Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię Wniebowstąpienia Pańskiego

(…) Dusze kochające Jezusa czystą miłością powinny się rozradować tą tajemnicą. Tak właśnie uczynili Apostołowie, bo ich umysły były oświecone przez Ducha Świętego. (…) Chociaż Apostołowie, biorąc sprawę po ludzku, mieli wszelkie powody, by się martwić stratą, jaka ich spotykała, to jednak nie przestawali się cieszyć – z miłości dla Boskiego Mistrza, kiedy ujrzeli Go wstępującego do swej chwały. Cieszyli się, że Jego święte Człowieczeństwo będzie tak wywyższone, jak w męce było uniżone i upokorzone.

[Wniebowstąpienie] jest w ścisłym sensie świętem najświętszego Człowieczeństwa naszego Pana, jest dniem, w którym wchodzi ono w posiadanie należnej mu chwały. O, Człowieczeństwo godne uwielbienia dzięki hipostatycznemu zjednoczeniu ze Słowem; Człowieczeństwo, któreś było zmiażdżone, starte, rozdarte, szarpane i na wszelki sposób niegodnie traktowane! O, święte Człowieczeństwo, które nas tak umiłowało, że nie chciało się z nami rozłączyć i założyło wśród nas swoje mieszkanie aż do skończenia wieków — w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, gdzie daje nam się w Komunii Świętej, by dokonywać cudownych rzeczy w naszych duszach, a zwłaszcza rozpalać pobożność. Po Bóstwie nie ma nic tak godnego miłości na ziemi jak najświętsze Człowieczeństwo naszego Pana. Kochajcie je, i niezależnie od tego, co odczuwacie, zwróćcie oczy na to uwielbione Człowieczeństwo, by się do niego upodobnić. To wasz wzór. W nim znajdziecie cudowne pouczenia, w nim — ogromną siłę i pociechę w waszych cierpieniach.

Jeżeli zmartwychwstałyście z Chrystusem, nie możecie już żyć życiem Adama, lecz Jezusa Chrystusa. Od zmartwychwstania żył On na ziemi, nie dotykając ziemi. Żyjmy zatem na ziemi, ponieważ Bóg tak chce i nie pozwolił nam jej całkowicie opuścić, by iść za naszym Panem; ale przebywajmy na niej nie dotykając jej, to znaczy bez przywiązań, bez pragnień i bez wyrywania się do tych wszystkich rzeczy ziemskich, aby, gdy spodoba Mu się pociągnąć nas do siebie, nic nas nie zatrzymywało (por. Kol 3,1-2; 1Kor 7,29-31). Bądźmy zawsze gotowe, bo na ziemi jesteśmy tylko przejściowo. Nie mamy tutaj miasta trwałego, nasza ojczyzna jest w niebie, tam powinny zmierzać wszystkie nasze pragnienia (por. Mt 24,42; Hbr 11,13-16; Flp 3,20). Nie chcę przez to powiedzieć, że nie macie jeść i pić lub że macie lekceważyć to, co konieczne do życia. Trzeba to spełniać, ponieważ Bóg nas temu podporządkował; ale pełnić bez przywiązania, jedynie z posłuszeństwa Bożym nakazom. Co do wszystkich innych spraw ziemskich, żadna nie powinna wywierać na nas wpływu: ani krzyże czy strapienia, ani upokorzenia, cierpienia, wzgarda stworzeń czy choroba… Te wszystkie rzeczy nigdy nie powinny odwracać nas od Boga. Doskonale! Niech spadną na nas, mamy je przyjąć z radością, bo one dają nam możliwość uwielbienia Go (por. Jk 1,2). Strzeżcie się więc przed zamartwianiem się nimi, nie obawiajcie się ich i nie unikajcie. Cóż to wszystko znaczy w porównaniu z Bogiem? Nic! Niewarte jest zachodu, by o tym myśleć. A zatem nic z tego, co może się nam zdarzyć, nie powinno nas od Niego odłączyć, musimy trwać niewzruszenie z Nim związane (Rz 8,18; 35-39).

Każdej duszy dana jest skłonność i łaska szczególna, zgodne z darem, jaki otrzymała. Każda idzie za własnym powołaniem, wezwaniem, zgodnie z Bożymi zamiarami co do niej. Skąd więc bierze się to, że tak mało dochodzi do doskonałości swego stanu? Stąd, że niedostatecznie go cenią: nie znają jego wartości, nie pracują nad tym, by odpowiedzieć jego łasce. Zbyt łatwo idziemy za złymi skłonnościami natury. Gdyby dusza wiedziała, czym jest dar Boży, to nie ma rzeczy, której by nie zrobiła, by go osiągnąć.

