Z pism M. Mechtyldy - Konferencja o miłości Najświętszego Sakramentu

Trzeba, żebyśmy nauczyły się znać i miłować Najświętszy Sakrament. Jesteśmy do tego zobowiązane bardziej niż kto inny, ponieważ jesteśmy córkami Najświętszego Sakramentu. Musimy dobrze poznać nasze zobowiązania, aby się zwrócić całkowicie ku temu godnemu uwielbienia misterium, napełnić się nim, skierować na nie całą naszą uwagę i stale nim się zajmować. Każdy wie, że specjalny ślub nieustającej adoracji, który składamy, został przyjęty i potwierdzony przez Stolicę Apostolską. (…) Tak więc ślub adoracji potwierdzony przez papieży stał się dla nas niepodważalnym zadaniem, żeby żyć jedynie życiem Jezusa Chrystusa w tym Boskim Sakramencie.

Aby wywiązać się z niego, nie wystarczy odprawiać swoje godziny adoracji; trzeba, aby nasze serca stale Go kochały i adorowały, i abyśmy wszystko czyniły w zjednoczeniu z Nim. Zwiążmy się więc mocno, moje Siostry, z tym wielkim Sakramentem, aby w Nim odkryć cuda, wspaniałość, wielkość, a w końcu wszystko to, czym On jest, i wszystko, co zawiera w sobie Bożego i godnego adoracji, a czego nie możemy ani przeniknąć, ani pojąć.

Komunia Święta! O święta, Boska, niewysłowiona Komunio, jednocząca nas z Jezusem i sprawiająca, że możemy znaleźć się w Nim! Pozostańmy tam, zanurzone w Jezusie Chrystusie, żebyśmy nie widziały już ani siebie, ani niczego na ziemi. Och, gdybyśmy się naprawdę zajęły tym wielkim misterium, nie zwracałybyśmy uwagi na tyle niepotrzebnych rzeczy, które wypełniają nam ducha i serce, a opróżniają je z Boga. Pozostawmy te rzeczy tam, gdzie one są, aby trwać w Jezusie, i starajmy się jedynie o to, aby Go kochać i adorować.

Kiedy będziemy całkowicie zajęte Nim, zatroszczy się On o całą resztę.

Nie martwmy się, nie niepokójmy ani nie troszczmy o to, co nam potrzebne, ani o to, co chciałybyśmy mieć. Dobrze wiecie, że tylko grzech może nas zmartwić, ponieważ nie powinno w nas być niczego, co by się nie podobało Bogu i było Mu przeciwne. To tylko może wzbudzić w nas żywy żal, że obraziłyśmy Go. A i tak ten żal powinien być spokojny, bez niepokoju i zamieszania, i powinien nas kierować ku skrusze pełnej miłości, prostoty i prawdy. Chcecie wiedzieć, kiedy żal za grzechy ma te cechy i ukazuje, że postąpiło się naprzód? Wtedy, kiedy czuje się w sobie pewną stanowczość przeciw złu i kiedy za żadną cenę nie chce się obrazić Boga i wrócić do tych błędów, przez które się upadło. To także oznacza, że Duch Boży jest w nas. Taki żal właśnie jest prawdziwy i dusza, która go doświadcza, trwa w pokoju, przynosząc do stóp Pana upokorzenia płynące ze swych słabości. Powierzając się na nowo Jego dobroci, ufajmy, że łaskawie nas ustrzeże od naszych słabości i że zatroszczy się o nasze potrzeby.

Niestety, jeżeli nie mam pomocy, o którą proszę, to dlatego, że brakuje mi wierności, by trwać w Bogu i napełniać się Jego obecnością. Zajmuję się tysiącem innych spraw, które są niczym. O czym myślę? Niepotrzebne rozrywki, nie wiem nawet, jakie próżności; i dlatego nasz Pan nie daje mi tego, co uważam za tak konieczne. I to jest moja wina, bo Bóg troszczy się o duszę, która myśli tylko o Nim, pragnie tylko Jego, tak jak to powiedział nasz Pan: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a reszta będzie wam przydana w obfitości” (por. Mt 6,33). Czym jest to Królestwo Boże, którego mamy szukać przede wszystkim? To królowanie Jezusa Chrystusa w naszych sercach. Trzeba, żeby On królował w nas i był tam Mistrzem. Popatrzcie na króla: jest zwierzchnikiem nad wszystkim w swoim państwie, wszystko jest mu poddane. Podobnie Jezus Chrystus w naszej duszy; to jest Jego królestwo. On jest naszym Władcą i wszystko powinno Mu być poddane. (…)

Nasza dusza jest mieszkaniem Boga. Dlatego trzeba, żeby stała się Go godna przez czystość życia. Nie profanujmy jej nigdy przez stworzenia, które powinnyśmy od nas oddalić, aby trwać stale we czci wobec Boga.
CC 183 (513)

Z pism M. Mechtyldy - Z listu o Ewangelii [dawnej] 19 niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego (Mt 22,1-14)

Ewangelia, którą jutro poda nam Kościół, jest tak pełna treści, że nie wiem, od czego zacząć. To przepaść, w której się gubię. Nie podejmując zatem wątku wielu prawd i tajemnic, jakie zawiera, bo trzeba by za długo mówić, zatrzymam się tylko na zaślubinach, jakie Jezus Chrystus chce zawrzeć z twoją duszą, nie mówiąc o tych, które zawarł z ludzką naturą.

