Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię Objawienia Pańskiego

Jutro będziemy święcić uroczystość Epifanii, czyli Objawienia się Jezusa świętym Królom-Mędrcom, przybyłym do stajenki betlejemskiej, aby złożyć Mu cześć i hołdy. To święto, moje Siostry, powinno nas przepełnić szczególną pobożnością, ponieważ odpowiada nam bardziej niż jakiekolwiek inne; bliskie jest duchowi naszego powołania do adorowania w Najświętszym Sakramencie tego samego Jezusa Chrystusa. W nim są zawarte wszystkie inne tajemnice Jego świętego życia. Dlatego [w Najświętszym Sakramencie] możecie adorować Dzieciątko razem ze świętymi Królami, możecie mówić jak oni: „Ujrzeliśmy Jego gwiazdę i przybyliśmy oddać Mu pokłon“ (Mt 2,2). Waszą gwiazdą było powołanie do Instytutu i chociaż nie była ona widzialna, jak w wypadku Mędrców, otrzymałyście wewnętrzne natchnienie łaski, co jest pewniejsze niż znaki zewnętrzne.

A więc ujrzałyście Jego gwiazdę i przyszłyście Go adorować. Jak długo ma trwać i jak daleko ma się rozciągać wasza adoracja? Przez wszystkie chwile życia i na całą waszą istotę. Nazywają nas córkami Nieustającej Adoracji. O, Siostry! Nie nośmy na próżno tej pięknej nazwy! Nie bądźmy tylko pozorem adoratorek; z całej naszej mocy odpowiedzmy temu wezwaniu i Bożemu wybraniu do nieustającej adoracji. Czy Bóg potrzebował nas do tego i czy jesteśmy do tego zdolne, my, biedne, nędzne stworzenia, które same z siebie nie potrafią nic dobrego zrobić — bez pomocy Jego łaski? Czyż nie ma On milionów aniołów i duchów niebieskich, które ustawicznie, w sposób doskonały Go adorują — nawet w naszych kościołach, które przepełniają rzesze aniołów? Jest to prawdą, choć zakrytą przed naszym wzrokiem. Bóg jednak wybrał nas i chce, byśmy miały przywilej wielbienia Go na równi z aniołami, jako wieczyste adoratorki. Powinnyśmy być święcie dumne z tak wspaniałego powołania!

Chcąc się z niego wywiązać, nie wystarczy jednak spędzić godzinę czy pewien czas w chórze w Jego obecności. Nasza adoracja ma być nieustająca, ponieważ ten sam Bóg, którego adorujemy w Najświętszym Sakramencie, jest z nami zawsze obecny, na każdym miejscu. Trzeba, byśmy Go wielbiły w duchu i w prawdzie (por. J 4,23): w duchu, przez święte skupienie wewnętrzne; w prawdzie, wykonując wszystkie nasze obowiązki tak, by były nieustającą adoracją dzięki wierności w oddaniu się Bogu we wszystkim, czego się od nas domaga, bo w momencie gdy uchybiamy wierności — przestajemy adorować.

Moje Siostry, Instytut po to powstał, byśmy zostały wieczystymi adoratorkami. Jesteście do niego powołane. Do was zatem należy napełnić go łaską i świętością, stając się prawdziwymi adoratorkami, wielbiącymi [Boga] w duchu i w prawdzie. Tak, oto cała wasza troska i staranie: adorować majestat Boga w duchu i w prawdzie, w odpowiedzi na wasze wybranie. W duchu, czyli w pewności wiary we wszystko, czym Bóg jest sam w sobie, choć tego nie pojmujecie, wierząc w Jego wielkość i Boskie doskonałości zasługujące na wasze hołdy, cześć i adorację; w prawdzie, wielbiąc Go całą waszą istotą. Niech się nie znajdzie w was nic, czego byście nie chciały Mu dać i złożyć w ofierze, by Go wielbić z całą doskonałością, do jakiej jesteście zdolne, i z całego serca. (…)

Jeszcze raz powtarzam: czy dobrze rozumiemy łaskę udzieloną nam przez naszego Pana, łaskę wybrania do ciągłej adoracji — nas, które ledwie zdołamy o Nim myśleć i w Jego obecności jesteśmy jak słabe muszki? Kiedy chcemy się odrobinę dźwignąć do Boga przez kontemplację, natychmiast opadamy. Roztargnienia umysłu i wyobraźni, ciemności, własna nasza nędza są tak wielkie… Choćbyśmy miały najszczerszą wolę, niemożliwością jest utrzymać zawsze nasz umysł spokojnie wzniesiony ku Bogu, a nasze adoracje na ziemi są krótkotrwałe w porównaniu z adoracją aniołów i błogosławionych w niebie.

Dlaczego więc, Boże, wybrałeś właśnie nas, biedne i nędzne stworzenia? Czy Ci nie wystarczają uwielbienia tak święte i doskonałe, jakie przynoszą Ci aniołowie i święci? A jeśli nie wystarczają, czy nie możesz stworzyć jeszcze nieskończonej liczby innych, podobnych do tych, których już stworzyłeś, by Ci składali uwielbienia godne Twojego Boskiego Majestatu? Nie, Boże mój. Ty chcesz, byśmy z niebianami dzieliły zaszczyt wiecznego wielbienia Cię i już tu, na tym świecie, rozpoczęły to, co mamy kontynuować przez całą wieczność. O, moje Siostry, powtarzam: jaka to wielka łaska! Zapewniam was, że ją poznamy dopiero w wieczności. (…)

Chcąc adorować, niekoniecznie trzeba wciąż powtarzać: „Boże, wielbię Cię“. Wystarczy, jeśli posiadamy pewnego rodzaju wewnętrzną skłonność ku Bogu obecnemu; głęboki szacunek i cześć dla Jego wielkości; wiarę w obecność Boga w nas — bo tak jest naprawdę: Przenajświętsza Trójca czyni sobie w nas mieszkanie. Ojciec działa w nas przez swą potęgę, Syn przez mądrość, a Duch Święty przez dobroć. A zatem Bóg majestatu przebywa we wnętrzu waszych dusz i tam macie Go ustawicznie adorować. Połóżcie od czasu do czasu rękę na sercu, mówiąc sobie: „Bóg jest we mnie. Nie tylko podtrzymuje moje istnienie, jak w stworzeniach nieożywionych, lecz działa, by mnie podnieść do najwyższej doskonałości, o ile nie będę stawiała przeszkód Jego łasce”. Wyobraźcie sobie, że mówi do was wewnętrznie: „Zawsze jestem w tobie, trwaj zawsze we Mnie, myśl o Mnie, a Ja będę myślał o tobie i zatroszczę się o wszystko inne. Bądź cała dla mnie, jak Ja dla ciebie, żyj tylko dla Mnie“ — jak mówi Pismo święte: „Kto Mnie spożywa, będzie żył dla Mnie, będzie we Mnie trwał, a Ja w nim“ (J 6,56-57). (…)

