O flaszce szklanej, która nie rozbiła się na skałach

1. W czasie gdy wielki głód panował w Kam­pa­nii, mąż Boży rozdał wszystkie zapa­sy swe­go klasztoru róż­nym potrzebującym, tak że w piwnicy nic już nie zos­tało oprócz odrobi­ny oliwy w jednej flaszce. Wów­czas to przybył pewien subdiakon, imieniem Aga­pit, który usil­nie prosił choćby o kilka kropel oli­wy. Sługa pański był zdecydowany wszystko roz­dać na ziemi, aby w niebie wszystko zacho­wać. Polecił więc dać proszącemu całą resztę oliwy. Mnich zaś, któ­ry miał pieczę nad piwni­cą, polecenie wprawdzie usły­szał, nie spieszył się jednak z jego wypełnieniem.

2. A kie­dy nieco później Benedykt zapytał, czy dał to, co dać rozkazał, mnich ów odpowie­dział, że tego nie uczy­nił, bo gdyby dał, nic by już w ogóle nie po­zos­ta­ło dla braci. Wówczas roz­gniewany Ojciec polecił in­nym wyrzucić przez okno ową szklaną flaszkę, w któ­rej widać było jeszcze resztkę oliwy, by nie­pos­łuszeństwo nie stało się przyczyną zatrzyma­nia ja­kiej­kolwiek rzeczy w klasztorze. Flaszkę wyrzucono. Pod oknem tym zaś otwierała się ogromna przepaść na­jeżona wielkimi skałami. Flaszka upadła na skały, lecz pozostała niena­ruszona, jakby w ogóle jej nie rzu­cono. Nie rozbiła się, ani oliwa się nie wylała. Wów­czas mąż Boży kazał ją podnieść i oddać w ca­łości temu, kto o oliwę prosił. A zwoławszy braci skar­cił wobec wszystkich nie­po­słusz­nego mni­cha za pychę i za brak wiary.

 

Jak pusta beczka napełniła się oliwą

 

1. Skarciwszy go w ten sposób razem z brać­mi po­grą­żył się w modlitwie. W owym zaś miej­scu, gdzie się wspólnie modlili, stała pu­sta beczka po oliwie, z po­krywą. Podczas gdy mąż święty modlił się wy­trwa­le, pokrywę tę za­czę­ła unosić oliwa, której w becz­ce ciągle przy­bywało. Wreszcie zrzuciła ją cał­kiem, a prze­lewając się przez brzegi spływała na po­sadzkę w miejscu, gdzie się modlili. Skoro tylko mąż Boży, Benedykt, to spostrzegł, skoń­czył zaraz modlitwę a oliwa prze­sta­ła spływać na po­sadz­kę.

2. Wtedy owemu bratu, któ­re­mu zabrakło ufności i posłuszeństwa, udzielił raz jesz­cze dłuższego napomnienia, by go nauczyć wiary i po­kory. On zaś, dla własnego dobra skarco­ny, za­ru­mie­nił się ze wstydu, gdyż czcigodny Ojciec wsparty po­tęgą wszechmocnego Boga, dowiódł cudem tego, cze­go nauczał w swoich napomnieniach. Nikt nie mógł już dłużej wątpić w spełnienie jego obietnic, sko­ro w jed­nej chwili w zamian za niemal pustą szkla­ną flaszkę dał beczkę pełną oliwy.

 

Jak Benedykt spotkał szatana w postaci weterynarza

 

1. Pewnego dnia gdy Benedykt szedł do kaplicy św. Ja­na, znajdującej się na samym szczycie góry, spot­kał po drodze odwiecznego wroga, który przy­braw­szy postać weterynarza, niósł róg i trójnóg. „Dokąd idziesz?” zapytał go mąż Boży. „Idę do braci”, od­po­wie­dział diabeł, „aby dać im lekarstwo”. Czcigodny Oj­ciec udał się wtedy na modlitwę, a skończywszy ją śpiesznie powrócił. Tymczasem zły duch na­trafił na starszego mnicha, który czerpał właś­nie wodę. Na­tychmiast go opętał, rzucił na ziemię i strasznie drę­czył. Kiedy mąż Boży wracając z modlitwy zo­ba­czył go tak srodze męczonego, wymierzył mu po pros­tu policzek. A policzek ten wypędził od razu złe­go ducha, który też już nigdy więcej nie ośmielił się na­pastować owego mnicha.

2. Piotr: Chciałbym wiedzieć, czy te tak wielkie cu­da upraszał zawsze w modlitwie, czy może niekiedy wy­starczał tylko jakiś znak jego woli?
Grzegorz: Ludzie, którzy są Bogu całkowi­cie od­da­ni, zwykli czynić cuda zależnie od okoliczności, i w ten i w tamten sposób, cza­sem przez modlitwę, cza­sem zaś daną im mocą. Skoro Jan mówi: Wszys­tkim tym, którzy Go przyjęli, dał moc, aby stali się dzieć­mi Bożymi, cóż dziwnego, że ta sama moc, co czyni z nich dzieci Boże, daje również wła­dzę czynienia cudów?

3. Tak więc dokonują cudów i w jeden i w dru­gi sposób, jak świadczą o tym dzie­je Piotra, który zmarłą Tabitę wskrzesił modlit­wą, jednym zaś słowem potępienia spowodo­wał, że Ananiasz i Safira zapłacili śmiercią za swoje kłam­stwo. Nie czytamy bowiem w Piś­­mie Świę­tym, że Piotr modlił się o ich śmierć, a tylko, że zgromił ich za popełnioną winę. Święci działają za­tem czasem własną mocą, cza­sem zaś przez mod­lit­wę, skoro tych Apostoł przyprawił o śmierć na­ga­ną, tamtej zaś mod­ląc się przywrócił życie.

4. Opowiem te­raz także o dwóch cudach, jakie uczynił wierny słu­ga Boży Benedykt, a z opo­wiadania tego wyniknie jas­no, że jeden z nich zdziałał otrzymaną od Boga mo­cą, dru­giego zaś dokonał przez modlitwę.

WsteczII księga Dialogów DalejII księga Dialogów