Jak mąż Boży przepowiedział zburzenie swego klasztoru

1. Grzegorz: Ojciec Benedykt nawrócił swo­imi na­uka­mi pewnego męża szlachetnego ro­du, imieniem Teo­propus, którego też obda­rzał przyjaźnią i wielkim zau­faniem ze wzglę­du na zasługi jego życia. Tenże Teo­propus wszedłszy jednego dnia do celi Bene­dyk­ta, znalazł go gorzk­o płaczącego. Czekał długo, a mąż Boży nie przestawał płakać, przy tym wbrew swo­im zwyczajom nie modlił się, lecz smucił się pła­cząc. Gość zapytał wreszcie, co jest przyczyną tak wiel­kiego żalu. Na to mąż Boży: „Cały ten klasztor prze­ze mnie zbudo­wany i wszystko, co braciom przy­gotowałem, wyrokiem Boga wszech­mogącego zo­stało wy­dane na łup po­ga­nom. Zaledwiem tyle osią­gnąć zdołał, że nikt z tu mieszkających nie utraci ży­cia”.

2. Przepowiednię tę usłyszał Teopropus, my zaś patrzymy na jej spełnienie, gdyż klasztor Benedykta właś­nie zburzyli Longobardzi. Niedawno bowiem nocą, gdy bracia po­ło­ży­li się spać, weszli tam Longobardzi i wszystko złu­pi­li, nie udało się im jednak nikogo pojmać. Wszech­mo­cny Bóg spełnił obietnicę, jaką dał swemu wier­ne­mu słudze Benedyktowi, i za­chował życie ludzi, choć wszel­kie dobra wydał poganom. Benedykt, moim zda­niem, odegrał tutaj podobną rolę jak Apostoł Pa­weł, który musiał zgodzić się na zatopienie statku ze wszyst­kim, co na nim było, na pociechę zaś otrzymał od Pana życie swych towarzyszy podróży.

 

O schowanej beczce wina

 

1. Pewnego razu nasz Ekshilaratus (znałeś go póź­niej jako zakonnika) został wysłany przez swego pa­na z dwiema drewnianymi be­czułkami wina, które miał zanieść mężowi Bożemu do klasztoru. Jedną z nich przyniósł, drugą zaś schował przy drodze. Czyn ten wszakże, choć z dala od jego oczu po­peł­nio­ny, nie uszedł uwagi Benedykta. Z po­dzię­ko­wa­niem przyjął jedną beczułkę, a gdy sługa od­chodził, za­wołał za nim: „Uważaj, synu! Nie pij od razu z tej be­czułki, którą schowałeś, ale przechyl najpierw ją os­trożnie, a zobaczysz, co jest w środku”. Wielce za­wsty­dzony pożegnał się Ekshilaratus z mężem Bo­żym. W dro­dze powrotnej postanowił sprawdzić otrzy­maną radę. Przechylił beczułkę, a wnet wy­pełz­nął z niej wąż. To, co znalazł w winie, pozwoliło mu zro­zumieć zło, jakie uczynił. I przejęła go bojaźń.

 

O podarowanych chusteczkach

 

1. W pobliżu klasztoru była wieś, której dość liczni miesz­kańcy pod wpływem napom­nień Benedykta po­rzu­cili kult bożków i przyję­li wiarę w Boga. Żyły tam również mniszki, a sługa Boży, Benedykt, pil­no­wał, by bracia odwiedzali je często i pouczali ich du­sze. Pew­nego dnia posłał im jak zwykle jednego z mni­chów. Ten zaś, po kazaniu, na prośbę mniszek przy­jął od nich kilka chusteczek i schował je w za­nad­rzu dla siebie.

2. Gdy tylko wrócił, mąż Boży zaczął mu czynić gwałtowne i gorzkie wymówki: „Jaką to nie­godziwość skrywasz w zanadrzu?” Mnich był zas­ko­czony. Zapomniał już, co zrobił, i nie pojmował, za co dostaje naganę. A Benedykt rzekł do niego „Czyż nie byłem tam obecny, gdy przyjąłeś od Bo­żych służebnic chusteczki i schowałeś je dla siebie w za­nadrzu?” Wów­czas mnich runął mu do stóp, za­dość­czyniąc za głupstwo, jakie zrobił, i chusteczki owe rzucił.