Z powołania i dzięki profesji macie być prawdziwymi i wieczystymi adoratorkami Jezusa Chrystusa. O to macie się starać, w tym kierunku ma iść wasz zapał. Starajcie się z największą żarliwością i doskonałością wywiązać z zadań adoratorek.
Ale może mi któraś z was powie: „Wcale nie czuję tego wielkiego zapału; nie odczuwam płomiennej miłości, która by mnie pociągała do adorowania Jezusa Chrystusa tak, jak to Matka przedstawia”. Nie szkodzi, wystarczy, że będziecie działać w wierze, oddając wasze hołdy i cześć Jezusowi Chrystusowi jakby ponad wami samymi. Smak i odczuwanie nie są konieczne. [Gdy ich zabraknie] wasza adoracja będzie czystsza i doskonalsza, bo dusza posiadająca wiarę żywą, a nie odczuwaną, czyściej wznosi się do Boga, doświadczając ponad zmysłami, czym jest Bóg sam w sobie, w swej wielkości, świętości i majestacie.

Nie zatrzymujcie się więc na tym, co odczuwają zmysły, lecz na tym, czego żąda od was wiara, i za nią podążajcie. Ona jest waszym światłem, by dać wam poznać Boga, który wezwał was w swej nieskończonej miłości do nieustannej adoracji (…)

Oto nasze zadanie, Siostry; to jest doskonałość, do której nas Bóg powołuje. Dla waszej pociechy chcę wam powiedzieć, że jeżeli jej jeszcze nie osiągnęłyście, to wystarczy, byście z całego serca do niej dążyły. Nie musimy za jednym zamachem stać się doskonałymi, ale pod grozą grzechu śmiertelnego mamy obowiązek do niej dążyć; mają to czynić — zdaniem niektórych teologów — nawet wszyscy chrześcijanie. Zwróćmy jednak uwagę, że nasze zobowiązanie jest podwójne, z racji złożonej profesji.

Pracujmy więc solidnie, by wiernie odpowiedzieć temu, co obiecałyśmy Bogu. Do nas należy rozpatrzenie tego i zbadanie siebie. Zacznijmy adorować Jezusa Chrystusa w duchu i w prawdzie, być rzeczywiście wieczystymi adoratorkami. Adorujmy Go wszędzie i we wszystkim, co robimy! Nic nie może być z tego wyjęte. Zapytacie: „Co? jedząc?” Tak, bo nie robicie tego jak zwierzęta, dla własnego zadowolenia, lecz z szacunku i w poddaniu woli Bożej, żeby nabrać sił do służenia znowu Jego Majestatowi. Przez taką intencję uświęcicie tę czynność i inne, podobne, które same przez się są tylko naturalne. Dzięki temu będziecie podtrzymywać ducha adoracji, a jeżeli będziecie wierne, doprowadzi was to do najwyższej świętości, skłaniając was do nieustannej ofiary. Ona sprawi, że umrzecie waszym namiętnościom i nieuporządkowanym skłonnościom, wreszcie wszystkiemu, co się sprzeciwia waszemu uświęceniu, a jednocześnie uczyni z was prawdziwe żertwy, zawsze składane w ofierze na cześć i chwałę Boga.
CC 44 (2338)

Z pism M. Mechtyldy - Uroczystość Objawienia Pańskiego

Epifania, czyli objawienie Pana naszego Jezusa Chrystusa, jest naszym wielkim świętem. W tym dniu, w osobie świętych mędrców, naszych ojców w wierze, Bóg nas uprzywilejował łaską chrystianizmu. Otrzymali oni pierwociny łaski chrześcijańskiej, a przez nich dostapili jej wszyscy poganie; my do nich się wliczamy. Lecz, siostry, kto zdołałby wysłowić radość ich serc na widok Dzieciątka, w którym rozpoznali Majestat Boga oraz ich pociechę z rozmowy z Jego Najświętszą Matką, od której dowiedzieli się o tajemnicy Wcielenia Słowa? Ich serca i umysły, należycie przysposobione do zrozumienia tych wielkich prawd, nie zraziły się małością i ubóstwem godnego uwielbienia Dzieciątka, które w sposób niewysłowiony przemawiało do ich serc w swym milczącym języku.

O, jaka tajemnica kryje się w poleceniu danym mędrcom we śnie: do swego kraju mają powrócić inną drogą. Tak, siostry, dusza, która ma szczęście znaleźć i adorować Boga odbiera natchnienie w wewnętrznej głębi: ma pójść inną drogą. Kroczy ona szlakiem Bożym, zupełnie oderwana od stworzeń oraz od harmideru i kłębienia się swych namiętności. Ten święty szlak prowadzi ją do śmierci, lecz do śmierci bezcennej. Mędrcy otrzymali najwznioślejszą łaskę po łasce chrystianizmu: śmierci dla Jezusa. Taką nagrodę dał im On za poniesione trudy, gdyż po powrocie do swoich królestw nie żyli już w nich jako monarchowie, tylko jako apostołowie. Wszędzie głosili narodziny Zbawiciela, a w końcu oddali krew i życie dla poświadczenia tej prawdy.

Moje siostry, prośmy Jezusa o objawienie się nam. Prośmy Go często o łaskę poznania Go jako ubogiego, poniżonego i cierpiącego, takiego, jakim okazał się On w narodzinach i w toku całego swego najświętszego życia.