Gdybym miała czas, opowiedziałabym wam o cudownych i niewysłowionych wstępowaniach Boga do duszy przez Komunię Świętą. Miałabym o czym mówić w nieskończoność, lecz pozostawmy to, nie jestem godna, by o tym mówić.

Bóg ponawia swoje łaski i zmiłowania w wielkie święta. Toteż, chociaż te tajemnice już się nie dokonują [w czasie]: na przykład choć Pan nasz, zawsze przebywając w chwale, nie będzie do niej jutro wstępował, to jednak przez Komunię Świętą odnawia w duszach tę tajemnicę, udzielając skutków i łask z nią związanych.

A więc przyjdzie jutro w tej drogocennej Komunii, by was do siebie pociągnąć i zjednoczyć z sobą, i będzie za nami prosił tak, jak prosił niegdyś za Apostołami. Wszystko, czego powinnyście pragnąć na tym świecie, to to, by ta modlitwa wypełniła się w was. Wstąpcie jutro do nieba waszego wnętrza, do głębi waszej duszy, gdzie mieszka Bóg. Czyż to nie opłakane znać tak wielką prawdę i nie wierzyć w nią, i nie żyć zgodnie z nią? Bo gdybym raz wreszcie skutecznie uwierzyła, że Bóg jest zawsze we mnie; że Trójca Przenajświętsza we mnie mieszka i przebywa; że Ojciec rodzi we mnie Syna, swoje Słowo, a to Słowo wraz z Ojcem dają pochodzenie Duchowi Świętemu; że czynią we mnie takie same cuda jak w niebie — czy nie byłabym wciąż w zachwycie i pełna podziwu? Czy mogłabym się wylewać na tyle niepotrzebnych spraw i nie korzystać z tej łaski? Możecie mi zarzucić, że często wam to powtarzam. Prawda. To dlatego, że jestem poruszona niedostatkiem naszej wiary, że posiadając w sobie tak wielki skarb, tak mało sobie z tego robimy; że lekceważymy dobro, jakie powinnyśmy z niego otrzymać.

Prośmy naszego Pana, by nas tak mocno przyciągnął tam, gdzie sam przebywa, abyśmy tam pozostały na zawsze. Z tą myślą was zostawiam.
CC 101 (3157)

Z pism M. Mechtyldy - Z listu o Bożym Narodzeniu

Propter nimiam caritatem — „Dla zbyt wielkiej miłości…” (Vulg. Ef 2,4) O zbyt wielka miłości Ojca Przedwiecznego, że dał nam własnego Syna; zesłał Go ze swego łona w łono Dziewicy i przez Nią dał Go światu. Prawda, wcielenie Słowa oddaje nieskończoną chwałę Ojcu, lecz posiada zarazem nieskończoną wartość dla nas. Jeżeli Narodzenie ogarnia swą mocą Osobę Boga stającego się dzieckiem, to dla nas jest korzyścią, że staje się On naszym bratem, bierze na siebie nasze sprawy, dokonuje naszego pojednania i wkłada nam na nowo w ręce dziedzictwo utracone przez grzech.

Ten Bóg-Dziecko ukrywa swą moc i Boski majestat w słabości i maleńkości dziecięctwa i sprowadzając się niejako do nicości, przyciąga nas do miłości swojej. Chce, byśmy swobodnie zbliżali się do Jego wielkości, i dlatego ukrywa swój blask w ciemnościach, słabości, ubóstwie, milczeniu, w zawierzeniu i bezwarunkowym uzależnieniu się, tak iż niemożliwością jest dostrzeżenie jakiegokolwiek śladu Bóstwa inaczej, jak tylko oczyma wiary. Płacze, drży z zimna, cierpi. Zobaczcie: czy tak wyglądają cechy Boga?

O, Słowo Ojca niebieskiego, pogrążone w głębokim milczeniu, które jednak przemawia w głębi naszych serc i słowami Ewangelii zachęca, by do Niego przyjść: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście obciążeni, uciśnieni, przytłoczeni troskami, nędzami, grzechami… Przyjdźcie do Mnie, a Ja was pokrzepię” (por. Mt 11,28). Przyszedłem na ziemię po to, by ponieść wasze słabości i uwolnić was spod tyranii waszych grzechów i nędz.

