Jak Benedykt napisał regułę dla mnichów

1. Grzegorz: Chętnie długo jeszcze opowia­dał­bym, Piot­rze, o tym czcigodnym Ojcu, lecz niektóre rzeczy umyśl­nie pomijam, bo pragnę ci jeszcze przedstawić dzie­je również i innych świętych mężów. Musisz wszak­że wiedzieć, iż sługa Boży, Benedykt, wśród ty­lu cudów, jakimi dał poznać się w świecie, zasłynął rów­nież swoją mądrością. Napisał bowiem Regułę dla mnichów wyróżniającą się jasnością sądów i przej­rzystością sformułowań. Ktokolwiek za­tem prag­nie dokładniej poznać jego charak­ter i życie, odnaj­dzie bez trudu w owej Regule ca­łą osobowość Mist­rza, bo święty mąż nie mógł ina­czej postępować niż sam nauczał.

 

Jak Benedykt zapowiedział swoją śmierć braciom

 

1. W roku, w którym miał ten świat już opuś­cić, dzień świętej swojej śmierci przepo­wie­dział i tym ucz­niom, co z nim razem byli i tym, co mieszkali da­leko. Znajdującym się przy nim nakazał milczenie, nie­obecnych zaś po­uczył, po jakim znaku poznają, że du­sza je­go opuściła ciało.

2. Na sześć dni przed śmier­cią polecił otwo­rzyć swój grobowiec. Wkrótce też dos­tał silnej go­rączki, która bardzo go męczyła. Z dnia na dzień stan jego się pogarszał, dnia zaś szós­te­go poprosił uczniów, by zanieśli go do ora­to­rium, gdzie przyjął Ciało i Krew Pana, umac­nia­jąc się na drogę do wieczności. Później wstał wspierając swe osłabione członki na ra­mio­nach uczniów, pod­niósł ręce do nieba i wśród słów modlitwy wydał os­ta­tnie tchnie­nie.

3. Tegoż dnia, dwaj jego uczniowie, jeden w swo­jej ce­li, drugi zaś przebywający daleko, mieli takie sa­mo, całkiem identyczne widze­nie. Ujrzeli mianowicie dro­gę usłaną kobierca­mi i jaśniejącą niezliczonymi po­chodniami, która, prosto ze wschodu, wiodła od ce­li Bene­dykta aż do nieba. Stał nad nią mąż pro­mien­ny nakazujący cześć swoją postawą i ten ich za­py­tał, co to jest za droga. A gdy uczniowie wyznali, że nie wiedzą, on sam im wyjaśnił: „Jest to droga, któ­rą umiłowany przez Pana Benedykt wstąpił do nie­ba”.
Jak zatem obecni przy nim uczniowie pa­trzyli na śmierć świętego męża, tak i nieobec­ni zrozumieli, że umarł, ujrzawszy znak zapo­wiedziany.

4. Pochowano go w kap­licy św. Jana Chrzci­ciela, którą sam zbudował na miejscu oba­lo­ne­go ołtarza Apollona.

 

O świętej grocie

 

1. Jeszcze i dzisiaj, jeśli wiara proszących jest do­sta­tecz­nie silna, dzieją się cuda w owej grocie w Sub­la­cus, gdzie na początku miesz­­kał. Niedawno właśnie mia­ło miejsce takie oto wydarzenie: Pewna kobieta osza­lała i tak cał­ko­wicie straciła rozum, że dzień i noc błą­dziła po górach i dolinach, po lasach i po­lach, zatrzymując się tylko wtedy, gdy ją znużenie zmu­szało do odpoczynku. Wreszcie jednego dnia po bar­dzo długiej wędrówce trafiła do gro­ty świętego mę­ża Benedykta, nie wiedząc, co czyni, weszła do niej i tam noc przespała. Ra­no zaś wyszła tak zdrowa na umyśle, jakby nigdy w ogóle nie była szalona. I przez całe swo­je życie to zdrowie zachowała.

2. Piotr: Jak można wytłumaczyć, że rów­nież mę­czen­nicy mniej sprawiają cudów tam, gdzie leżą ich cia­ła niż przez same relikwie, największe zaś tam, gdzie nic z nich nie pozos­tało?

3. Grzegorz: Tam, gdzie spoczywają ciała mę­czen­ni­ków, mogą oni, Piotrze, na pewno czynić wiele cu­dów. Czynią je też, dla serc czystych działają ich nie­zliczone mnóstwo. Ponieważ jednak wiara nazbyt sła­ba zwątpiła­by łatwo, czy mogą również wy­słu­chi­wać próśb zanoszonych w takich miejscach, gdzie nie są obecni przez swoje ciała, dlatego trzeba, by właś­nie tam działy się cuda największe, gdzie ich obecność nie jest dla wszystkich oczywista. Ci jednak, co duchem trwają w Bogu, więcej za­sług zyskują swoją wiarą, jeśli i tam, gdzie nie ma ciała męczennika nie wątpią, że może on ich wy­słu­chać.

4. Dlatego też i Ten, który sam jest Praw­dą, po­wie­dział swoim uczniom, aby wzmocnić ich wiarę: Jeś­li nie odejdę, Paraklet nie przyj­dzie do was. Wiemy przecież, że Duch Para­­klet zaw­sze pochodzi od Ojca i Syna, dlaczego więc Syn mó­wi, że musi odejść, aby Duch przyszedł, jeśli Duch zawsze jest z Synem? Otóż uczniowie widząc Pa­na w ciele pragnęli­by Go stale oglądać cielesnymi ocza­mi, toteż słusznie im mówi: „Jeśli ja nie odejdę, nie przyjdzie Paraklet”. To jest tak, jakby po­wie­dział wyraźnie: Jeśli wam nie zabiorę mego ciała, nie zdo­łam ukazać, czym jest miłość Ducha; jeśli nie przes­taniecie oglądać mnie w ciele, nie nauczycie się nigdy kochać mnie miłością duchową.

5. Piotr: Podoba mi się to, co mówisz.

Grzegorz: Przerwijmy teraz na chwilę roz­mowę. Jeśli chcemy opowiadać jeszcze o cu­dach innych świę­tych, musimy najpierw mil­czeniem pokrzepić na­sze siły.

WsteczII księga Dialogów