(…) Ewangelia poucza nas o tajemnicy, gdy mówi nam, że trzej królowie przybyli z daleka adorować Boskie Dzieciątko Jezus: „Znaleźli Dzieciątko z Maryją, Matką Jego, i upadłszy, oddali Mu pokłon” (Mt 2,11). Nie będę opisywała tej świętej tajemnicy, powiem tylko o owocu, jaki mamy z niej odnieść. Tajemnice nigdy nie powinny pozostawać w nas nieużyteczne. A gdy poznaliśmy je i uwielbiliśmy, zjednoczmy się z nimi, wejdźmy duchem w łaskę danej tajemnicy. Zjednoczmy się ze świętymi mędrcami, aby pójść zobaczyć Najświętsze Dzieciątko Jezus. Przynieśmy Mu dary i u Jego świętych stóp złóżmy berło i koronę naszej wolności, złóżmy Mu ślub wiecznego poddaństwa i nieustannego wywyższania Jego wielkości, mocy i wszechwładctwa. Darami są: nasze ciało oznaczone przez mirrę, duch – przez kadzidło, umartwienie i serce – przez złoto. Mirra wyobraża cierpienie, kadzidło – umartwienie ducha na modlitwie, a złoto i srebro – miłość, która powinna być naszą samorealizacją. Te trzy dary pozostają w odniesieniu do trzech ślubów świętego zakonu: czystość jest mirrą, posłuszeństwo – kadzidłem, ubóstwo – złotem. Możesz je zastosować do siebie samej.

Dobrze jest, gdy udajemy się zobaczyć Jezusa i Jego Najświętszą Matkę oraz złożyć im dary. Pragną oni tego, a w starym zakonie zabraniano nawet stawiać się w obecności Boga z pustymi rękami (por. Pwt 16,16). Bóg słusznie chce hołdów i darów. A nie potrafimy ofiarować Mu nic lepszego niż Jego samego i Najświętsze Serce Jego Najdostojniejszej Matki. Takich darów nie może On odtrącić, dzięki nim przyjmie On to, co pochodzi od nas, np. całopalenie z naszej woli, z naszych humorów, skłonności i pragnień oraz z całego naszego „ja”. Tę spuściznę otrzymaliśmy i odziedziczyliśmy po naszym prarodzicu. Gdybyśmy szukali w sobie czegoś innego niż naszej nicości i bytu jako daru dla Boskiego Dzieciątka, nie znalibyśmy ich. Jeżeli jednak chcesz Mu ofiarować coś godnego Jego, mówiłam ci już: jest nim Jego Najświętsze Serce i Serce Jego Najświętszej Matki. Rzuć się więc do stóp tego Najświętszego Dzieciątka. Wysłuchaj w duchu i z szacunkiem przemowy świętych mędrców, wniknij wolą w ich uczucia, ciesz się z nimi, że znalazłaś Matkę i Dziecko. Postępuj jednak tak, jak ci święci czciciele: zabierz skarb, który znalazłaś w swym sercu i odtąd podążaj inną ścieżą, czyli ścieżką wiary, oddalenia od stworzeń. Jest to ta sama ścieżka, o której mówią Ewangelie.

Mędrcy szukali Jezusa, znaleźli Jezusa i zabrali Jezusa do swoich serc. Ale zauważmy: Anioł Pański ostrzegł ich, by nie wracali przez Jerozolimę ani nie przechodzili przez dwór Heroda. Mieli obrać inną, okrężną i odległą od stworzeń drogę, bo stworzenia przeszkadzają nam w drodze do doskonałości. Owoc tej tajemnicy polega na tym właśnie: na szukaniu Jezusa, na znalezieniu Jezusa i na posiadaniu w swoim sercu Jezusa, na unikaniu stworzeń, świata, grzechu, itd. Środkiem zachowania łaski znalezienia Jezusa jest kroczenie ścieżką ukrytą, a nawet nieznaną duchowi ludzkiemu, kroczenie pustyniami, drogami trudnymi i uciążliwymi. Tak postępujmy wszystkie po każdorazowym przyjęciu Komunii Świętej. Wracajmy inną drogą, oddalmy się od naszych namiętności i złych dyspozycji. Święci mędrcy nie posiadali się z radości, gdy znaleźli Jezusa. Jak żyli oni po dostąpieniu tej zaszczytnej łaski? W stajence uczą się oni poszanowania dla ubóstwa, bólu i wzgardy, stali się biegłymi w życiu ewangelicznym, w sposobie stosowania się do niego oraz w naśladowaniu Jezusa w Jego małości.

Z pism M. Mechtyldy - Nowy Rok

Według wskazania świętego zakonu, a przynajmniej naszego Instytutu, zgromadziłyśmy się tu, siostry, aby prosić się wzajemnie o przebaczenie za wszystkie przykrości, jakie mogłyśmy sobie wyrządzić i aby rok ten zakończyć w pokoju i wzajemnym zjednoczeniu. Moje siostry, nie wywiązujcie sie z tego jako z czegoś, co jest dla was obojętne. Wywiązujcie się z tego w duchu wewnętrznym, z żalem za winy, z rzeczywistym pragnieniem poprawienia się z nich i rozpoczęcia nowego życia z początkiem nowego roku.

Jutro wszystkie odnowimy śluby. To nie znaczy, siostry, że zaciągniemy nowe zobowiązania. Potwierdzimy natomiast zobowiązania z dnia naszej profesji, przyobiecamy Jezusowi Chrystusowi nową wierność i poprosimy Go o łaskę bycia wierniejszymi niż w kończącym się roku. (…)

Chodzi więc o zakończenie roku bieżącego i oddanie się Panu naszemu; niech On wynagrodzi za wszystkie nasze niewierności. Każdy rok zamykajmy ubolewaniem i gorzkim opłakiwaniem ciągłego nadużywania ofiarowanych nam łask. Król – prorok wyraził się, że każdy człowiek jest kłamcą (por. Ps 116,11). Jest to aż nazbyt prawdziwe, że żyjemy w fałszu i marności. Zróbmy rzetelny rachunek sumienia, a przekonamy się, że żyjemy wyłącznie dla naszych spraw, dla rozgospodarowania się w stworzeniach. Słowem: wszędzie siebie znajdujemy. Doprawdy, to okropne, że tak profanujemy te bezcenne chwile, dzięki którym możemy zasłużyć na życie Boże. Wzdychajmy, ubolewajmy, że odmawiamy Bogu życia, którego pragnie On w nas i że czynimy to po to, aby dać posłuch namiętnościom, humorom, naprawdę niczemu. (…)

Rozpocznijmy więc rok ten wyzbyciem się wszystkiego, co jest w nas zbędne, czyli naszych wad i niedoskonałości. Wiadomo nam, że to one udaremniają życie Boże w duszach. Rozpatrzmy przed Bogiem, co najbardziej sprzeciwia się Jemu, ale nie przypuszczajmy, że pozbędziemy sie tego od razu, ani że zdobędziemy wszystkie cnoty. Niektórzy mają bardzo głębokie widzenie swej nędzy. Ubolewaja nad nią, a jednak nie wznoszą się nad nią i często umierają nie pozbywszy się ani jednej wady. Zabierzmy się do każdej z nich poszczególnie. Zazwyczaj w życiu wewnętrznym wykorzeniamy przywary i nabywamy cnoty jedna po drugiej. Pracujmy nad nimi i nie łudźmy się. Zabierzmy się do porządnego umartwienia, ponośmy konanie, aby dojść do śmierci sobie oraz przejść do prawdziwego życia i zjednoczenia z Jezusem Chrystusem. Ale, drogie siostry, jakim szczęściem jest to życie i to Boskie zjednoczenie! Jak to? Czy będzie się mówić, że zakonnice Najświętszego Sakrametu żyją innym życiem niż życie Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie? To byłoby czymś strasznym!