Widzę, że ten Boski Zbawca jest tak bardzo rozkochany w twojej duszy, iż chce, nie zważając ani na swoją wielkość, ani na twą niskość — zawrzeć te święte zaślubiny. Po to zstąpił z nieba na ziemię i przyszedł, by przebywać wśród nas nie tylko w tajemnicy Wcielenia, lecz także w godnej uwielbienia Eucharystii.

Widzę Jezusa Chrystusa, jedynego Syna Ojca Przedwiecznego, płonącego miłością dla twojej duszy. Widzę, jak wystawia się na wszelkie trudy, upokorzenia, ubóstwo i wzgardę, aby osiągnąć stan pozwalający Mu zawrzeć te boskie zaślubiny. A zatem jutro odbędą się gody twej duszy. Trzeba, abyś bardzo uroczyście obchodziła to wspaniałe małżeństwo. Strzeż się odmowy udania się na tę mistyczną ucztę.

Zaproszeni to trzy władze duszy, twoje zmysły wewnętrzne i każda cząstka twej istoty. Sługami najwyższego Króla są poruszenia, natchnienia i dotknięcia Boże. Dzięki nim zaprasza twoje serce, duszę, rozum, umysł, uczucia.

Gdzie odbywa się uczta tych królewskich godów? We wnętrzu twej duszy. Jest ona wspaniałym pałacem. Król niebieski kazał go przybrać zdumiewającymi bogactwami, czyli swoimi boskimi cnotami, swoimi darami i zmiłowaniami. Znajdziesz tam ponadto wszystkie łaski i zasługi Jezusa Oblubieńca — On przynosi je w darze twojej duszy. Świadkowie tych boskich zaślubin — Osoby Boskie: Ojciec i Duch Święty, i przedwieczne Słowo, wypowiadają tajemnicze słowa zawarte w Piśmie świętym: „Zaślubiam cię w wierze” (Vulg. Os 2,20; por. BT: Oz 3,22), zwracając się do twej duszy. Jest to tak głębokie i prawdziwe, że za każdym razem, kiedy przystępujesz do Komunii, ponawiają się te święte zaślubiny.

Pomyśl zatem, jak się masz zachować na tej zaszczytnej dla ciebie uroczystości, wynoszącej twoją duszę do tak wielkiej godności. Strzeż się, by przypadkiem nie odmówić udziału w tych cudownych zaślubinach; oby twoje serce nie postąpiło tak, jak ci nieszczęśni z Ewangelii, co woleli sprawy ziemskie niż boską ucztę, albo ci inni, którzy zabili sługi zapraszającego ich króla (por. Mt 22, 5-6). Nigdy nie tłum poruszeń łaski. Nic nie przedkładaj nad miłość Jezusa Chrystusa (RB 4,21). Ale strzeż się udziału w tej uczcie bez ślubnego stroju. Oznacza on czystość serca i oderwanie od stworzeń, wyrażające się w świętości życia i czystości intencji.

Czyńmy wszystko zgodnie z wolą Bożą. Takie usposobienie utrzymuje duszę w oderwaniu od wszystkiego, co nie jest Bogiem, i przyodziewa ją świętymi dyspozycjami Jezusa Chrystusa. Wówczas przyozdobiona jest szatą godową i może zostać dopuszczona na wzniosłą i zaszczytną ucztę, gdzie nasyca się samym Bogiem tak obficie, że jeżeli pożywała Go choć raz tak, jak trzeba, w odpowiednim usposobieniu, już nigdy nie będzie głodna rzeczy ziemskich.

O, jak dobrze rozumie moje słowa dusza, która w wierze karmi się Jezusem Chrystusem w świętej Hostii. Całe stworzenie przestaje jej smakować, rozkosz znajduje już tylko w smaku Jezusa, swojego Oblubieńca. Według słów Pieśni nad pieśniami jest On dla niej wyborniejszy od wina (por. Pnp 1,2).
CC 130 (2040)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja na Uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Czy wiecie, jakie jutro będzie święto? Zazwyczaj tam, gdzie spoczywają relikwie jakiegoś świętego, obchodzi się jego święto: tłumy przychodzą, by go uczcić i modlić się w poświęconym mu kościele.

Nasza dusza przez chrzest została poświęcona najdostojniejszej Trójcy, jest Jej żywą świątynią. Została uczyniona i stworzona dla samego Boga, rzeczywiście przebywającego we wnętrzu duszy. Tam Jezus, arcykapłan, nieustannie składa ofiary, a relikwiami ołtarza są trzy Boskie Osoby Przenajświętszej Trójcy. Dzisiejsze święto jest świętem „dedykacji” (łac. dedicatio, fr. dédicace) — poświęcenia Kościoła. Powinno ono upłynąć na adoracji Osób Boskich i wynagradzaniu za nasze niewierności, za to, że tak często zapominałyśmy o Bogu obecnym w nas, że niegodnie wypędzałyśmy Go z Jego świątyni, by na Jego miejsce postawić grzech. Naprawdę, okropna rzecz!

Wciąż do tego powracam, że całe nasze zło pochodzi ze zbyt małej wiary. Jeżeli się wierzy, że Bóg jest w nas obecny równie prawdziwie jak w niebie, to czy można się zajmować czymkolwiek na ziemi? O, na pewno nie! Posiadamy szczęśliwość świętych i nie korzystamy z niej. Dlaczego nie żyjemy wiarą?