 

Jak Benedykt poznał pyszne myśli mnicha

 

1. Pewnego dnia czcigodny Ojciec spożywał posiłek już pod wieczór, a jeden z jego mni­chów, syn ja­kie­goś dostojnika, trzymał mu lampę przy stole. Kiedy zaś mąż Boży jadł, młodego człowieka pełniącego ową służbę, ogarnął duch pychy. Zaczął on w sercu mil­cząco rozważać, a potem mówić sobie w myśli: „Któż to taki ten człowiek, przy którego stole stoję, lam­pę mu trzymam, jakbym był jego sługą? A kimże ja jestem, żebym mu służył?” Aż nagle mąż Boży od­wrócił się od niego i zgromił go surowo mówiąc: „Prze­żegnaj swoje serce, bracie. Co ty tam mówisz? Prze­żegnaj swoje serce!” Zaraz też zawołał mni­chów, polecił im zabrać mu z ręki lampę, jemu zaś ka­zał zejść ze służby i posiedzieć trochę w mil­cze­niu.

2. Zapytywany następnie przez braci, co takiego miał w sercu, wszystko im opowie­dział: jak wzburzył go duch pychy i co sobie mówił w myślach po cichu prze­ciw Bożemu mężowi. Wtedy stało się dla każ­de­go jasne, że przed czcigodnym Benedyktem nic nie mo­że się ukryć, bo do jego uszu dochodzą nawet nie wy­powiedziane na głos myśli.

 

O dwustu korcach mąki znalezionych w czasie głodu

 

1. Kiedy indziej znowu w całej krainie Kam­panii pa­no­wał srogi głód i wszyscy cier­pieli z powodu braku żyw­ności. W klasztorze Benedykta nie było już psze­ni­cy, zjedzono też prawie wszystkie chleby, tak że gdy przyszła godzina posiłku, bracia zaledwie pięć zdołali znaleźć. Kiedy czcigodny Ojciec zobaczył, jak są przygnębieni, najpierw łagodnym na­pom­nie­niem starał się wyleczyć ich z tej małodusz­ności, po­tem zaś pocieszył obietnicą: „Dlaczego brak chleba was tak przygnębia? Dziś jest go wprawdzie mało, ale jutro będziecie mieć pod dostatkiem”.

2. I rze­czy­wiś­cie, nazajutrz znaleziono przed bramą klasztoru wor­ki z dwustu kor­cami mąki. Przysłał je Bóg wszech­mocny, a przez kogo to uczynił, do dzisiaj nie wia­domo. Gdy to bracia zobaczyli, złożyli dzięki Bo­gu i zrozumieli, że nawet w niedostatku nie po­trze­bu­ją obawiać się o przyszłość.

3. Piotr: Powiedz, proszę, czy należy sądzić, iż duch pro­roczy zawsze wspomagał tego sługę Bożego, czy też tylko od czasu do czasu napeł­niał jego serce?
Grzegorz: Duch proroczy, Piotrze, nie zaw­sze oświe­ca serca proroków, bo o Duchu Świę­tym napisano: Wieje tam, gdzie chce. Trze­ba zatem pa­miętać, że i tam, gdzie chce, i wte­dy, kiedy chce, wie­je. Dlatego też gdy król zapytał Natana, czy może zbu­dować świąty­nię, ten mu najpierw pozwolił, a po­tem zabro­nił. Elizeusz zaś, kiedy ujrzał pła­czą­cą ko­bie­tę, a nie znał powodu jej płaczu, po­wie­dział do sługi, który chciał ją odsunąć: Zostaw ją, po­nieważ dusza jej w smutku jest pogrążona, a Pan ukrył przede mną i nie objawił mi.

4. Tak zarządza Bóg wszechmogący w swo­jej tros­kli­woś­ci ojcowskiej: Raz dając a innym razem znowu za­bierając ducha proroczego, podnosi serca pro­ro­ków, a jednocześnie utrzy­muje je w pokorze. Ob­da­rze­ni duchem proro­czym wiedzą, iż Bóg sprawia, że są tym, kim są, pozbawieni zaś go, pojmują, kim są sami z siebie.

5. Piotr: Całkowicie mnie przekonałeś, że jest tak, jak mówisz. Proszę cię jednak, opo­wiadaj dalej, co­kol­wiek ci jeszcze przychodzi na myśl o czcigodnym Oj­cu Benedykcie.

WsteczII księga Dialogów DalejII księga Dialogów