Dano mi poznać po Komunii Świętej, że Jezus w tym Boskim Sakramencie jest w pełni miłością i łagodnością i że jako Jego żartwy powinnyśmy zabiegać o tę wzniosłą cnotę na miarę Boskiego Wzorca. Proszę was, zastanówcie się, czy jest większa miłość niż ta, którą On nam okazuje? Jest to miłość w najwyższym stopniu, ponieważ w tym Sakramencie oddaje się On nie tylko duszom czystym, ale także grzesznikom i to bez okazywania najmniejszej cierpkości. Jego Boska łagodność sprawia, że znosi On bez słowa zniewagi i wzgardę. Jest On, drogie siostry, przykładem dla nas. Nasza miłość ma być serdeczna, szczera. Pragnijmy i życzmy naszym siostrom tych samych łask i darów, co sobie. Wszystkie ogarnijmy więzami milości i znośmy pogodnie wszystko, co może nas razić. Gdy będziemy tak postępować, będziemy żyć życiem Jezusa, rozkoszą świętych.

Z pism M. Mechtyldy - Boże Narodzenie

Trzeba byłoby serafina, aby wam opowiedział o tej tajemnicy, chociaż i on nie byłby do tego zdolny, ponieważ tajemnica ta jest tak niezgłębiona i przewyższa wszelkie nasze pojęcie. Bóg nieskończenie szczęśliwy w sobie, nieskończony we wszystkich swych Boskich doskonałościach, jedynie zdolny do poznania siebie – a to poznanie uszczęśliwia i rozradowuje zarówno Jego jak i wszystkich błogoslawionych – powtarzam, ten Bóg nieskończony, którego wielkości nie potrafimy pojąć, przychodzi na ziemię, staje się Dzieciątkiem, aby zamieszkać między nami, wyniszcza się, aby nas w siebie przekształcić. O, co za przepaść niepojęta! Niech zamilkną wszystkie stworzenia. Przecież wszystko, co mogłyby nam o tym powiedzieć nie przybliży się nigdy w najniższym stopniu do tego, czym to jest. Tajemnicę tę najdoskonalej uczcimy przez pełne szacunku, zdumienia i podziwu milczenie. Słowo Przedwieczne, które go przestrzega, daje nam tego przykład. Wszystkie tajemnice, a zwłaszcza ta tajemnica, zawierają w sobie sprawy tak cudowne i niepojęte dla ludzkiego umysłu, ze wszystko, co możemy znaleźć w księgach i wszystko, co możemy o niej powiedzieć, jest mniej niż niczym w porównaniu, czym jest ona. Niech zamilknie rozum ludzki, bo nie jest do tego zdolny. Możemy to zrozumieć jedynie dzięki wierze.

Matka postawiła pytanie jednej z zakonnic i zwróciła się do niej: „Siostro, odpowiedz mi, kim jest Ten, który przychodzi?”
Zakonnica jej odrzekła: „Matko, przychodzi Syn Boży.”
„A dlaczego – odparła Matka – przychodzi On?”
„Żeby nas odkupić.”
„Co Go do tego zmusza?” – zapytała Matka
„Jego miłość do nas”.
Matka powiedziała: „Ma siostra rację.”

Mówiłam wam, że miał On w sobie wszystko, co mogło Go nieskończenie uszczęśliwiać, a więc zupełnie nie potrzebował stworzeń i one nie mogły w niczym powiększyć Jego szczęścia. Nie mógł On nigdy złożyć nam większego dowodu miłości. U św. Jana zapisano: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” ( J 3,16). Ponieważ dał Go nam, możemy twierdzić, że dał nam to, co miał najdroższego i najcenniejszego. Wniknijmy w uczucia głębokiej wdzięczności dla Ojca Przedwiecznego za wielki dar, który On nam dzisiaj składa. Ale, aby bardziej zgłębić łaskę tej tajemnicy i przeniknąć się prawdziwą wdzięcznością, każda z nas, siostry, musi ją sobie przypisać i dołożyć wszelkich starań, aby myśleć o dobroci Boga, który oddaje się wam przez swe narodziny. Powiedzcie więc sobie: „Bóg uczynił dla mnie jednej to, co uczynił dla wszystkich”. Bądźcie o tym przeświadczone, gdyż jest to wielką prawdą. Jeżeli przypiszecie ją sobie w taki sposób, wywrze ona większy wpływ na wasz umysł, rozszerzy wasze serca do miłowania Boga i rozpali je Jego miłością. Nie sposób wierzyć i nie płonąć miłością do Boga tak dobrego, który tyle dla mnie uczynił! Jak to? Bóg mnie kocha, a ja miałabym Go nie kochać? To niemożliwe! Muszę płonąć miłością!

Ale któraś z was mi powie: „Nie zawsze mamy taką gorliwość ani takie uczucie miłości”. To prawda, ale tym się nie przejmujcie. Natomiast, gdy Bóg wam je daje, nie odtrącajcie go. Dajcie im wiarę, podążajcie do Boga z tą prostotą i poufałością z jaką małe dzieci idą bez wahania do swego ojca. Nie bądźcie lękliwe. Bierzcie to, co się wam daje. Przyjmijcie chętnie odczuwalne uczucie miłości Pana naszego, bądźcie dogłębnie przejęte pragnieniem miłowania Go.