Wiara wyprowadza nas ze świata zmysłów, a będąc przez nią wyniesieni ponad zmysły zaciemniające nasze wnętrze, zaczynamy otwierać oczy duszy. Zaczyna ona dostrzegać boskie promienie jaśniej i prawdziwiej niż osoba, która widzi słońce, gdy rozproszyło ono gęstą chmurę ukrywającą je przed wzrokiem. Wtedy, powtarzam, dusza wie i poznaje, że Bóg jest w niej obecny, i wiernie przykłada się do oddawania Mu hołdów i uwielbień. Nikt i nic nie jest w stanie wyprowadzić jej z tej świątyni.
CC 115 (2666)

Z pism M. Mechtyldy - Z listu o Duchu Świętym

Pytasz, jak należy się przygotować na przyjęcie Ducha Świętego. Jesteś we właściwym [usposobieniu], bo nic lepiej nie przygotowuje duszy na Jego przyjście niż cierpienie. Można by je nazwać gońcem poprzedzającym Boską miłość. Może nie wiesz, co to znaczy? Kiedy król odbywa podróż, ten, kto go uprzedza, by przygotować nocleg dla jego królewskiej mości, zwie się gońcem. W ten sposób chcę powiedzieć, że cierpienie cudownie przygotowuje duszę, by stała się mieszkaniem Ducha Świętego, bo nic nie oczyszcza tak jak ono. Zwróć uwagę, że nie można posiąść wewnętrznej czystości bez cierpienia. Jeśli Bóg chce się z jakąś duszą zjednoczyć przez nadzwyczajną łaskę, trzeba, by została przedtem oczyszczona w cierpieniu. (…)

Jeżeli jeszcze nie zadowalasz się tym usposobieniem w celu przyjęcia Ducha Świętego, jeśli twoja dusza pragnie czegoś słodszego i bardziej wewnętrznego, radzę ci zawierzyć się kierownictwu Boga, by On sam wyrył się w tobie: tylko On sam może usposobić i przygotować duszę dla siebie samego. Lecz zawierz się w sposób pełny i całkowity. Nie pragnij szukać sama w sobie koniecznego usposobienia ani nie usiłuj go sama w sobie wytworzyć, a zobaczysz, że jakby niepostrzeżenie zaleje cię Jego pełnia. Wszystko polega na tym, by Mu pozwolić działać, wydając się Jego mocy, w głębokim unicestwieniu. (…)

Nie oczekuj wielkiego szumu, bo to jest Duch pokoju. Tylko w pokoju można Go znaleźć, a Jego działanie jest tak delikatne i subtelne, że dusza ledwie je dostrzega i to jedynie wtedy, jeśli trwa w największej czujności. Prawdą jest jednak, że choć wchodzi On bardzo cicho, sprawia wielki hałas i straszne przewroty, ponieważ chce być Panem. Topi wszystko w ogniu i krwi, a jeśli nie pozwalamy Mu działać — odchodzi.
CC 109 (3087)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja w wigilię Zesłania Ducha Świętego

Nie wątpię, że bardzo pragniecie otrzymać Ducha Świętego. W tym celu zamknęłyście się w wieczerniku waszego wnętrza w większym niż zazwyczaj milczeniu i skupieniu, w oczekiwaniu na obiecanego nam Ducha Pocieszyciela. Musicie się bardzo ogołocić ze wszystkiego, co nie jest Bogiem, i poważnie starać się pozbyć tego, co mogłoby stanowić przeszkodę w zstąpieniu Boskiego Parakleta do waszych serc. On jest święty, święty z samej swej istoty, i nie może przebywać w sercach splamionych i przywiązanych do ziemi, pełnych miłości własnej, zarozumiałości, wyniosłości. Mieszka tylko w sercach pokornych. (…)

Proście gorąco Ducha Świętego, a On nie omieszka wam się udzielić. Całym Jego pragnieniem — a nawet „zadaniem” — jest nasze uświęcenie i zbawienie. Nie otrzymał On misji w stosunku do Ojca i Syna, Jego misja odnosi się do wszystkich chrześcijan. Przyjmijcie więc Ducha Świętego, Ducha ognia i światła. Przyjdzie jako ogień, by was strawić Bożą miłością, i jako światło, by rozproszyć ciemności waszego umysłu.

Gdy Duch Święty przyjdzie, nauczy was całej prawdy – omnem veritatem (por. J 16,13). Ale nie otrzymujecie Go, by Go zasmucać; raczej wysławiajcie Go w waszych duszach, tzn. pozwólcie Mu w nich zapanować nad waszym usposobieniem i naturalnymi skłonnościami. Uwielbiajcie Ducha Świętego przez doskonałą współpracę z Jego natchnieniami. Wy, moje Siostry, które odprawiacie adoracje wynagradzające, wynagradzajcie również Duchowi Świętemu, gdyż niestety, z jaką pogardą, z jakim lekceważeniem odnosimy się do tylu świętych natchnień, które nam daje w każdej chwili. (…)

Powie mi któraś z was, że dzisiaj byłyśmy u Komunii Świętej i dzięki temu otrzymałyśmy Ducha Świętego. To prawda. Ale i ja wam powiem, że obchody tajemnic, jakie corocznie stawia nam przed oczy Kościół, nasza Matka, posiadają specjalną, bardzo wielką łaskę. Pan nasz udziela jej duszom, które uczestniczą w nich ze zrozumieniem. Łaski te są czystsze niż te, które otrzymujemy przez rozważanie tych tajemnic.

