Jak budowano klasztor w Terracina

1. Kiedy indziej znowu pewien pobożny czło­wiek po­prosił Benedykta, żeby przysłał swoich uczniów i zbu­dował klasztor na terenie jego majątku koło mias­ta Terracina. Benedykt zgodził się, wyznaczył bra­ci, mianował nad nimi przełożonego i tego, który by zajmował po nim drugie miejsce. Od­cho­dzą­cym zaś obiecał: „Idźcie, a tego i tego dnia ja sam przyjdę i pokażę wam, gdzie macie zbudować ora­torium, gdzie refektarz dla braci, gdzie dom dla goś­ci i wszystko inne”. Otrzymawszy bło­gos­ła­wień­stwo poszli od razu, a z wielkim przejęciem wy­cze­ku­jąc dnia wyznaczonego przygotowywali wszystko, co wydawało się im potrzebne dla czcigodnego Ojca i to­warzyszą­cych mu mnichów.

2. W nocy zaś po­prze­dza­jącej ów oczekiwa­ny dzień mąż Boży pojawił się we śnie opato­wi, którego postawił na czele wspó­l­no­ty, jak również jego przeorowi. We śnie tym pokazał im dokładnie gdzie i co mają budować. Obu­dziwszy się opowiedzieli sobie wzajemnie co im się śniło. Nie byli jednak w pełni przekona­ni o wiarygodności te­go widzenia, czekali więc na męża Bożego, bo prze­cież obiecał im, że przyjdzie.

3. Ale Benedykt nie przy­był w dniu ozna­czonym, oni więc zawiedzeni, sa­mi poszli wreszcie do niego. „Oczekiwaliśmy, Oj­cze”, rze­kli, „że przyjdziesz tak, jak obiecałeś i że po­każesz nam, gdzie mamy budować. A ty nie przy­szed­łeś”. On zaś na to: „Jak to, bracia? Dlaczego tak mó­wicie? Czyż nie przyszedłem tak, jak obie­ca­łem?”. „Kiedy to przyszedłeś?” zapytali. „Czyż nie wi­dzieliście mnie obaj we śnie,” odrzekł, „i czy nie wska­załem wam miejsc właściwych? Idźcie i zbu­duj­cie wszyst­kie pomieszczenia klasztorne według tego, coś­cie w widzeniu usłyszeli”. Otrzymawszy taką od­po­wiedź pełni podziwu powrócili do majątku koło Terra­cina i zbudowali wszystko zgodnie ze wska­zów­ka­mi, jakie dostali we śnie.

4. Piotr: Chciałbym zrozumieć, jak to się stać mo­gło, że poszedł on tak daleko i wydał rozporządzenia lu­dziom we śnie pogrążonym, a oni w widzeniu sen­nym usłyszeli je i pojęli.

Grzegorz: Dlaczego pytasz, jak to się stać mogło? Czyż­byś wątpił, Piotrze? Wiadomo przecież, iż duch jest ze swej natury mniej związany z miejscem niż cia­ło. Czytamy także i w Piśmie Świętym, że pe­wien prorok porwa­ny z Judei został w mgnieniu oka prze­niesio­ny razem z przyrządzonym przez siebie po­sił­kiem do Chaldei, gdzie posiłkiem tym pokrze­pił dru­giego proroka, a sam natychmiast zna­lazł się z po­wrotem w Judei. Jeśli więc Ha­bakuk zdo­łał w jednej chwili zajść ciałem tak daleko i jeszcze po­siłek zanieść, cóż w tym dziwnego, że Ojciec Be­ne­dykt otrzymał łaskę udania się duchem do śpiących bra­ci, których duchom udzielił koniecznych wska­zów­ek? Po­dobnie jak tamten przebył drogę w ciele, by dostarczyć cielesnego pokarmu, tak ten prze­niósł się duchem, by wytyczyć podstawy życia du­cho­wego­.

5. Piotr: Słowem twym, jak palcem, ście­rasz z mego ser­ca pył wątpliwości. Chciałbym jednak wiedzieć, ja­kim był ów mąż w zwykłej rozmowie.

 

O wyklętych mniszkach

 

1. Grzegorz: Nawet w najprostszych jego słowach, Piot­rze, nie mogło zabraknąć mocy Bożej. Skoro ser­ce Benedykta było w niebie, z ust jego nie mogły wy­chodzić słowa próżne. Jeśli nawet wygłaszał jesz­cze nie sąd, lecz tylko ostrzeżenie, tyle siły miało to, co mówił, jakby wypowiadał już wyrok ostateczny i bez­warunkowy.

