrześcijanie, ale szczególnie dusze Bogu poświęcone. Wsłuchajcie sie uważnie w te słowa, z którymi Bóg do was sie zwraca: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem Święty” (Kpł 11, 44). Czym jest łaska uświęcenia? Jest trudzeniem się nad świętością. Czym jest świętość czyli oderwanie? Od czego mamy sie odrywać? Od wszystkiego, co od nas pochodzi. Mamy sie oderwać od każdego grzechu, nie tylko od grzechów ciężkich, ale nawet od najmniejszych dobrowolnych grzechów powszednich, a nawet od pierwszych poruszeń z obawy, abyśmy przy następnych poruszeniach nie popadły w niedoskonałość.

Uroczystość dzisiejsza jest uroczystością świętości Boga w świętych. Powinszujmy im ich szczęścia i cieszmy się nim.

Chodźcie w obecności Boga – ona odsłoni wam to wszystko, co sprzeciwia się świętości Boga w was. Zapytajcie Świętych o to, dzięki czemu stali się świętymi, o drogę, która zaprowadziła ich do świętości. Odpowiedza wam, że doszli do niej przez śmierć, ofiare i oderwanie od wszystkiego co stworzone. Proście Ducha Świętego o udzielenie wam siły koniecznej do oderwania sie od wszystkiego. Zwracajcie sie również do waszej przemożnej Orędowniczki, Najświętszej Matki Boga. Należycie do Niej z wyjątkowego tytułu, ponieważ Instytut jest Jej własnością. Posiada Ona pełnie świętości, bo Anioł pozdrawiając Ją oznajmił Jej, że jest pełna łaski. Proście Ją, aby dała wam udział w Boskiej świętości. Adorujcie te swiętość we wszystkich Świętych. Pozostawcie tej Boskiej świętości swobode działania w sobie, a ona was przebóstwi.

Z pism M. Mechtyldy - wspomnienie Aniołów Stróżów

Jesteśmy bardzo zobowiązane wobec naszych świętych Aniołów. Gorąco dziękujmy im dzisiaj. W dniu dzisiejszym i przez wszystkie dni naszego życia dziękujmy za łaski, których Bóg nam udziela przez ich posługę. Anioł ma w szczególnej pieczy tego, kogo strzeże. Chce go zarówno ochronić od otaczających go nieprzyjaciół oraz dopomóc mu w postępowaniu w doskonałości. Nakłania to nas do czułej miłości do naszych świetych Aniołów. Oni, będąc zawsze z nami, towarzyszą nam wszędzie. Gdy idziemy, śpimy, jemy, modlimy się, rozmawiamy, wiernie dotrzymują nam towarzystwa, są w naszym pobliżu.

Moje siostry, módlmy się gorąco do Aniołów Stróżów, odnośmy sie do nich ze szczególnym nabożeństwem. Jeżeli będziemy uważne na ich przestrogi, nie popełnimy tylu wykroczeń. proście ich o łaskę wierności, gdy przytrafi się ku temu okazja. Oni nigdy nie zaniedbają nas przestrzec, to my nie dopisujemy w wierności.

Z pism M. Mechtyldy - święto Podwyższenia Krzyża Świętego

Czym jest krzyż, wyrażając się ściśle? Jest on tym wszystkim, co krzyżuje naturę, co wyniszcza miłość własną, co oczyszcza ducha i serce. Jest on tym, co nam się przeciwstawia, co nas upokarza, co daje nam cierpienie, bądź ze strony stworzeń, bądź ze strony naszego „ja”, szatanów, a nieraz Boga samego, bo Jego kierownictwo jest niewysłowione, Jego drogi – ukryte przed duszą, a środki działania Jego mądrości – nieprzeniknione. Krzyżem nazywamy wszystkie gorycze, cierpienia ciała i udręki ducha. Krzyżem nazywamy to wszystko i nieprzeliczone mnóstwo innych rzeczy. Jezus przyjął to i przetrwał podczas swojego ziemskiego życia i wskutek tego zawsze cierpiał bez jakiejkolwiek ulgi. Krzyż dał Mu Jego Ojciec, bo przypadł Mu on jako rękojmia za grzesznych. Przygniatał on Go tak boleśnie i ustawicznie, że na nim dokonał życia. Mówimy o tym zwięźle, jak godnie i wspaniale Chrystus podwyższył Krzyż. Myślę, że żadne stworzenie nie potrafi podwyższyć krzyża jak On to uczynił. Potrzebowalibyśmy Jego czystości i nieskazitelności dla obchodzenia tego wielkiego święta. Powinno być ono uroczyście celebrowane po całej ziemi, bo krzyż – jak to wyjaśniliśmy tutaj – spotyka sie we wszystkich duszach chrześcijańskich i nie sposób należeć do Boga bez odczuwania jego brzemienia.