A zatem jutro Kościół przedstawi nam tajemnicę zstąpienia Ducha Świętego. Przedziwne misterium. Jest ono dopełnieniem wszystkich tajemnic życia i śmierci naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Dar ten ofiaruje nam Ojciec i Syn, to Miłość obydwu Osób Boskich przychodzi was spalać tą samą miłością, jaką Oni płoną. Przychodzi udzielić wam swego Boskiego życia, życia niepojętego. On pragnie, byście żyły tym życiem. O, szczęśliwa dusza, która pojmuje jego wspaniałość, a tysiąc razy szczęśliwsza ta, która nim żyje! Bóg udziela go wam, zsyłając swego Świętego Ducha. Proście Go, by was ożywiał, kierował wami i doprowadził do doskonałej pełni na tym świecie przez łaskę, a w przyszłym przez chwałę.
CC 105 (1076)

(…) Bóg chce wam dać swego Ducha. Przygotujcie się na przyjęcie Go. Dzisiaj jest wigilia Zesłania. Proście bez ustanku o tego Boskiego Ducha. On jest darem, a nie nagrodą! Dar jest podarowany — daje się darmo. Rozważcie, jaka to łaska. Z naszej strony nie ma żadnej zasługi. Bóg nie może wam dać nic większego, i choć tajemnica raz się dokonała, ponawia corocznie tę łaskę dla tych dusz, które przygotowują się na jej przyjęcie i żarliwie jej pragną.

Mówcie często: Veni, veni Sancte Spiritus — „Przyjdź, przyjdź, Duchu Święty!” Nasz Pan mówi, że przyszedł przynieść miecz, a tymczasem Duch Święty jest Bogiem pokoju. Wszędzie wprowadza ciszę, a jeśli powstaje zamęt i niepokój, nie są one z Ducha Świętego. Te słowa wydają się sprzeczne? Nie, nie, miecz, o którym mówi nasz Pan, to rozłam, jaki powstaje w duszy chcącej należeć do Boga. To walka, jaką wydaje ona swoim namiętnościom, wadom, niedoskonałościom. To właśnie On, Duch Święty, nie może znieść najmniejszej plamy tam, gdzie zakłada swoje mieszkanie. Lecz jeżeli niszczy wszystko, dzieje się to bez niepokoju i zamieszania. Dusza w swym wnętrzu posiada zawsze głęboki pokój.
CC 111 (2866)

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię Wniebowstąpienia Pańskiego

(…) Dusze kochające Jezusa czystą miłością powinny się rozradować tą tajemnicą. Tak właśnie uczynili Apostołowie, bo ich umysły były oświecone przez Ducha Świętego. (…) Chociaż Apostołowie, biorąc sprawę po ludzku, mieli wszelkie powody, by się martwić stratą, jaka ich spotykała, to jednak nie przestawali się cieszyć – z miłości dla Boskiego Mistrza, kiedy ujrzeli Go wstępującego do swej chwały. Cieszyli się, że Jego święte Człowieczeństwo będzie tak wywyższone, jak w męce było uniżone i upokorzone.

[Wniebowstąpienie] jest w ścisłym sensie świętem najświętszego Człowieczeństwa naszego Pana, jest dniem, w którym wchodzi ono w posiadanie należnej mu chwały. O, Człowieczeństwo godne uwielbienia dzięki hipostatycznemu zjednoczeniu ze Słowem; Człowieczeństwo, któreś było zmiażdżone, starte, rozdarte, szarpane i na wszelki sposób niegodnie traktowane! O, święte Człowieczeństwo, które nas tak umiłowało, że nie chciało się z nami rozłączyć i założyło wśród nas swoje mieszkanie aż do skończenia wieków — w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, gdzie daje nam się w Komunii Świętej, by dokonywać cudownych rzeczy w naszych duszach, a zwłaszcza rozpalać pobożność. Po Bóstwie nie ma nic tak godnego miłości na ziemi jak najświętsze Człowieczeństwo naszego Pana. Kochajcie je, i niezależnie od tego, co odczuwacie, zwróćcie oczy na to uwielbione Człowieczeństwo, by się do niego upodobnić. To wasz wzór. W nim znajdziecie cudowne pouczenia, w nim — ogromną siłę i pociechę w waszych cierpieniach.

Jeżeli zmartwychwstałyście z Chrystusem, nie możecie już żyć życiem Adama, lecz Jezusa Chrystusa. Od zmartwychwstania żył On na ziemi, nie dotykając ziemi. Żyjmy zatem na ziemi, ponieważ Bóg tak chce i nie pozwolił nam jej całkowicie opuścić, by iść za naszym Panem; ale przebywajmy na niej nie dotykając jej, to znaczy bez przywiązań, bez pragnień i bez wyrywania się do tych wszystkich rzeczy ziemskich, aby, gdy spodoba Mu się pociągnąć nas do siebie, nic nas nie zatrzymywało (por. Kol 3,1-2; 1Kor 7,29-31). Bądźmy zawsze gotowe, bo na ziemi jesteśmy tylko przejściowo. Nie mamy tutaj miasta trwałego, nasza ojczyzna jest w niebie, tam powinny zmierzać wszystkie nasze pragnienia (por. Mt 24,42; Hbr 11,13-16; Flp 3,20). Nie chcę przez to powiedzieć, że nie macie jeść i pić lub że macie lekceważyć to, co konieczne do życia. Trzeba to spełniać, ponieważ Bóg nas temu podporządkował; ale pełnić bez przywiązania, jedynie z posłuszeństwa Bożym nakazom. Co do wszystkich innych spraw ziemskich, żadna nie powinna wywierać na nas wpływu: ani krzyże czy strapienia, ani upokorzenia, cierpienia, wzgarda stworzeń czy choroba… Te wszystkie rzeczy nigdy nie powinny odwracać nas od Boga. Doskonale! Niech spadną na nas, mamy je przyjąć z radością, bo one dają nam możliwość uwielbienia Go (por. Jk 1,2). Strzeżcie się więc przed zamartwianiem się nimi, nie obawiajcie się ich i nie unikajcie. Cóż to wszystko znaczy w porównaniu z Bogiem? Nic! Niewarte jest zachodu, by o tym myśleć. A zatem nic z tego, co może się nam zdarzyć, nie powinno nas od Niego odłączyć, musimy trwać niewzruszenie z Nim związane (Rz 8,18; 35-39).