Bóg – Dzieckiem! Rodzi się o północy, w środku zimy. Jest odtrącony przez wszystkich i nie ma miejsca w gospodzie, aby Go pomieścić. O, jak tajemnicze są wszystkie te i wiele innych okoliczności! Po pierwsze: świat nie był Go godny. Po drugie: jest On Słońcem, które swym światłem przychodzi rozproszyć mroki gęstsze i bardziej nieprzejrzyste niż mroki materialne – ciemności grzechu. Po trzecie: żarem swym stapia On lody naszych serc, jak słońce roztapia śnieg. Idźmy w duchu wiary do szopki i trwajmy u stóp Najświętszej Matki Boga. (…)

Zwróć się do Przedostojnej Matki Boskiego Dzieciątka, którą widzisz w pobliżu stajenki. Błagaj ją, aby nauczyła cię ona kochać i adorować swoje Boskie Dzieciątko. Trwaj w szacunku w Jego świętej obecności i wraz ze św. Józefem zjednocz sięz hołdami, jakie oni Mu składają. Wejdź duchem w ich święte dyspozycje. Przynajmniej wolą płoń miłością z tymi dwoma serafinami, którzy nie zaprzestają kochać, podziwiać i adorować Boskie Dzieciątko. Trwaj w stajence i uważaj ją za pałac Jezusa – Króla, a żłóbek za tron, na którym Jego wielkość się uniża. Jego Najświętsza Matka nauczy cię składania Mu hołdów. Nie omieszkaj pozdrowić codziennie Dzieciątka i Matki. Błagaj pokornie o ich błogosławieństwo.

Z pism M. Mechtyldy - Adwent

Uważam, że dla dobrego spędzenia świętego czasu adwentu potrzebne są trzy rzeczy. Po pierwsze: przestrzegajmy głębokiego, wewnętrznego i zewnętrznego milczenia, aby uczcić milczenie Boskiego Słowa w łonie Jego Najświętszej Matki. Po drugie: zachowajmy samotność i oddalenie od stworzeń w hołdzie dla samotności Boskiego Słowa w łonie Matki Najświętszej. Po trzecie: uwielbienie niewoli, jak Słowo to uzależnia się i podporządkowuje Najświętszej Dziewicy; dusza musi trwać jak niewolnica wobec praw woli Bożej. Musi być podporządkowana jej miłującemu, choć krzyżującemu kierownictwu. Nie wolno jej zastanawiać się nad sobą, aby poznać swój stan i dowiedzieć się, czy podoba się Bogu i czy jest On zadowolony z naszej służby. Podążajmy zawsze własną drogą bez pewności, czy jesteśmy godne miłości czy nienawiści. Trwajmy poniżej Boga, czyli bądźmy zależne i uległe wobec każdego Jego kierownictwa i podporządkowane Mu.
Wydaje mi się, że są to najlepsze dyspozycje, jakie możemy mieć w tym świętym okresie. Dodajmy do tego wielką prostotę i ofiarę: dwie dyspozycje nierozdzielne z Jezusem Chrystusem od chwili Jego Wcielenia aż do śmierci. Są one konieczne dla zakonnicy Najświętszego Sakramentu, gdyż ma ona upodobnić się do Jezusa w tej tajemnicy, w której ponosi On w stopniu niedościgłym pięć poprzednich dyspozycji.
Chciałabym prosić Boga o jedno: o dokonanie się Jego zamiarów we mnie w sposób, jaki On raczy i o ponoszenie tego z uległością i zadowoleniem. A jeżeli następnie zechce On mieć mnie w upokorzeniu, jeżeli pokrzyżuje moje plany, jeżeli pozwoli na prześladowanie mnie, itd., to obym trwała w głębi pokoju wewnętrznego, zupełnie posłuszna Jego Boskim zrządzeniom i we wszystkim wyłącznie spragniona Jego upodobania. Wydaje mi się, że tego mamy życzyć sobie na tym świecie.

Pragnęłabym, abyśmy poddały się bezwzględnie kierownictwu Najświętszej Matki Boga. Ponieważ dała ona światu Jezusa Chrystusa, ona również ma Go zrodzić w naszych sercach i o to mamy ją wciąż prosić. Okres adwentu musi być poświęcony adoracji Boga Wcielonego w świętym łonie Maryi. Jej przeczyste serce służyło za ołtarz Boskiemu Słowu, aby składało się Ono w ustawicznej ofierze ku chwale Boga Ojca. Tam również mamy siebie zatracić i obrócić wniwecz w hołdzie dla Jezusa Hostii i w zjednoczeniu z Nim. Pragnijmy gorąco, aby nastało dla nas to Królestwo Boże, które święci Patriarchowie oznajmiali na czas narodzin Jezusa, czyli Królestwo Jego Ojca, chociaż wygląda On na Dziecko wyniszczone, ubogie, słabe, itd. Błagajmy więc bez przerwy Jego Królestwo i często powtarzajmy: „Przyjdź Królestwo Twoje”. Starajmy się usilnie o zaprowadzenie panowania Jezusa w naszych sercach i dlatego same się wyniszczajmy. Tylko w ten sposób stanie się On jedynym Dziedzicem naszych serc. Jest to obowiązek zakonnicy Najświętszego Sakramentu.

Adoracja poddaństwa Boga – Człowieka w łonie Najświętszej Dziewicy wymaga wielkiej prostoty i uległości. Jest On w tym łonie tak dalece podporządkowany swej Najświętszej Matce, że tylko przez nią wykonuje wszystkie poruszenia. Czymś niepojętym jest widok Boga w takiej zależności i to z miłości do nas i w tym celu, aby służyć nam za wzór w świętym zakonie, w miejscu świętym w samym sobie, choć nie jest ono świętym w tych wszystkich, dla których jest ono pomieszczeniem. Zakon jest miejscem bardzo świętym, ponieważ jednoczy nas z Bogiem i wprowadza we wszystkie stany Jezusa. Naszej dobrej matce, świętemu zakonowi, winnyśmy przede wszystkim taką samą uległość, jaką Jezus okazywał swej godnej umiłowania Matce w jej świętym łonie. Pozwólmy mu (zakonowi) nosić nas w sobie, rządzić nami bez oporu i powodować się wyłącznie jego świętą wolą. Ta praktyka przygotuje nas najlepiej do narodzenia się w nas Jezusa, bo On upodobał sobie wyłącznie prostych i pokornych. Tylko pycha przeszkadza założeniu w nas Jego Królestwa, a jeżeli nie usiłujemy jej wytępić, nigdy nie dojdziemy do zjednoczenia z Bogiem.