Jezus jest twoim oparciem i krzywdzisz Jego miłość i dobroć, jeżeli nie wierzysz w to z całych sił. On chce być uzupełnieniem wszystkiego, czego ci brak, a ponieważ nie masz nic godnego Boga, by ułagodzić Jego gniew, On wkłada się w twoje ręce, by stać się twoją hostią, twoją ofiarą pojednania i ekspiacji. Chce, byś znalazła w Nim to wszystko, czego ci brakuje, i byś przez Niego miała czym zadośćuczynić Bogu.

Kochaj Jezusa, którego miłość przekształca w dziecko. Tak, miłość czyni z Niego bardzo maleńkie dzieciątko, by dać ci do Niego przystęp i zranić twoje serce czułością tak rozkosznej miłości. O, Miłości! Miłości! Miłości! Kto kiedykolwiek zdoła zrozumieć, że miłość ma moc sprowadzić Boga do stajni na siano? O, boskie upojenie, które każe Bogu zapomnieć o Jego wielkości, by przyjść zamieszkać z tobą! Ach, jeśli nie możesz wpaść w zachwyt z podziwu dla tej miłości, to przynajmniej zanurz się w małości i nicości, świadcząc przez takie wyniszczenie, że nie jesteś godna tego pojąć, a to uniżenie zastąpi brakującą ci miłość.

Zwróć się do Najświętszej Matki tego Bożego Dziecięcia, którą widzisz u stóp żłóbka. Proś Ją, by nauczyła cię kochać Je i adorować. Trwaj ze czcią w świętej obecności Maryi i św. Józefa i włączaj się w hołdy, jakie Mu składają. Wniknij w duchu w ich święte usposobienie. Płoń z miłości — przynajmniej wolą — wraz z tymi dwoma serafinami, którzy nieustannie kochają, podziwiają i adorują Boga-Dziecko. Pozostawaj w stajence, którą powinnaś uważać za pałac Jezusa-Króla, a żłóbek za tron, na którym uniża się Jego wielkość. Jego Najświętsza Matka nauczy cię, jak masz Mu okazywać cześć. Nie zapominaj pozdrawiać codziennie Dziecko i Matkę. Proś ich pokornie o błogosławieństwo i o łaskę, by w twej duszy wyryły się święte skutki Jego narodzin. Zapomnij o sobie i o swoich sprawach. Niech w twoim sercu przebywa radość i wdzięczność. Stań się małą, łagodną, prostą, uległą, niewinną, pokorną, cierpliwą jak Jezus i bądź wraz z Nim jedną żertwą złożoną w ofierze Ojcu Przedwiecznemu.
CC 25 (2394)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja na święto Oczekiwania Najświętszej Maryi Panny

Dziś jest święto płomiennych pragnień Najświętszej Dziewicy. Jako córki tej Bożej Matki mamy je obchodzić z całym żarem serca; z wciąż ponawianym pragnieniem narodzin Boskiego Zbawcy w naszych duszach. Zakonnica-żertwa powinna pragnąć tylko chwały Boga oraz własnego wyniszczenia i unicestwienia. Ma się zajmować tylko tym i samym Bogiem. Niech się przyzwyczaja chcieć we wszystkim tylko Jego, żyć wiarą w Jego obecność w nas, niech pragnie, aby wyłącznie On w niej panował.

Pragnijcie więc przyjścia Jezusa Chrystusa, ponieważ to On chce, by tego pragnąć. Szczęśliwe te, które będą bardzo pragnęły: wcześniej czy później Go posiądą. Spójrzcie na Zacheusza, jak bardzo chciał zobaczyć naszego Pana i poznać Go. Nie mógł z powodu tłumu. Wspina się więc na sykomorę, obok której miał przechodzić dobry Mistrz, a Ten mówi mu: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać u ciebie” (Łk 19,5). Zwróćcie uwagę, z jaką radością nasz Pan patrzył na jego zapał. Jak szczęśliwa dusza, która po długiej tęsknocie za Jezusem Chrystusem wreszcie Go posiadła i doświadcza skutków Jego boskiej obecności — nie zmysłami, lecz wiarą! Wiara podnosi ją ponad nią samą, ponad stworzenia i wszystko, co ludzkie. Jaka jest szczęśliwa umiejąc poprzestawać na Bogu; adorować Go w swym wnętrzu dzięki tajemniczemu przylgnięciu do Jego działania.