Każdej duszy dana jest skłonność i łaska szczególna, zgodne z darem, jaki otrzymała. Każda idzie za własnym powołaniem, wezwaniem, zgodnie z Bożymi zamiarami co do niej. Skąd więc bierze się to, że tak mało dochodzi do doskonałości swego stanu? Stąd, że niedostatecznie go cenią: nie znają jego wartości, nie pracują nad tym, by odpowiedzieć jego łasce. Zbyt łatwo idziemy za złymi skłonnościami natury. Gdyby dusza wiedziała, czym jest dar Boży, to nie ma rzeczy, której by nie zrobiła, by go osiągnąć.

Gdybym miała czas, opowiedziałabym wam o cudownych i niewysłowionych wstępowaniach Boga do duszy przez Komunię Świętą. Miałabym o czym mówić w nieskończoność, lecz pozostawmy to, nie jestem godna, by o tym mówić.

Bóg ponawia swoje łaski i zmiłowania w wielkie święta. Toteż, chociaż te tajemnice już się nie dokonują [w czasie]: na przykład choć Pan nasz, zawsze przebywając w chwale, nie będzie do niej jutro wstępował, to jednak przez Komunię Świętą odnawia w duszach tę tajemnicę, udzielając skutków i łask z nią związanych.

A więc przyjdzie jutro w tej drogocennej Komunii, by was do siebie pociągnąć i zjednoczyć z sobą, i będzie za nami prosił tak, jak prosił niegdyś za Apostołami. Wszystko, czego powinnyście pragnąć na tym świecie, to to, by ta modlitwa wypełniła się w was. Wstąpcie jutro do nieba waszego wnętrza, do głębi waszej duszy, gdzie mieszka Bóg. Czyż to nie opłakane znać tak wielką prawdę i nie wierzyć w nią, i nie żyć zgodnie z nią? Bo gdybym raz wreszcie skutecznie uwierzyła, że Bóg jest zawsze we mnie; że Trójca Przenajświętsza we mnie mieszka i przebywa; że Ojciec rodzi we mnie Syna, swoje Słowo, a to Słowo wraz z Ojcem dają pochodzenie Duchowi Świętemu; że czynią we mnie takie same cuda jak w niebie — czy nie byłabym wciąż w zachwycie i pełna podziwu? Czy mogłabym się wylewać na tyle niepotrzebnych spraw i nie korzystać z tej łaski? Możecie mi zarzucić, że często wam to powtarzam. Prawda. To dlatego, że jestem poruszona niedostatkiem naszej wiary, że posiadając w sobie tak wielki skarb, tak mało sobie z tego robimy; że lekceważymy dobro, jakie powinnyśmy z niego otrzymać.

Prośmy naszego Pana, by nas tak mocno przyciągnął tam, gdzie sam przebywa, abyśmy tam pozostały na zawsze. Z tą myślą was zostawiam.
CC 101 (3157)

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja na Wielki Czwartek

Mam zwyczaj co rok uroczyście obchodzić w dniu dzisiejszym święto najświętszych pragnień godnego uwielbienia Serca Jezusa, a to ze względu na słowa, jakie podaje nam Kościół w świętym oficjum: Desiderio desideravi — „Gorąco pragnąłem” (Łk 22,15). Tymi słowami wyraża Jezus nieskończone swe pragnienie dania się ludziom, by ich przyciągnąć i zjednoczyć z sobą.

Cały dzień byłam zajęta wielbieniem i podziwianiem pełnych miłości pragnień Jezusa. I zastanawiałam się, dlaczego chciał się dać ludziom przez ustanowienie Sakramentu swojego uwielbionego Ciała, zanim za nich cierpiał; czemu dał swe Ciało i Krew tylko dwunastu Apostołom, a nie dał go tylu uczniom i niewiastom, które Mu towarzyszyły. Zrozumiałam przyczynę tego: Apostołowie mieli być fundamentem Kościoła, przywódcami i bohaterami, dzięki którym Ewangelia miała zostać zaniesiona na cały świat. Jezus, dając im Komunię swymi świętymi rękami, tchnął w nich łaskę i źródło łaski, aby była udzielana wszystkim ludziom. Jako Głowa zjednoczył w sobie wszystkich w osobach Apostołów. Ujrzałam też, dlaczego ustanowił nasz Boski Sakrament, zanim wycierpiał mękę — mógł to uczynić podczas konania w Ogrójcu lub na krzyżu. Stało się tak, by na mocy Najświętszego Ciała i Krwi, których udzielił Apostołom, zjednoczyć ich ze swoją Boską Osobą, a w nich wszystkich ludzi, aby ich zjednoczyć z sobą w ofierze, jaką miał za nich złożyć; żeby wszyscy cierpieli razem z Nim i dzięki temu zjednoczeniu wysłużyli sobie moc i łaskę do znoszenia wszelkich udręk i cierpień — każdy według swego stanu.
CC 83 (682)

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja na święto św. Benedykta

(…) Chcę wam powiedzieć parę słów o tym, jak [św. Benedykt] opuścił świat i poszedł na pustynię; o jego życiu tak bardzo podobnym do życia Jezusa Chrystusa, iż można powiedzieć, że było jedną z najwierniejszych jego kopii, w myśl słów św. Pawła: „Już nie ja żyję, ale Chrystus żyje we mnie“ (Ga 2,20).