Z pism M. Mechtyldy - Uroczystość Wszystkich Świętych

(…) Król – Prorok wypowiada w formie modlitwy te słowa: „Boże mój, proszę Cię o łaskę przebywania w Twoim domu przez wszystkie dni mego życia” (Ps 26, 4). Na innym miejscu ten sam Prorok oznajmia: „Błogosławieni, którzy przebywają w domu Twoim, Panie” (Ps 83, 5). W innym wersecie mówi on: „Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano: Pójdziemy do domu Pana”. Co chce on wyrazić przez tę radość i to szczęście? Zamierza on mówić o domu chwały, gdzie jest tylko radość, błogość, jedność, doskonały pokój.
(…) Święci w niebie nie posiadają już pokuty, bo posiadają zapłatę obiecaną przez Pana naszego Jezusa Chrystusa w ośmiu błogosławieństwach, a zwłaszcza w błogosławieństwie dziewiątym. Rzadko się je wymienia, a zastaję je w Ewangelii jutrzejszej. Chrystus mówi: „Błogosławieni są ci, którym ludzie będa złorzeczyć i których będą prześladować z powodu Mnie”. Odnosi się to do męczenników, lecz mówiłam wam kiedyś, Siostry, że chociaz nie ma już tyranów, którzy stwarzają męczenników, to jednak Kościół w doczesności nie jest pozbawiony tej pięknej ozdoby. Bóg chce mieć męczenników wwnętrznych i ukrytych. Dlatego pozwala znęcać sie szatanom nad duszami przez różne pokusy. bywają one często trudniejsze do przetrzymania i długotrwalsze niż męczeństwo wielu świętych, którzy cierpieli tylko przez pewien przeciąg czasu. (…)

(…) Na mocy zjednoczenia osobowego Jezus Chrystus posiada Bóstwo w pełni i z niego, jako ze źródła, wypływa cała świętość. Wszyscy Święci w niej partycypują, choć jedni w mniejszym, a drudzy w większym stopniu. O, Siostry, jak bardzo Jezus Chrystus jest godny umiłowania, jak bardzo jest godny uwielbienia! O, jak bardzo jesteśmy wobec Niego zobowiązane! Nie zajmujmy się niczym innym! i niech to będzie naszym szczęściem na ziemi, jak jest szczęściem Świętych w niebie. (…)

Do świętości powołani sa wszyscy chrześcijanie, ale szczególnie dusze Bogu poświęcone. Wsłuchajcie sie uważnie w te słowa, z którymi Bóg do was sie zwraca: „Świętymi bądźcie, bo Ja jestem Święty” (Kpł 11, 44). Czym jest łaska uświęcenia? Jest trudzeniem się nad świętością. Czym jest świętość czyli oderwanie? Od czego mamy sie odrywać? Od wszystkiego, co od nas pochodzi. Mamy sie oderwać od każdego grzechu, nie tylko od grzechów ciężkich, ale nawet od najmniejszych dobrowolnych grzechów powszednich, a nawet od pierwszych poruszeń z obawy, abyśmy przy następnych poruszeniach nie popadły w niedoskonałość.

Uroczystość dzisiejsza jest uroczystością świętości Boga w świętych. Powinszujmy im ich szczęścia i cieszmy się nim.

Chodźcie w obecności Boga – ona odsłoni wam to wszystko, co sprzeciwia się świętości Boga w was. Zapytajcie Świętych o to, dzięki czemu stali się świętymi, o drogę, która zaprowadziła ich do świętości. Odpowiedza wam, że doszli do niej przez śmierć, ofiare i oderwanie od wszystkiego co stworzone. Proście Ducha Świętego o udzielenie wam siły koniecznej do oderwania sie od wszystkiego. Zwracajcie sie również do waszej przemożnej Orędowniczki, Najświętszej Matki Boga. Należycie do Niej z wyjątkowego tytułu, ponieważ Instytut jest Jej własnością. Posiada Ona pełnie świętości, bo Anioł pozdrawiając Ją oznajmił Jej, że jest pełna łaski. Proście Ją, aby dała wam udział w Boskiej świętości. Adorujcie te swiętość we wszystkich Świętych. Pozostawcie tej Boskiej świętości swobode działania w sobie, a ona was przebóstwi.

Z pism M. Mechtyldy - wspomnienie Aniołów Stróżów

Jesteśmy bardzo zobowiązane wobec naszych świętych Aniołów. Gorąco dziękujmy im dzisiaj. W dniu dzisiejszym i przez wszystkie dni naszego życia dziękujmy za łaski, których Bóg nam udziela przez ich posługę. Anioł ma w szczególnej pieczy tego, kogo strzeże. Chce go zarówno ochronić od otaczających go nieprzyjaciół oraz dopomóc mu w postępowaniu w doskonałości. Nakłania to nas do czułej miłości do naszych świetych Aniołów. Oni, będąc zawsze z nami, towarzyszą nam wszędzie. Gdy idziemy, śpimy, jemy, modlimy się, rozmawiamy, wiernie dotrzymują nam towarzystwa, są w naszym pobliżu.

Moje siostry, módlmy się gorąco do Aniołów Stróżów, odnośmy sie do nich ze szczególnym nabożeństwem. Jeżeli będziemy uważne na ich przestrogi, nie popełnimy tylu wykroczeń. proście ich o łaskę wierności, gdy przytrafi się ku temu okazja. Oni nigdy nie zaniedbają nas przestrzec, to my nie dopisujemy w wierności.

Z pism M. Mechtyldy - święto Podwyższenia Krzyża Świętego

Czym jest krzyż, wyrażając się ściśle? Jest on tym wszystkim, co krzyżuje naturę, co wyniszcza miłość własną, co oczyszcza ducha i serce. Jest on tym, co nam się przeciwstawia, co nas upokarza, co daje nam cierpienie, bądź ze strony stworzeń, bądź ze strony naszego „ja”, szatanów, a nieraz Boga samego, bo Jego kierownictwo jest niewysłowione, Jego drogi – ukryte przed duszą, a środki działania Jego mądrości – nieprzeniknione. Krzyżem nazywamy wszystkie gorycze, cierpienia ciała i udręki ducha. Krzyżem nazywamy to wszystko i nieprzeliczone mnóstwo innych rzeczy. Jezus przyjął to i przetrwał podczas swojego ziemskiego życia i wskutek tego zawsze cierpiał bez jakiejkolwiek ulgi. Krzyż dał Mu Jego Ojciec, bo przypadł Mu on jako rękojmia za grzesznych. Przygniatał on Go tak boleśnie i ustawicznie, że na nim dokonał życia. Mówimy o tym zwięźle, jak godnie i wspaniale Chrystus podwyższył Krzyż. Myślę, że żadne stworzenie nie potrafi podwyższyć krzyża jak On to uczynił. Potrzebowalibyśmy Jego czystości i nieskazitelności dla obchodzenia tego wielkiego święta. Powinno być ono uroczyście celebrowane po całej ziemi, bo krzyż – jak to wyjaśniliśmy tutaj – spotyka sie we wszystkich duszach chrześcijańskich i nie sposób należeć do Boga bez odczuwania jego brzemienia.