Nie martwcie się, jeśli nie macie takich świateł i poznania, jakich byście pragnęły. Są dusze ulegające niepokojom z powodu swojego ubóstwa. Trochę cierpliwości! Jeszcze nie nadszedł czas wyznaczony przez Boga. On pracuje około swojego dzieła. Jeszcze nie jesteście zdolne do przyjęcia Jego darów i łask. Działaniu Bożemu w was stawia opór podłoże pychy. Gdyby nam odkrył to, czego w nas dokonuje bez naszej wiedzy, upoiłybyśmy się sobą sądząc, że zostałyśmy wyniesione do bardzo wysokich stanów duszy. Bóg widząc w nas to podłoże zła zanurza nas w udrękach, pokusach itd. Musicie więc nie tylko pragnąć przyjścia Boskiego Zbawcy, ale i przygotować się do tego milczeniem trzech władz duszy: milczeniem pamięci, milczeniem rozumu i milczeniem woli.
CC 11 (173)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja na II piątek Adwentu

Niech powiększą się wasze pragnienia i zapał waszych serc w oczekiwaniu na przyjście Jezusa. Zjednoczcie je z pragnieniami Najświętszej Dziewicy. Mówiłam wam już kiedyś, że jakkolwiek święte narodzenie przeminęło, to łaska tej tajemnicy odnawia się nieustannie w duszach, które się do niej przygotowują.

Jezus narodził się w każdym chrześcijaninie w chwili jego chrztu. Ponieważ jednak niewielu zachowuje tę bezcenną łaskę, Jego boska miłość przymusza Go do ponownego przyjścia i objawienia się w duszach przez ukształtowanie w nich swojego życia i cnót. Dlatego, kiedy spotykamy osobę bardzo pokorną i cierpliwą, winnyśmy dostrzegać w niej Jezusa, pełniącego na sposób Boski te wszystkie cnoty.

A zatem przyszedł i nieustannie przychodzi. To właśnie mówimy w responsorium brewiarzowym: Veniens veniet — „Przybywając, przybędzie”. O to właśnie trzeba Go ciągle prosić: Veni, Domine… — „Przyjdź, Panie…” i przygotowywać się do tej łaski przez milczenie, skupienie i pokój serca, w absolutnym oderwaniu się od siebie i od stworzeń. Bo tak właśnie żył Jezus na ziemi. Przebył swą drogę jako obcy i pielgrzym. A chociaż jest władcą stworzeń, znosił bezgraniczne ubóstwo. Tak właśnie my mamy żyć na ziemi, uważając się za obce, nie opierając się na żadnym stworzeniu; pamiętajmy, że nie tu jest nasza ojczyzna (por. Hbr 11,13-16; Flp 3,20), więc trzeba nam żyć w świętym ogołoceniu duchowym. Mówię: duchowym, bo co do bogactw doczesnych sądzę, że ani jedna z was nie chciałaby posiadać czegokolwiek. Można by jedynie zachować posiadanie własnego zdania, własnych uczuć, co stoi w wielkiej sprzeczności z obecnością w nas Jezusa.

Jest bardzo mało dusz, które by nie miały jakiegoś ukrytego przywiązania i oparcia w sobie lub w stworzeniach. Często [na przykład] ktoś upiera się przy własnych kaprysach i postępuje według nich. Ściąga to na duszę burze i zachmurzenia, które przesłaniają nam widok na piękne Słońce sprawiedliwości, utwierdzone na niebie naszej duszy jak na firmamencie. Czy nie jest to zdumiewające, że nosimy w sobie to piękne światło, a żyjemy w ciemnościach; że nie rozgrzewa nas ten niebiański ogień, który rozpala wszystkich serafinów? Skąd bierze się to nieszczęście? Stąd, że stawiamy przeszkodę jego łagodnemu oddziaływaniu: brak nam wiary, a jeżeli ją mamy, to nie czynimy z niej użytku. Nie żyjemy zgodnie z naszymi przekonaniami.