Można by rzec, że został poprowadzony na pustynię, tak samo jak jego Boski Mistrz, po to, by być tam kuszonym i własnym przykładem pouczyć nas, wszystkie swoje dzieci, jak mamy z wielką odwagą zwyciężać pokusy nieprzyjaciela (…). Nie mam zamiaru, nakłaniać was do rzucania się w ciernie jak św. Benedykt, gdy atakuje was pokusa; lecz zachęcam, po pierwsze, do szukania jak on ratunku w modlitwie — ustnej i myślnej; po drugie, do rzucenia się w ramiona Boga, by tam przetrwać ukłucia i ciernie pokus, cierpliwie, tak długo, aż spodoba Mu się uwolnić was od nich.

Wyobraźcie sobie, tego młodziutkiego świętego, jak opuszcza dom rodzinny, porzucając wszystkie przywileje swego pochodzenia, ogarnięty wielkim światłem i łaską. W nim poznał, że nie wolno nic stawiać nad Boga. Opuszcza bez namysłu wszystkie wielkości, bogactwa i zaszczyty, o które mógł się ubiegać, i już odtąd nie powraca myślą do tego wszystkiego. Pojął, że tylko Bóg jest wielki. Wobec Niego cała reszta wydała mu się takim drobiazgiem, że uznał ją za nic w porównaniu ze szczęściem posiadania Boga. To go skłoniło do ucieczki i do szukania Boga na pustkowiu. Wychodzi z domu i powierza się Opatrzności, nie zważając na to, co się z nim stanie, ani nie wiedząc, dokąd ma iść. Gdyby wtedy ktoś spytał św. Benedykta, dokąd się udaje, pewnie odpowiedziałby, że szuka Boga, który sam tylko jest mocen zaspokoić jego pragnienie.

Podziwiajcie odwagę św. Benedykta. Nie tylko opuszcza bogactwa i zaszczyty, ale nie troszczy się o własny los i wypowiada sobie wojnę podejmując czuwania, posty i inne surowości, jakie praktykował na tym strasznym pustkowiu w swej najwcześniejszej młodości. A świadkiem tego był tylko Bóg. Ach, gdybyśmy mogły wejść do tej pieczary skalnej, by zobaczyć, co robi, czym się zajmuje w tej głębokiej samotności, wyszłybyśmy stamtąd przepełnione podziwem. Nie bez przyczyny św. Benedykt w każdej okoliczności skłania i zachęca swoje dzieci do samotności. Zna lepiej niż ktokolwiek płynące z niej korzyści. Był przecież doskonałym pustelnikiem nie tylko dlatego, że dzikość jego pustelni nie pozwalała na żadne kontakty z ludźmi, lecz dlatego, że jego serce i dusza były od nich całkowicie oderwane.

Być może powiecie mi, że warunki, w jakich żyjecie, nie pozwalają wam naśladować przykładu św. Benedykta, ponieważ z racji na pełnione obowiązki i na wasze zajęcia, musicie mieć do czynienia ze stworzeniami; że jesteście uzależnione od przełożonych; że nie możecie robić tego, co byście chciały; że niesłychanie trudno zachować samotność wśród tylu różnych usposobień, tak sprzecznych z waszym (…), które wzbudzają w was wielką antypatię.

Przyznaję, że na pustyni nie ma tych wszystkich trudności, ale miałybyście inne, i te wszystkie wymówki nie mogą was dyspensować od życia samotnego, choć bez udawania się na pustynię. Prawdziwa samotność nie polega na tym, żeby być samym, lecz na tym, aby sercem i duszą nie lgnąć do stworzeń, zawsze zachowując swą wolność, posługując się rzeczami stworzonymi tylko tyle, ile to jest konieczne. W ten sposób możecie być wśród stworzeń równie samotne jak na pustyni.

(…) Powiecie mi, że to łatwo mówić, a tymczasem wy musicie przebywać z osobami, do których czujecie antypatię, które was bez przerwy drażnią itd.

Wszystko to stanowi przedmiot waszych ofiar i okazję do zasługi — o ile będziecie wierne; lecz uważajcie: chodzi o to, by się dobrowolnie nie zajmować niedoskonałościami, błędami, słabościami innych — tym czymś nieuchwytnym w tej czy owej, co nam się nie podoba — i nie mówić na ten temat, (…) bo od chwili, kiedy będziecie widziały w nich co innego niż Boga, utracicie zasługę [wiary] (…).
CC 58 (2291)

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię święta św. Benedykta

(…) Chcę was zachęcić do radości z faktu, że jesteście córkami tak świętego Ojca [św. Benedykta]. Nie uchybiając żadnemu świętemu, mogę chyba powiedzieć, że on jest największym świętym w niebie — z wyjątkiem św. Józefa, któremu przypadło tam miejsce zupełnie niezwykłe. Wielka to łaska posiadać tak świętego Ojca. Ponieważ zaś ojcowie prawdziwie kochający swoje dzieci cieszą się ich szczęściem i starają się jak mogą, aby je im zapewnić, nie wolno nam wątpić, że nasz wielki święty darzy swoje dzieci szczególnymi względami.