Zjednoczmy się z Jezusem, by uczcić Krzyż i składać mu hołdy, po pierwsze: szacunku, po drugie: adoracji, po trzecie: jako temu, co pochodzi z nieba, po czwatre: miłości, która pozwoli nam go przygarnąć i nie zgodzić się już nigdy na rozstanie z nim, za wyjątkiem śmierci. Ona przez krzyż odda nas Bogu, podobnie jak Jezus na nim oddał ducha i wypowiedział święte: „Wykonało się” (J 19,30). (…)

Bardzo musimy starać się o dobre wykorzystanie łaski i nie stracenie okazji do zjednoczenia się z Bogiem przez krzyż i upokorzenie. Uważam, że tylko krzyż jest naszą ostoją. Czym jest dusza bez krzyża? Co z nią się stanie? Wydaje mi się, że zagraża jej zguba. O, Boże! Moje dziecko, trzymajmy się mocno tej łaski, aby przebyć drogę i nie upaść. Dusza, która nie jest na krzyżu, jest łupem pokusy oraz nędzy własnego ducha. Górują nad nią stworzenia i próżność. Natomiast dusza mocno przykuta do krzyża jest niezwyciężona. Krzyż czyni nam tyle dobrego, że nie potrafię zrozumieć, dlaczego żywimy dla niego taki wstręt i odrazę. Jest to zaślepienie naszych zmysłów; prowadzimy życie zakłamane, żywimy ustawiczną skłonność do tego, co widzimy, kosztujemy i dotykamy. Wiara nam nie wystarcza, bo nie dostrzega, że upadalmy się w sobie i oddalamy się od świętości prostego zjednoczenia i zażyłości z Bogiem. (…)

Tylko Jezus Chrystus podwyższył Krzyż. My, jako grzesznicy i, w konsekwencji, jako ci, którzy ze sprawiedliwości zasługujemy na wszystkie możliwe utrapienia i upokorzenia, jesteśmy tego niegodni. Lecz Jezus Chrystus mógł to zrobić i podwyższył go na szczyty. Zdumiewa widok Boga, który pała taką miłością do krzyża, że opuszcza godne uwielbienia łono swego Ojca, gdzie opływał wszelkimi, jakie tylko są, rozkoszami, aby przyjść na ziemię szukać Krzyża, poślubić Krzyż, podwyższyć Krzyż. Tak, nie tylko podwyższył On Krzyż przez ponoszone przez siebie udręki i upokorzenia, lecz ponadto uświęcił i podwyższył nasze udręki i poniżenia. Wszystko, co w przebiegu życia spotka nas krzyżującego i wszystko, co nas spotka aż do końca tego życia, przebywało odwiecznie w idei i woli Boga Ojca oraz w Sercu Jezusa Chrystusa. On ofiarował to na Krzyżu, a nasze krzyże są cząstką Jego Krzyża. (…)

Z Jezusem Chrystusem zjednoczymy sie tylko przez Krzyż. Bowiem, aby zjednoczyc się z Jezusem Chrystusem, trzeba zamrzec sobie, stworzeniom, słowem, wszystkiemu, co nie jest Jezusem Chrystusem. Przyznacie mi, że nie dokona sie to bez ukrzyżowania, bez zupełnego wyrzeczenia się we wszystkim. Jeżeli życzycie sobie czystej miłości, to tylko w Krzyżu, bo krzyż i czysta miłość – to jedno i to samo. Wierzcie mi, gdy czysta miłość opanuje duszę, staje sie absolutną władczynią i dokonuje niepojętego spustoszenia, aby wszystko poddać swemu absolutnemu królowaniu. (…)

Mówię wam ponadto: krzyż poczyna się w Sercu Jezusa Chrystusa. Serce, jak wam wiadomo, jest siedliskiem miłości; wszystko, co pochodzi z serca, pochodzi z wielkiej życzliwości. Dlatego bądźmy przeświadczone przekonaniem wiary, że wszystko, co spotyka nas w życiu, a więc pokusa, choroba, zupełne niepowodzenie, potwarze, słowem: wszystko, co zadaje nam fizyczne i duchowe cierpienia, pochodzi z Serca i nieskończonej miłości Boga do nas. Zamierza On tym doświadczeniem usunąć z naszej duszy wszystko, co jest skażone i uczynić nas członkami swego Syna Jezusa Chrystusa. (…)

Kochajmy więc Krzyż, czcijmy go i pożądajmy bardziej niż raju! Pamietajcie: ponieważ krzyża nie ma w niebie, Jezus Chrystus zstąpił z nieba, aby go szykać tu, na ziemi, miejscu Krzyża.

Z pism M. Mechtyldy - święto Narodzenia Matki Bożej

Kościół stara się jak najusilniej uhonorować w sposób należyty naszą Władczynię. Ozdabia się ołtarze, odprawia procesje, wyśpiewuje ku Jej chwale, głosi sie Jej wielkość w kazaniach. A co zrobimy my, aby złożyć hołdy naszej Władczyni? Naśladujmy Jej cnoty. Tak, odbiera Ona większą chwałę z praktykowania cnót Jej wzorem, niż ze wszystkiego poza tym, co moglibyśmy uczynić.