Wiara poucza nas, że Bóg jest niezmierzony, że wypełnia niebo i ziemię swym majestatem. Wiara nam mówi, że przebywa On w duszach w szczególny sposób i jest w nich wyryty niezmazalnymi zgłoskami. Powiem więcej: pozostaje On tam naprawdę nawet wtedy, gdy ktoś znieważył Go tysiącem grzechów śmiertelnych. To przerażające, ale jednak prawdziwe. Nie, nie, to nie są wymysły mojej głowy, lecz prawda wiary, która powinna nas nauczyć postępowania w głębokiej czci i adoracji Boga zawsze w nas obecnego.

Tak, w duszy przebywa cała Boska Trójca. Jeżeli zapytacie, gdzie Ona się znajduje: w głowie, sercu… odpowiem wam, że tak jak dusza przebywa w całym ciele i jest niepodzielna, podobnie Bóg wypełnia wszystkie władze naszej duszy. Jest wszędzie i we wszystkich jej częściach. A jakie jest Jego zajęcie? O, to jest niewyrażalne i niepojęte! Czyni w duszach to, co czynił odwiecznie: Ojciec rodzi Syna; Ojciec i Syn dają pochodzenie Duchowi Świętemu. Cała Boska Trójca kształtuje w nich Jezusa Chrystusa. Czyż nie mamy tu więc pięknego tematu do kontemplacji?

Sądzi się, że dusza kontemplacyjna to coś bardzo nadzwyczajnego — a przecież nic łatwiejszego. Kontemplować znaczy spoglądać na jakiś przedmiot. Wychodząc od prawdy wiary o obecności Boga w nas, pytam: czy nie jest to dość porywający temat, zdolny utrzymywać w podziwie i nieustannej kontemplacji?

Nie potrzeba szukać Boga w wielości praktyk. Kto szuka, nie posiada. Lecz należy w pokoju i słodyczy ducha kosztować tego nieskończonego skarbu, ponieważ posiadamy go nie mniej prawdziwie niż święci w niebie. O nieskończone szczęście, zbyt mało znane większości chrześcijan! Nie znają oni skarbu, który posiadają, a który został im dany przez Jezusa Chrystusa na chrzcie.

Róbmy użytek z tej prawdy, moje kochane Siostry, za pomocą tych kilku drobnych praktyk, o których mówiłam wam na początku. Ale przede wszystkim miejcie wielką miłość wzajemną, byście były jednym sercem i jedną duszą. O to Jezus modlił się do Ojca na krótko przed swą śmiercią. Mówił: „Mój Ojcze, spraw, aby byli jedno, jak Ty i ja jedno jesteśmy” (J 17, 22). O, zdumiewająca jedności!

Jezus chce, by ta miłość utrwaliła się wśród was. Ona już jest, ale nie tak doskonała, jak On tego pragnie. Pracujcie nad tym, zaklinam was. Nigdy nie mówcie o waszych Siostrach czegoś, co mogłoby je choć trochę umniejszyć. Jest to cnota bardzo delikatna: czasem wystarczy jedno słowo, by je zranić.

Pamiętajcie, że to miłość ma być oparciem i podtrzymaniem Instytutu Najświętszego Sakramentu. Gdyby, na nieszczęście, ta piękna cnota osłabła w waszych sercach, ujrzałybyście, że podupada on i ginie jeszcze za waszego życia. Bo zwróćcie uwagę: wydaje się, że nasz Pan nie chce, byśmy znajdowały oparcie i uznanie u stworzeń. Czuję nawet tak silny opór przed staraniami o to, że nie mogłabym tego uczynić; tak wielką mam odrazę do względów świata. O moje Siostry, ludzie są zbyt niestali, by się na nich oprzeć. Oprzyjmy się na Jezusie Chrystusie: tylko On jest wierny.
CC 4 (2641)

Psalm 127 – Pomyślność pochodzi od Boga

1. Jeśli Pan nie zbuduje domu,
na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą.
Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże,
strażnik czuwa daremnie.
2. Daremne to dla was
wstawać przed świtem,
wysiadywać do późna,
dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko;
tyleż daje On i we śnie tym, których miłuje.
3. Oto synowie są darem Pana,
a owoc łona nagrodą.
4. Jak strzały w ręku wojownika,
tak synowie za młodu zrodzeni.
5. Szczęśliwy mąż,
który napełnił
nimi swój kołczan.
Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał
z nieprzyjaciółmi w bramie.