Przy okazji powiem wam, że jesteśmy ostatnimi co do czasu, które otrzymały to, co najwspanialsze w naszym zakonie. Tak, mam na myśli nieustającą adorację. Wszak stanowi ona wewnętrzną Laus perennis (nieustające wychwalanie Boga). W początkach zakonu istniała zewnętrznie i dobrze by było, gdyby jeszcze trwała; my jednak utrzymujemy ją wewnętrznie, zmieniając się bez przerwy, dniem i nocą na adoracji. Wywiązujmy się zatem jak najlepiej z zadania, jakim obdarzyło nas serce naszego błogosławionego Ojca. Umierając płonął jak żertwa, aż gwałtowność ognia pozbawiła go życia. Te łaski nam przypadły w udziale. Musimy więc żyć w duchu świętości naszego Ojca. Przecież sam Bóg mówi do nas: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (Kpł 11,44). Czy nie doświadczamy w sobie tej łaski, szepczącej nam bez ustanku te same słowa: „Bądźcie święte, ponieważ ja jestem święty”?
CC 56 (3129)

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię Objawienia Pańskiego

Jutro będziemy święcić uroczystość Epifanii, czyli Objawienia się Jezusa świętym Królom-Mędrcom, przybyłym do stajenki betlejemskiej, aby złożyć Mu cześć i hołdy. To święto, moje Siostry, powinno nas przepełnić szczególną pobożnością, ponieważ odpowiada nam bardziej niż jakiekolwiek inne; bliskie jest duchowi naszego powołania do adorowania w Najświętszym Sakramencie tego samego Jezusa Chrystusa. W nim są zawarte wszystkie inne tajemnice Jego świętego życia. Dlatego [w Najświętszym Sakramencie] możecie adorować Dzieciątko razem ze świętymi Królami, możecie mówić jak oni: „Ujrzeliśmy Jego gwiazdę i przybyliśmy oddać Mu pokłon“ (Mt 2,2). Waszą gwiazdą było powołanie do Instytutu i chociaż nie była ona widzialna, jak w wypadku Mędrców, otrzymałyście wewnętrzne natchnienie łaski, co jest pewniejsze niż znaki zewnętrzne.

A więc ujrzałyście Jego gwiazdę i przyszłyście Go adorować. Jak długo ma trwać i jak daleko ma się rozciągać wasza adoracja? Przez wszystkie chwile życia i na całą waszą istotę. Nazywają nas córkami Nieustającej Adoracji. O, Siostry! Nie nośmy na próżno tej pięknej nazwy! Nie bądźmy tylko pozorem adoratorek; z całej naszej mocy odpowiedzmy temu wezwaniu i Bożemu wybraniu do nieustającej adoracji. Czy Bóg potrzebował nas do tego i czy jesteśmy do tego zdolne, my, biedne, nędzne stworzenia, które same z siebie nie potrafią nic dobrego zrobić — bez pomocy Jego łaski? Czyż nie ma On milionów aniołów i duchów niebieskich, które ustawicznie, w sposób doskonały Go adorują — nawet w naszych kościołach, które przepełniają rzesze aniołów? Jest to prawdą, choć zakrytą przed naszym wzrokiem. Bóg jednak wybrał nas i chce, byśmy miały przywilej wielbienia Go na równi z aniołami, jako wieczyste adoratorki. Powinnyśmy być święcie dumne z tak wspaniałego powołania!

Chcąc się z niego wywiązać, nie wystarczy jednak spędzić godzinę czy pewien czas w chórze w Jego obecności. Nasza adoracja ma być nieustająca, ponieważ ten sam Bóg, którego adorujemy w Najświętszym Sakramencie, jest z nami zawsze obecny, na każdym miejscu. Trzeba, byśmy Go wielbiły w duchu i w prawdzie (por. J 4,23): w duchu, przez święte skupienie wewnętrzne; w prawdzie, wykonując wszystkie nasze obowiązki tak, by były nieustającą adoracją dzięki wierności w oddaniu się Bogu we wszystkim, czego się od nas domaga, bo w momencie gdy uchybiamy wierności — przestajemy adorować.

Moje Siostry, Instytut po to powstał, byśmy zostały wieczystymi adoratorkami. Jesteście do niego powołane. Do was zatem należy napełnić go łaską i świętością, stając się prawdziwymi adoratorkami, wielbiącymi [Boga] w duchu i w prawdzie. Tak, oto cała wasza troska i staranie: adorować majestat Boga w duchu i w prawdzie, w odpowiedzi na wasze wybranie. W duchu, czyli w pewności wiary we wszystko, czym Bóg jest sam w sobie, choć tego nie pojmujecie, wierząc w Jego wielkość i Boskie doskonałości zasługujące na wasze hołdy, cześć i adorację; w prawdzie, wielbiąc Go całą waszą istotą. Niech się nie znajdzie w was nic, czego byście nie chciały Mu dać i złożyć w ofierze, by Go wielbić z całą doskonałością, do jakiej jesteście zdolne, i z całego serca. (…)

Jeszcze raz powtarzam: czy dobrze rozumiemy łaskę udzieloną nam przez naszego Pana, łaskę wybrania do ciągłej adoracji — nas, które ledwie zdołamy o Nim myśleć i w Jego obecności jesteśmy jak słabe muszki? Kiedy chcemy się odrobinę dźwignąć do Boga przez kontemplację, natychmiast opadamy. Roztargnienia umysłu i wyobraźni, ciemności, własna nasza nędza są tak wielkie… Choćbyśmy miały najszczerszą wolę, niemożliwością jest utrzymać zawsze nasz umysł spokojnie wzniesiony ku Bogu, a nasze adoracje na ziemi są krótkotrwałe w porównaniu z adoracją aniołów i błogosławionych w niebie.