Zjednoczmy się z Jezusem, by uczcić Krzyż i składać mu hołdy, po pierwsze: szacunku, po drugie: adoracji, po trzecie: jako temu, co pochodzi z nieba, po czwatre: miłości, która pozwoli nam go przygarnąć i nie zgodzić się już nigdy na rozstanie z nim, za wyjątkiem śmierci. Ona przez krzyż odda nas Bogu, podobnie jak Jezus na nim oddał ducha i wypowiedział święte: „Wykonało się” (J 19,30). (…)

Bardzo musimy starać się o dobre wykorzystanie łaski i nie stracenie okazji do zjednoczenia się z Bogiem przez krzyż i upokorzenie. Uważam, że tylko krzyż jest naszą ostoją. Czym jest dusza bez krzyża? Co z nią się stanie? Wydaje mi się, że zagraża jej zguba. O, Boże! Moje dziecko, trzymajmy się mocno tej łaski, aby przebyć drogę i nie upaść. Dusza, która nie jest na krzyżu, jest łupem pokusy oraz nędzy własnego ducha. Górują nad nią stworzenia i próżność. Natomiast dusza mocno przykuta do krzyża jest niezwyciężona. Krzyż czyni nam tyle dobrego, że nie potrafię zrozumieć, dlaczego żywimy dla niego taki wstręt i odrazę. Jest to zaślepienie naszych zmysłów; prowadzimy życie zakłamane, żywimy ustawiczną skłonność do tego, co widzimy, kosztujemy i dotykamy. Wiara nam nie wystarcza, bo nie dostrzega, że upadalmy się w sobie i oddalamy się od świętości prostego zjednoczenia i zażyłości z Bogiem. (…)

Tylko Jezus Chrystus podwyższył Krzyż. My, jako grzesznicy i, w konsekwencji, jako ci, którzy ze sprawiedliwości zasługujemy na wszystkie możliwe utrapienia i upokorzenia, jesteśmy tego niegodni. Lecz Jezus Chrystus mógł to zrobić i podwyższył go na szczyty. Zdumiewa widok Boga, który pała taką miłością do krzyża, że opuszcza godne uwielbienia łono swego Ojca, gdzie opływał wszelkimi, jakie tylko są, rozkoszami, aby przyjść na ziemię szukać Krzyża, poślubić Krzyż, podwyższyć Krzyż. Tak, nie tylko podwyższył On Krzyż przez ponoszone przez siebie udręki i upokorzenia, lecz ponadto uświęcił i podwyższył nasze udręki i poniżenia. Wszystko, co w przebiegu życia spotka nas krzyżującego i wszystko, co nas spotka aż do końca tego życia, przebywało odwiecznie w idei i woli Boga Ojca oraz w Sercu Jezusa Chrystusa. On ofiarował to na Krzyżu, a nasze krzyże są cząstką Jego Krzyża. (…)

Z Jezusem Chrystusem zjednoczymy sie tylko przez Krzyż. Bowiem, aby zjednoczyc się z Jezusem Chrystusem, trzeba zamrzec sobie, stworzeniom, słowem, wszystkiemu, co nie jest Jezusem Chrystusem. Przyznacie mi, że nie dokona sie to bez ukrzyżowania, bez zupełnego wyrzeczenia się we wszystkim. Jeżeli życzycie sobie czystej miłości, to tylko w Krzyżu, bo krzyż i czysta miłość – to jedno i to samo. Wierzcie mi, gdy czysta miłość opanuje duszę, staje sie absolutną władczynią i dokonuje niepojętego spustoszenia, aby wszystko poddać swemu absolutnemu królowaniu. (…)

Mówię wam ponadto: krzyż poczyna się w Sercu Jezusa Chrystusa. Serce, jak wam wiadomo, jest siedliskiem miłości; wszystko, co pochodzi z serca, pochodzi z wielkiej życzliwości. Dlatego bądźmy przeświadczone przekonaniem wiary, że wszystko, co spotyka nas w życiu, a więc pokusa, choroba, zupełne niepowodzenie, potwarze, słowem: wszystko, co zadaje nam fizyczne i duchowe cierpienia, pochodzi z Serca i nieskończonej miłości Boga do nas. Zamierza On tym doświadczeniem usunąć z naszej duszy wszystko, co jest skażone i uczynić nas członkami swego Syna Jezusa Chrystusa. (…)

Kochajmy więc Krzyż, czcijmy go i pożądajmy bardziej niż raju! Pamietajcie: ponieważ krzyża nie ma w niebie, Jezus Chrystus zstąpił z nieba, aby go szykać tu, na ziemi, miejscu Krzyża.