MEDYTACJA

1. Psalm ten sławi Boże działanie. Bóg buduje jakiś dom, prowadzi jakieś wielkie dzieło. Kościół się buduje jako przybytek, gdzie Bóg mieszka i odbiera cześć. Taka jest myśl Boża w stosunku do całego stworzenia, której żadne działanie ludzkie nie może skierować na inne tory. Albo ją zrozumie i wejdzie w ten dom Boży, albo nie i wtedy zginie. Człowiek nie może budować sam, ale ma współpracować, trudzić się jako budowniczy współbudujący z Bogiem. Człowiek jest żywym kamieniem, który ma jakieś miejsce w tym murze, ale tylko to, które mu jest przeznaczone, bo istnieje tylko jedna budowa. Jeżeli nie wejdzie na swoje miejsce, to wyleci z budowy, bo nie wejdzie w ład Boży. Kamienie Boże muszą mieć pokorę, bo nie wszystkie będą w fasadzie. Człowiek musi uważać, by nie roić ambitnie o swym życiu, ale myśleć, czego Bóg chce od niego. Kamienie muszą być szlifowane, bo są chropowate, kanciaste. Stąd ucisk, jaki cierpimy od drugich – on jest potrzebny. Wchodzimy jako budowniczy. Człowiek musi wiedzieć, co buduje. Wielu ludzi buduje, ale poza budową Bożą. Wszystko, co nie Boże, jest nierealne. Uważajmy, żeby życie nasze było realne. Żeby to nie była nicość. Uważajmy, byśmy nie chcieli budować sami.

Jeśli Pan nie strzeże miasta… Tu mamy obraz Boga jako pełniącego straż nad miastem. Kościół jest miastem warownym, oblężonym przez wrogów – tak samo każda dusza. Czuwajcie, bo wróg może się wślizgnąć. Słusznie się mówi – czuwajcie. Ale niepodobna człowiekowi ustrzec się. Jedno tylko jest bezpieczne miejsce – obecność Boża. Tylko wtedy miasto jest strzeżone, gdy trwamy przed Bogiem, zagłębiamy się w Bożej obecności, gdy jesteśmy w Bogu. U nas dużo jest płycizny. Braku wiary. Stąd zdenerwowanie. Człowiek, który może nawet troszczy się o swoją doskonałość, ale nadmiernie, niespokojnie – niczego nie zbuduje. Niepokój nie może nic budować. Bo Bóg jest Bogiem pokoju. Szarpanina i niepokój wypływają z miłości własnej. Chcemy widzieć siebie tym, czym nie jesteśmy. Doskonałość jest prawdą, a prawda jest doskonałością. Prawda – to pokój. Pan Bóg nie daje nam drogi, po której trzeba iść ze zdenerwowaniem. Pan Bóg nie ucieknie, nie trzeba Go kurczowo trzymać – spokojnie leżeć w Jego rękach.

2. Próżny trud dla was wstawać już przed świtem, Nie można się trudzić, gdy nie wiemy jak działać. Umieć czekać na Boga, na zrozumienie, choć pewne rzeczy nas naglą. Łaska Boża ma swój czas. Nie można przyspieszać, bo to będzie wtedy coś ludzkiego, nie Bożego. Wszelka płodność pochodzi z życia wewnętrznego. Jeżeli nastawimy się na apostolstwo bez życia wewnętrznego, to nic z tego nie będzie. Wszelkie oddanie się Bogu, zjednoczenie się z Bogiem jest płodne. To jest prawo życia duchowego. Im czystsze oddanie się duszy Bogu, tym większy zasięg.

3. A synowie Boży są jak strzały w ręku Boga. Zawsze gotowi, gdzie Bóg pośle. W nich jest pokój. Bóg chce, aby nasze działanie wypływało ze spoczynkuw Bogu. Należy upodobnić nasze działanie do Bożegoprzez spokój, ład i trwanie w Bogu. Czy nasze działanie nie jest zbyt gorączkowe?Czy nie działamy sami, bez Boga?