Dlaczego więc, Boże, wybrałeś właśnie nas, biedne i nędzne stworzenia? Czy Ci nie wystarczają uwielbienia tak święte i doskonałe, jakie przynoszą Ci aniołowie i święci? A jeśli nie wystarczają, czy nie możesz stworzyć jeszcze nieskończonej liczby innych, podobnych do tych, których już stworzyłeś, by Ci składali uwielbienia godne Twojego Boskiego Majestatu? Nie, Boże mój. Ty chcesz, byśmy z niebianami dzieliły zaszczyt wiecznego wielbienia Cię i już tu, na tym świecie, rozpoczęły to, co mamy kontynuować przez całą wieczność. O, moje Siostry, powtarzam: jaka to wielka łaska! Zapewniam was, że ją poznamy dopiero w wieczności. (…)

Chcąc adorować, niekoniecznie trzeba wciąż powtarzać: „Boże, wielbię Cię“. Wystarczy, jeśli posiadamy pewnego rodzaju wewnętrzną skłonność ku Bogu obecnemu; głęboki szacunek i cześć dla Jego wielkości; wiarę w obecność Boga w nas — bo tak jest naprawdę: Przenajświętsza Trójca czyni sobie w nas mieszkanie. Ojciec działa w nas przez swą potęgę, Syn przez mądrość, a Duch Święty przez dobroć. A zatem Bóg majestatu przebywa we wnętrzu waszych dusz i tam macie Go ustawicznie adorować. Połóżcie od czasu do czasu rękę na sercu, mówiąc sobie: „Bóg jest we mnie. Nie tylko podtrzymuje moje istnienie, jak w stworzeniach nieożywionych, lecz działa, by mnie podnieść do najwyższej doskonałości, o ile nie będę stawiała przeszkód Jego łasce”. Wyobraźcie sobie, że mówi do was wewnętrznie: „Zawsze jestem w tobie, trwaj zawsze we Mnie, myśl o Mnie, a Ja będę myślał o tobie i zatroszczę się o wszystko inne. Bądź cała dla mnie, jak Ja dla ciebie, żyj tylko dla Mnie“ — jak mówi Pismo święte: „Kto Mnie spożywa, będzie żył dla Mnie, będzie we Mnie trwał, a Ja w nim“ (J 6,56-57). (…)

Z powołania i dzięki profesji macie być prawdziwymi i wieczystymi adoratorkami Jezusa Chrystusa. O to macie się starać, w tym kierunku ma iść wasz zapał. Starajcie się z największą żarliwością i doskonałością wywiązać z zadań adoratorek.
Ale może mi któraś z was powie: „Wcale nie czuję tego wielkiego zapału; nie odczuwam płomiennej miłości, która by mnie pociągała do adorowania Jezusa Chrystusa tak, jak to Matka przedstawia”. Nie szkodzi, wystarczy, że będziecie działać w wierze, oddając wasze hołdy i cześć Jezusowi Chrystusowi jakby ponad wami samymi. Smak i odczuwanie nie są konieczne. [Gdy ich zabraknie] wasza adoracja będzie czystsza i doskonalsza, bo dusza posiadająca wiarę żywą, a nie odczuwaną, czyściej wznosi się do Boga, doświadczając ponad zmysłami, czym jest Bóg sam w sobie, w swej wielkości, świętości i majestacie.

Nie zatrzymujcie się więc na tym, co odczuwają zmysły, lecz na tym, czego żąda od was wiara, i za nią podążajcie. Ona jest waszym światłem, by dać wam poznać Boga, który wezwał was w swej nieskończonej miłości do nieustannej adoracji (…)

Oto nasze zadanie, Siostry; to jest doskonałość, do której nas Bóg powołuje. Dla waszej pociechy chcę wam powiedzieć, że jeżeli jej jeszcze nie osiągnęłyście, to wystarczy, byście z całego serca do niej dążyły. Nie musimy za jednym zamachem stać się doskonałymi, ale pod grozą grzechu śmiertelnego mamy obowiązek do niej dążyć; mają to czynić — zdaniem niektórych teologów — nawet wszyscy chrześcijanie. Zwróćmy jednak uwagę, że nasze zobowiązanie jest podwójne, z racji złożonej profesji.

Pracujmy więc solidnie, by wiernie odpowiedzieć temu, co obiecałyśmy Bogu. Do nas należy rozpatrzenie tego i zbadanie siebie. Zacznijmy adorować Jezusa Chrystusa w duchu i w prawdzie, być rzeczywiście wieczystymi adoratorkami. Adorujmy Go wszędzie i we wszystkim, co robimy! Nic nie może być z tego wyjęte. Zapytacie: „Co? jedząc?” Tak, bo nie robicie tego jak zwierzęta, dla własnego zadowolenia, lecz z szacunku i w poddaniu woli Bożej, żeby nabrać sił do służenia znowu Jego Majestatowi. Przez taką intencję uświęcicie tę czynność i inne, podobne, które same przez się są tylko naturalne. Dzięki temu będziecie podtrzymywać ducha adoracji, a jeżeli będziecie wierne, doprowadzi was to do najwyższej świętości, skłaniając was do nieustannej ofiary. Ona sprawi, że umrzecie waszym namiętnościom i nieuporządkowanym skłonnościom, wreszcie wszystkiemu, co się sprzeciwia waszemu uświęceniu, a jednocześnie uczyni z was prawdziwe żertwy, zawsze składane w ofierze na cześć i chwałę Boga.
CC 44 (2338)