Z pism M. Mechtyldy - święto Narodzenia Matki Bożej

Kościół stara się jak najusilniej uhonorować w sposób należyty naszą Władczynię. Ozdabia się ołtarze, odprawia procesje, wyśpiewuje ku Jej chwale, głosi sie Jej wielkość w kazaniach. A co zrobimy my, aby złożyć hołdy naszej Władczyni? Naśladujmy Jej cnoty. Tak, odbiera Ona większą chwałę z praktykowania cnót Jej wzorem, niż ze wszystkiego poza tym, co moglibyśmy uczynić.

W chwili swych narodzin Przedostojna Matka Boga wykonuje dwa akty. Pierwszym z nich był akt adoracji, drugim – akt wielkiego uniżenia przed wielkością i Majestatem Boga, którego doskonale znała, bo posługiwała sie rozumem. Oddała w tej chwili większą chwałę Bogu niż wszyscy Aniołowie i święci razem wzięci. Pozyskała pełnię łaski, czyli, że zostały Jej dane wszystkie łaski. Nawet Bóg, chociaż jest doskonały, nie mógłby stworzyć dla siebie Matki doskonalszej. Poznając czym jest w sobie, w chwili swego narodzenia Najświętsza Dziewica poniża się i oddaje się Bogu jako żertwa przeznaczona na ofiarowanie. (…)

Wszystko przypisujmy Matce Boga, Matce Miłosierdzia. Dzieli Ona ten niezrównany przymiot ze swoim Synem i ustawicznie oręduje za grzesznikami. Niektórzy Ojcowie nazywają Ją Odkupicielką, bo twierdzą, że współdziałała Ona z naszym odkupieniem. Uważam, że więcej dusz udaje sie do raju i do czyśćca za Jej przyczyną niż dzięki wszystkim innym praktykom. Uciekajmy się bardzo do Jej matczynej dobroci, mamy przecież zaszczyt do niej należeć. (…)

Przydałoby się nam dowiedzieć, czym jesteśmy w sobie i czym jesteśmy w Jezusie Chrystusie, a następnie przypatrzeć się Najświętszej Dziewicy w Jej chwalebnym narodzeniu, całkowicie czystej i od wszystkiego oderwanej. Zapewniam, że odtąd nie tylko Jej wola, lecz także głębia Jej duszy były zajęte Bogiem i że wypełniała Ona doskonale pierwsze przykazanie: „Miłuj Boga z całej duszy twojej, z całego umysłu twego, z całej woli twojej i ze wszystkich sił twoich” i że z łaski Bożej pochłonięta była Bogiem i Jezusem Chrystusem. Poniewaz zarówno jej ciało i dusza należały niepodzielnie do Jezusa Chrystusa, ponieważ została Ona wybrana przed wiekami, aby począć Go w sposób wyjątkowy i niewysłowiony i ponieważ Jej byt i władze rwały się tak żywiołowo do Boga, to kamień nie spada tak gwałtownie i bezwzględnie w dół, jak Ona podążała do Jezusa Chrystusa, chociaż nie wiedziała kim dla Niego będzie.

Kościół zachęca nas do radości jako do warunku należytego obchodzenia narodzin dzieciątka, które stanie sie kiedyś Matką Boga. Rozpatrując wszystkie cuda w Niej zawarte, Kościół unosi się radością. Tak właśnie mamy postępować, choć nie zgłębimy niewysłowionych doskonałości, którymi Ona jest przyozdobiona.

Z pism M. Mechtyldy - Święto Przemienienia Pańskiego

Drogie Siostry, Ewangelia dzisiejsza ukazuje nam Przemienienie Pana naszego Jezusa Chrystusa. Objawił się On na górze Tabor, promieniejący chwałą i Majestatem, w pięknie i wspaniałości Boskiej. Piękno to stało się udziałem Jego człowieczeństwa w chwili Wcielenia na mocy zjednoczenia hipostatycznego ze Słowem, a zatem było Mu wrodzone. A jednak z miłości ukrywał je On cudem swej wszechmocy aż dotąd, aby upodobnić się do nas. (…) Wizja ta trwała krótko, aby pouczyć nas, że w tym życiu najwznioślejszym duszom ukazuje swą piękność tylko przez chwilę i tylko po to, aby je przygotować do cierpienia. O, Siostry, jak przedziwna jest tajemnica Przemienienia! Jest ona tajemnicą miłości, wielkości, cierpienia, ponieważ Jezus Chrystus mówi tylko o nadmiarze swych cierpień, które miał ponieść w Jerozolimie. Dzięki temu objawia się nam również godność i dostojeństwo Krzyża. (…) Ceńmy więc cierpienie, kochajmy krzyż, ponieważ jest on dla Jezusa przedmiotem rozkoszy. Dlatego oderwijmy się od siebie, od własnego ducha, który zawsze sprzeciwia się cierpieniu. A rozłączywszy się ze wszystkim, co stworzone, przejdźmy w Jezusa Chrystusa, który dokona w nas przedziwnego przemienienia. Skutkiem dobrej Komunii Świętej jest całkowite przekształcenie duszy w Boga. (…)