W chwili swych narodzin Przedostojna Matka Boga wykonuje dwa akty. Pierwszym z nich był akt adoracji, drugim – akt wielkiego uniżenia przed wielkością i Majestatem Boga, którego doskonale znała, bo posługiwała sie rozumem. Oddała w tej chwili większą chwałę Bogu niż wszyscy Aniołowie i święci razem wzięci. Pozyskała pełnię łaski, czyli, że zostały Jej dane wszystkie łaski. Nawet Bóg, chociaż jest doskonały, nie mógłby stworzyć dla siebie Matki doskonalszej. Poznając czym jest w sobie, w chwili swego narodzenia Najświętsza Dziewica poniża się i oddaje się Bogu jako żertwa przeznaczona na ofiarowanie. (…)

Wszystko przypisujmy Matce Boga, Matce Miłosierdzia. Dzieli Ona ten niezrównany przymiot ze swoim Synem i ustawicznie oręduje za grzesznikami. Niektórzy Ojcowie nazywają Ją Odkupicielką, bo twierdzą, że współdziałała Ona z naszym odkupieniem. Uważam, że więcej dusz udaje sie do raju i do czyśćca za Jej przyczyną niż dzięki wszystkim innym praktykom. Uciekajmy się bardzo do Jej matczynej dobroci, mamy przecież zaszczyt do niej należeć. (…)

Przydałoby się nam dowiedzieć, czym jesteśmy w sobie i czym jesteśmy w Jezusie Chrystusie, a następnie przypatrzeć się Najświętszej Dziewicy w Jej chwalebnym narodzeniu, całkowicie czystej i od wszystkiego oderwanej. Zapewniam, że odtąd nie tylko Jej wola, lecz także głębia Jej duszy były zajęte Bogiem i że wypełniała Ona doskonale pierwsze przykazanie: „Miłuj Boga z całej duszy twojej, z całego umysłu twego, z całej woli twojej i ze wszystkich sił twoich” i że z łaski Bożej pochłonięta była Bogiem i Jezusem Chrystusem. Poniewaz zarówno jej ciało i dusza należały niepodzielnie do Jezusa Chrystusa, ponieważ została Ona wybrana przed wiekami, aby począć Go w sposób wyjątkowy i niewysłowiony i ponieważ Jej byt i władze rwały się tak żywiołowo do Boga, to kamień nie spada tak gwałtownie i bezwzględnie w dół, jak Ona podążała do Jezusa Chrystusa, chociaż nie wiedziała kim dla Niego będzie.

Kościół zachęca nas do radości jako do warunku należytego obchodzenia narodzin dzieciątka, które stanie sie kiedyś Matką Boga. Rozpatrując wszystkie cuda w Niej zawarte, Kościół unosi się radością. Tak właśnie mamy postępować, choć nie zgłębimy niewysłowionych doskonałości, którymi Ona jest przyozdobiona.

Z pism M. Mechtyldy - Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Nie wątpię, Siostry, że od wielu dni przygotowywałyście się szczególnym skupieniem i różnymi praktykami pobożnymi do godnego obchodu tryumfalnego Wniebowzięcia waszej Przedostojnej Matki. (…) Przynaglam was dzisiaj do umiłowania Najświętszej Matki Boga. Jest to naszym głównym obowiązkiem. Wiedzcie, Siostry, że gdyby domu tego nie założono ku chwale Najświętszego Sakramentu, zostałby on oddany niepodzielnie Najświętszej Matce Bożej i nosiłybyście miano córek Najświętszej Dziewicy. Ale ponieważ Chrystus zapragnął tego dzieła dla siebie, w Nim i przez Niego czcimy tę Królowę Nieba. (…)

Proście Najświętszą Dziewicę o udzielenie wam ducha gorliwości. Mówiłam wam już wielokrotnie: jaka nowicjuszka, taka profeska. Zdziwimy się bardzo w chwili śmierci na widok, że od nas tylko zależało być wielkimi świętymi. Nie brakowało nam łaski, lecz nie dopisywałyśmy w wierności. (…)

Proście Najświętszą Dziewicę o ducha łagodności. Nie mówcie niczego, jezeli wcześniej nie zważyłyście słów. Miejcie wielką wzajemną wyrozumiałość jedne dla drugich. Nie okaże się to trudne, jeżeli weźmiecie pod uwagę, że Pan nasz powiedział: „Nie przyszedłem spełnić mojej woli, lecz wolę Mego Ojca” (J 6,38). Nasz Ojciec, św.Benedykt, dobrze to rozumiał i przemyślał, gdy pisał w swojej Regule, że nie spełniamy woli własnej, tylko wole Tego, który nas posłał (RB 5).

Błagajcie Najświętszą Matkę Boga o wytępienie waszej pychy. Niech da wam Ona udział w swojej pokorze. Pokora jest cnotą fundamentalną wobec wszystkich pozostałych cnót. Nie ma cnoty bez pokory. To pokora przyciągnęła Słowo Boże do czystego łona Najświętszej Dziewicy. Usiłujcie więc pozyskać tę najcenniejszą cnotę. (…)

Najświętsza Dziewica daje nam piękny przykład pokory, wierności i uległości. Uczcijmy tryumf Najświętszej Matki Boga pełnieniem niektórych Jej cnót. Oddamy Jej większą chwałę, gdy będziemy je wykonywać Jej wzorem, niż gdy będziemy odmawiać dużo modlitw. Nie ganię tego; dobrze jest je odmawiać, ale cnota praktykowana wzorem Matki Bożej jest dla Niej znacznie przyjemniejsza.

Uciekajmy się z przenikniętą zaufaniem miłością i uległością do Jej matczynej dobroci, aby Ją prosić o łaskę wiernego naśladowania według naszej możności. Jest to najpiękniejszym dowodem naszego nabożeństwa, jaki możemy Jej złożyć. Dzięki temu zjednamy sobie Jej święte błogosławieństwo i zasłużymy na Jej opiekę na tym i na drugim świecie oraz łaskę podobania się Jej umiłowanemu Synowi. (…)

Kochajmy naszą godną uwielbienia Matkę i naszą niezrównaną Ksienię. Zaufajmy Jej staraniom i Jej właściwemu kierownictwu. Nic nie może zginąć w jej błogosławionych dłoniach. A ponieważ jest Ona Założycielką Instytutu, w Niej pokładajmy nadzieję pozyskania wszystkich łask nieodzownych do nienagannego dokonania ofiary. Jako nasza Matka wyciąga ona ku nam ramiona swej miłości. Jako nasza Założycielka wpaja nam ducha żertwy i wynagrodzicielki za wszystkie zniewagi wyrządzone Chrystusowi. A jako nasza Przełożona kieruje nami i ustanawia prawa, których mamy niewzruszenie przestrzegać. Jakim szczęściem jest być podwładną takiej Ksieni, której rozkazy są zawsze święte i uświęcające dla tych, co są wierne w okazywaniu Jej posłuszeństwa.
O Matko słodyczy i miłości, kochamy Cię czule i z szacunkiem jako naszą najlepszą i najłskawszą Matkę.