o. Piotr Rostworowski OSB

Z pism M. Mechtyldy - Święto Przemienienia Pańskiego

Drogie Siostry, Ewangelia dzisiejsza ukazuje nam Przemienienie Pana naszego Jezusa Chrystusa. Objawił się On na górze Tabor, promieniejący chwałą i Majestatem, w pięknie i wspaniałości Boskiej. Piękno to stało się udziałem Jego człowieczeństwa w chwili Wcielenia na mocy zjednoczenia hipostatycznego ze Słowem, a zatem było Mu wrodzone. A jednak z miłości ukrywał je On cudem swej wszechmocy aż dotąd, aby upodobnić się do nas. (…) Wizja ta trwała krótko, aby pouczyć nas, że w tym życiu najwznioślejszym duszom ukazuje swą piękność tylko przez chwilę i tylko po to, aby je przygotować do cierpienia. O, Siostry, jak przedziwna jest tajemnica Przemienienia! Jest ona tajemnicą miłości, wielkości, cierpienia, ponieważ Jezus Chrystus mówi tylko o nadmiarze swych cierpień, które miał ponieść w Jerozolimie. Dzięki temu objawia się nam również godność i dostojeństwo Krzyża. (…) Ceńmy więc cierpienie, kochajmy krzyż, ponieważ jest on dla Jezusa przedmiotem rozkoszy. Dlatego oderwijmy się od siebie, od własnego ducha, który zawsze sprzeciwia się cierpieniu. A rozłączywszy się ze wszystkim, co stworzone, przejdźmy w Jezusa Chrystusa, który dokona w nas przedziwnego przemienienia. Skutkiem dobrej Komunii Świętej jest całkowite przekształcenie duszy w Boga. (…)

Cieszcie się tym szczęściem, Siostry, ponieważ dzisiaj Chrystus wszystkie was zaprowadził na Tabor, abyście nie tylko były, jak święci Apostołowie, świadkami Jego Przemienienia, lecz ponadto, abyście przez Komunię Świętą zostały przemienione z Nim i w Nim. O, jaką miłością powinnyśmy pałać do Komunii Śiwętej, jakich starań powinnyśmy dokładać, aby być w stanie codziennie komunikować i aby widzieć jedynie żyjącego w nas Jezusa Chrystusa.

Gdy święci Apostołowie ocknęli się z ekstatycznego snu, z zachwycenia, w które wpadli na widok piękności i blasku godnej uwielbienia Osoby Jezusa Chrystusa, swojego Mistrza, gdy otworzyli oczy, ujrzeli wtedy tylko Jezusa. My również po Komunii Świętej oglądajmy wyłącznie Jezusa Chrystusa. Nie dostrzegajmy już siebie, swoich spraw i stworzeń. Niech Jezus Chrystus będzie życiem naszego życia, pragnieniem naszych pragnień, myślą naszych myśli. Słowem: niech będzie On dla nas wszystkim we wszystkim.
Ale weźcie pod uwagę: zejście z Taboru prowadzi na Kalwarię. Tak samo przemienienie duszy w Jezusa przez Komunię wymaga zupełnej i całkowitej śmierci sobie. (…)

Trwajcie w posiadaniu tego przemienienia waszych dusz w Chrystusa, którego dokonał On dzisiaj w Komunii Świętej i strzeżcie go jak najstaranniej przez pełnienie w sobie cnót Jezusa. Łaskę tę Kościół Święty ofiarowuje wszystkim swym dzieciom w świętym dniu Przemienienia Jezusa.

Z pism M. Mechtyldy - o Komunii Świętej

Jezus wstępuje w nas podczas Komunii Świętej, aby przedłużać w każdej duszy swe własne święte życie, adorację, modlitwę, miłość i ofiarę. Mamy jedynie przylgnąć do Niego, zjednoczyć się z Nim, a raczej pozwolić, aby nasze serce i duch zjednoczyły się z tym wszystkim, co Jezus czyni w nas, tak jakby to były nasze własne akty. (…)

O niewysłowione i godne uwielbienia misterium Komunii Świętej, to znaczy uczty, o której mówi Ewangelia! Podczas niej gospodarz rzekł: „Przyjacielu, przesiądź się wyżej” (Łk 14,10). To Jezus, zaczwycony pokorą duszy głęboko unicestwionej z szacunku do Bożego Majestatu, mówi w głębi jej serca, gdy zbliża sie do Komunii Świętej: „Wstąp wyżej”. Podnosi ją aż do Boga i przemienia w siebie – o tym mówi nam wiara.

Czy Jezus Chrystus może nam dać coś więcej nad siebie samego? A ponieważ w Komunii Świętej daje się nam cały, daje wszystko to, czym jest i wszystko, co ma w sobie wielkiego i świetego: cnoty, zasługi i godne uwielbienia doskonałości. Czego chcieć więcej?