2. Dość daleko od jego klasztoru mieszkały we włas­nej posiadłości dwie mniszki pochodzą­ce ze szla­chetnego rodu, którym służył pewien pobożny czło­wiek załatwiając ich sprawy ze­wnętrzne. Często jed­nak szlachetne pochodze­nie staje się przyczyną nie­szlachetnego postę­powania, bo ci, którzy nie mogą za­pomnieć, że byli czymś więcej od innych, nie chcą i póź­niej mniej liczyć się w świecie. Wspomniane mnisz­ki nie potrafiły jeszcze, jak to nakazywał ich habit, powściągać swo­ich języków w sposób dos­ko­na­ły i owego pobożnego człowieka, który słu­żył im pomocą w sprawach zewnętrznych, nie­roz­waż­nymi słowami często doprowadzały do gniewu.

3. On długo to znosił, aż wreszcie poszedł do Bożego mę­ża i opowiedział, jak bardzo mu dokuczają swoim urąganiem. Mąż Boży zaś sły­sząc to natychmiast po­le­cił powiedzieć owym mniszkom: „Opanujcie wasz ję­zyk, bo jeśli się nie poprawicie, wyłączam was ze wspól­noty kościelnej”. Nie wydawał jeszcze wyroku, a je­dynie groził ekskomuniką.

4. Mniszki jednak nie zmie­niły w niczym swego sposobu postępowania. I oto po kilku dniach umarły, po czym zostały po­cho­wane w kościele. A kiedy w kościele tym od­pra­wia­no Mszę i diakon zgodnie ze zwyczajem zawołał: „Jeś­li jest ktoś, kto nie należy do wspólnoty, niechaj wyj­dzie”, piastunka ich, która zwykła przynosić za nie ofia­rę Panu, zobaczyła, jak obie wyszły z grobów i opuściły koś­ciół. Wi­działa to wiele razy: na głos diakona, zmar­łe wychodziły nie mogąc pozostać w kościele. Przy­pomniała sobie wtedy napomnienie, jakie­go udzie­lił im mąż Boży, gdy jeszcze żyły. Powiedział prze­cież, iż wyłączy je ze wspólno­ty kościelnej, jeśli nie zmienią swego sposobu postępowania i mó­wie­nia.

5. Z wielkim smutkiem doniesiono o tym słudze Bo­żemu, który natychmiast własną ręką dał ofiarę i po­wiedział: „Idźcie i ofiarę tę złóżcie Panu za owe mnisz­ki, a nie będą już dłużej wyłączone”. Po zło­że­niu tej ofiary nigdy nie widziano więcej, żeby wy­cho­dziły z kościo­ła, gdy diakon zgodnie ze zwy­cza­jem wołał, by opuszczali go wszyscy nie należący do wspól­noty. Stało się więc cał­kowicie jasne, że sługa Boży wprowadził je z powrotem do wspólnoty z Pa­nem, gdyż nie wychodziły już razem z ty­mi, którzy by­li z tej wspólnoty wyłączeni.

6. Piotr: Choć mąż ten był nadzwyczaj i świę­ty, i czci­godny, jest jednak rzeczą zadzi­wiającą, że żyjąc jesz­cze w tym zniszczalnym ciele miał władzę uwal­niać dusze, które stanę­ły już przed sądem nie­wi­dzial­nym.

Grzegorz: A czyż nie był w tym ciele rów­nież Apos­toł, kiedy usłyszał: Cokolwiek zwią­żesz na zie­mi, będzie związane i w niebie, a cokolwiek roz­wią­żesz na ziemi, będzie roz­wiązane i w niebie? Jego to rolę w owym związywaniu i roz­wią­zy­wa­niu pełnią ci, któ­rym wiara i cnoty zapewniają wła­dzę nad duszami. Po to jednak, by człowiek z zie­mi posiadł tak wielką potęgę, Stwórca nieba i zie­mi zstą­pił na ziemię z nieba. Jeśli ciało może dziś sądzić na­wet duchy, to godności tej raczył mu użyczyć Bóg, któ­ry stał się dla ludzi cia­łem. Nasza słabość dlatego tyl­ko wzniosła się tak wysoko ponad siebie samą, że moc Boża zniżyła się aż do słabości.

7. Piotr: Rozumowanie to w pełni wyjaśnia cud dokonany.

WsteczII księga Dialogów DalejII księga Dialogów