Cieszcie się tym szczęściem, Siostry, ponieważ dzisiaj Chrystus wszystkie was zaprowadził na Tabor, abyście nie tylko były, jak święci Apostołowie, świadkami Jego Przemienienia, lecz ponadto, abyście przez Komunię Świętą zostały przemienione z Nim i w Nim. O, jaką miłością powinnyśmy pałać do Komunii Śiwętej, jakich starań powinnyśmy dokładać, aby być w stanie codziennie komunikować i aby widzieć jedynie żyjącego w nas Jezusa Chrystusa.

Gdy święci Apostołowie ocknęli się z ekstatycznego snu, z zachwycenia, w które wpadli na widok piękności i blasku godnej uwielbienia Osoby Jezusa Chrystusa, swojego Mistrza, gdy otworzyli oczy, ujrzeli wtedy tylko Jezusa. My również po Komunii Świętej oglądajmy wyłącznie Jezusa Chrystusa. Nie dostrzegajmy już siebie, swoich spraw i stworzeń. Niech Jezus Chrystus będzie życiem naszego życia, pragnieniem naszych pragnień, myślą naszych myśli. Słowem: niech będzie On dla nas wszystkim we wszystkim.
Ale weźcie pod uwagę: zejście z Taboru prowadzi na Kalwarię. Tak samo przemienienie duszy w Jezusa przez Komunię wymaga zupełnej i całkowitej śmierci sobie. (…)

Trwajcie w posiadaniu tego przemienienia waszych dusz w Chrystusa, którego dokonał On dzisiaj w Komunii Świętej i strzeżcie go jak najstaranniej przez pełnienie w sobie cnót Jezusa. Łaskę tę Kościół Święty ofiarowuje wszystkim swym dzieciom w świętym dniu Przemienienia Jezusa.

Z pism M. Mechtyldy - Uroczystość Świętego Ojca naszego Benedykta

(…) Chcę przynaglić was do radowania się szczęściem, że jesteście córkami takiego świętego Ojca. Mogę twierdzić, bez ujmy dla żadnego świętego, że – za wyjątkiem wielkiego świętego Józefa – jest on największym Świętym w niebie i że w niebie ma szczególna rangę. Posiadanie takiego świętego ojca jest niemałą łaską. (…) Nie zdołam wypowiedzieć wam, Siostry, z jaka gorliwością mamy obchodzić święto naszego wielkiego Patriarchy. Aby pobudzić nas do uczczenia go wystarczy świadomość, że jest on naszym Ojcem i Prawodawcą, że tajemnica Eucharystii, której mamy szczęście być poświęcone, stanowiła całą miłość jego świętego serca na ziemi. Stanowiła ją w takim stopniu, że Jezus -Hostia wyrwał go sobie samemu, aby go unieść do nieba. Święty Benedykt, który wyzionął ducha u stóp ołtarza jako żertwa ofiarowana Najświętszemu Sakramentowi, przekazał w spuściźnie swoją duszę u stóp tego ołtarza i jednocześnie oddał mu cały swój zakon. (…)

Jego życie upodobniło sie tak bardzo do życia Jezusa Chrystusa, że możemy stwierdzić, iż było ono jedną z najgodniejszych jegi podobizn. Mógł on powiedzieć za św. Pawłem: „Żyję już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus”. Możemy też powiedzieć o nim: został zaprowadzony na pustynię, aby tak jak Boski Mistrz byc kuszonym i swym przykładem nauczyć wszystkie swe dzieci przezwyciężania pokus. Swą wielką odwagą pokonał on nieprzyjaciela i wywarł na sobie taka zemstę, że szatan nie kusił go już nigdy w tej dziedzinie po tryumfalnie odniesionym przez niego zwycięstwie. (…) Podziwiajcie jego odwagę, a nie tylko jego przywileje i godności, które porzuca. Podziwiajcie również jego zapomnienie o sobie praktykowaną przez niego w tej samotności i w najwcześniejszejmłodości tr surowość, której jedynym swiadkiem był Bóg. (…) Żyjmy więc duchem swiętości naszego Ojca. Bóg również do nas sie zwraca: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (Kpł 11,44).