Podczas przyjmowania Komunii Świętej powinno być w nas pragnienie oddania się Bogu, aby mógł całkowicie nas posiąść i uczynić w nas wszystko, co zechce. Następnie zatraćmy się w Nim zupełnie, zgadzając się i przyzwalając na to, co z nami czyni, w czasie i w wieczności.

W Komunii Świętej są zawarte nieskończone tajemnice. Kiedy posiadacie Jezusa Chrystusa w waszych sercach, to Jezus posiada was i to nie wy przemieniacie Go w siebie, lecz On w siebie was przemienia. A ukazując was takimi swemu Ojcu, obleczonymi w Niego samego, czyni was miłymi Bogu.

Z pism M. Mechtyldy - o Mszy Świętej

We Mszy Świętej ukazane są nam wszystkie tajemnice Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Dusza choć trochę oświecona znajdzie tam pełnię intencji duszy Chrystusa, którymi kierował się On w działaniu i cierpieniu podczas całego swojego świętego życia. Jest to niewypowiedziane misterium, w którym Ojciec Przedwieczny otrzymuje nieskończony hołd: jest kochany, adorowany i wychwalany według swej godności. (…)

Mam wielką wątpliwość, czy naprawdę czynimy zadość obowiązkowi uczestniczenia we Mszy Świętej, jeżeli całym sercem nie wnikamy w Ofiarę Chrystusa Pana. Ponieważ Jezus jako nasza Głowa ofiarowuje się za wszystkich, to my, jako Jego członki z Nim złączone, musimy brać w niej pełny udział; nie tylko mieć intencje wysłuchania Mszy Świętej, ale pilnie rozważać to, co On czyni, gdyż ofiarowuje nas razem z sobą. (…)

Ofiara dokonana na Kalwarii odnawia się codziennie w bezkrwawy sposób na ołtarzu. Jest ona tak samo godna podziwu, gdyż Jezus Chrystus podczas Mszy oddaje za nas swemu Bogu i Ojcu nieskończoną chwałę. Wstawia sie za nami, błaga dla nas o miłosierdzie, wyrównuje nasze długi i wyniszcza się za nas. Trzeba więc nam zjednoczyć się ze wszystkim, co mówi i czyni Jezus w osobie kapłana; On chce wysłużyć nam zbawienie jako pośrednik wobec swego Boga i Ojca. (…)

Czy jest możliwe widzieć Jezusa na ołtarzu, ofiarowanego tak prawdziwie jak na Kalwarii, mówiącego do nas: „Umieram i ofiarowuję się odtąd za was stale” – i myśleć o czymś innym niż o tej nieskończonej miłości, która prowadzi Go aż na śmierć? (…)

Dzięki Mszy Świętej zjednoczyłyśmy się z Jezusem Chrystusem, a On jednoczy się z nami, aby dać nam udział w swoim Boskim życiu, abyśmy żyły życiem Boga. (…)

Z pism M. Mechtyldy - o wierze

(…) Gdybyśmy miały trochę wiary, byłybyśmy wkrótce wielkimi świętymi. Wiara każe nam wierzyć w Boga, a gdy w Niego wierzymy, bedziemy wykonywać dobre uczynki. Jedna cnota pociąga inne cnoty. (…)

Istnieją dwa rodzaje wiary: wiara pragnienia i wiara rzeczywista. Wiara pragnienia polega na wielkiej i gorącej chęci posiadania wiary, aby adorować Boga w prawdzie, czyli takim, jakim On jest. Wiara ta pragnie unicestwienia wszelkich ludzkich rezonowań, wyobrażeń, pojęć. Dusza, która trwa w tych skłonnościach wiary pragnienia jest we właściwej dyspozycji, aby przejść do wiary rzeczywistej.

Wiara rzeczywista polega na zawierzeniu Bogu, na dostrzeganiu Go we wszystkim, a wszystkiego w Nim, przez proste widzenie, które nie dostarcza żadnego obrazu ani formy, żadnego pojęcia, wyobrażenia ani rozumowania. Przez łaske wlaną wyciska natomiast w głębi duszy wewnętrzna pewność, która przekonuje ja o Bogu oraz daje takie realne poznanie Boga, że nie potrafi ona wątpić ani o żadnej Jego tajemnicy, ani o Jego prawdach. Są one bowiem dla niej bardziej namacalne i rzeczywiste niż to, co widzi i doznaje zmysłami. (…) Wiara jest darem Boga, o który należy ustawicznie Go prosić, bo jest on fundamentem zbawienia. (…)