Blog

Instytut Sióstr Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu to wspólnota mniszek adorujących nieustanne Najświętszy Sakrament. Założona przez Matkę Mechtyldę od Najświętszego Sakramentu w XVIII w we Francji.

Mniszki żyją życiem monastycznym, przepełnionym modlitwą, kontemplacją Bożej obecności. Codzienne prace i obowiązki wypełniane z miłością dla Tego któremu oddały swoje życie, sprawowanie oficjum, życie regułą św. Benedykta realizuje się w słowach „Niech we wszystkim będzie Bóg uwielbiony”.

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja na Wielki Czwartek

Mam zwyczaj co rok uroczyście obchodzić w dniu dzisiejszym święto najświętszych pragnień godnego uwielbienia Serca Jezusa, a to ze względu na słowa, jakie podaje nam Kościół w świętym oficjum: Desiderio desideravi — „Gorąco pragnąłem” (Łk 22,15). Tymi słowami wyraża Jezus nieskończone swe pragnienie dania się ludziom, by ich przyciągnąć i zjednoczyć z sobą.

Cały dzień byłam zajęta wielbieniem i podziwianiem pełnych miłości pragnień Jezusa. I zastanawiałam się, dlaczego chciał się dać ludziom przez ustanowienie Sakramentu swojego uwielbionego Ciała, zanim za nich cierpiał; czemu dał swe Ciało i Krew tylko dwunastu Apostołom, a nie dał go tylu uczniom i niewiastom, które Mu towarzyszyły. Zrozumiałam przyczynę tego: Apostołowie mieli być fundamentem Kościoła, przywódcami i bohaterami, dzięki którym Ewangelia miała zostać zaniesiona na cały świat. Jezus, dając im Komunię swymi świętymi rękami, tchnął w nich łaskę i źródło łaski, aby była udzielana wszystkim ludziom. Jako Głowa zjednoczył w sobie wszystkich w osobach Apostołów. Ujrzałam też, dlaczego ustanowił nasz Boski Sakrament, zanim wycierpiał mękę — mógł to uczynić podczas konania w Ogrójcu lub na krzyżu. Stało się tak, by na mocy Najświętszego Ciała i Krwi, których udzielił Apostołom, zjednoczyć ich ze swoją Boską Osobą, a w nich wszystkich ludzi, aby ich zjednoczyć z sobą w ofierze, jaką miał za nich złożyć; żeby wszyscy cierpieli razem z Nim i dzięki temu zjednoczeniu wysłużyli sobie moc i łaskę do znoszenia wszelkich udręk i cierpień — każdy według swego stanu.
CC 83 (682)

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja na święto św. Benedykta

(…) Chcę wam powiedzieć parę słów o tym, jak [św. Benedykt] opuścił świat i poszedł na pustynię; o jego życiu tak bardzo podobnym do życia Jezusa Chrystusa, iż można powiedzieć, że było jedną z najwierniejszych jego kopii, w myśl słów św. Pawła: „Już nie ja żyję, ale Chrystus żyje we mnie“ (Ga 2,20).

Można by rzec, że został poprowadzony na pustynię, tak samo jak jego Boski Mistrz, po to, by być tam kuszonym i własnym przykładem pouczyć nas, wszystkie swoje dzieci, jak mamy z wielką odwagą zwyciężać pokusy nieprzyjaciela (…). Nie mam zamiaru, nakłaniać was do rzucania się w ciernie jak św. Benedykt, gdy atakuje was pokusa; lecz zachęcam, po pierwsze, do szukania jak on ratunku w modlitwie — ustnej i myślnej; po drugie, do rzucenia się w ramiona Boga, by tam przetrwać ukłucia i ciernie pokus, cierpliwie, tak długo, aż spodoba Mu się uwolnić was od nich.

Wyobraźcie sobie, tego młodziutkiego świętego, jak opuszcza dom rodzinny, porzucając wszystkie przywileje swego pochodzenia, ogarnięty wielkim światłem i łaską. W nim poznał, że nie wolno nic stawiać nad Boga. Opuszcza bez namysłu wszystkie wielkości, bogactwa i zaszczyty, o które mógł się ubiegać, i już odtąd nie powraca myślą do tego wszystkiego. Pojął, że tylko Bóg jest wielki. Wobec Niego cała reszta wydała mu się takim drobiazgiem, że uznał ją za nic w porównaniu ze szczęściem posiadania Boga. To go skłoniło do ucieczki i do szukania Boga na pustkowiu. Wychodzi z domu i powierza się Opatrzności, nie zważając na to, co się z nim stanie, ani nie wiedząc, dokąd ma iść. Gdyby wtedy ktoś spytał św. Benedykta, dokąd się udaje, pewnie odpowiedziałby, że szuka Boga, który sam tylko jest mocen zaspokoić jego pragnienie.

Podziwiajcie odwagę św. Benedykta. Nie tylko opuszcza bogactwa i zaszczyty, ale nie troszczy się o własny los i wypowiada sobie wojnę podejmując czuwania, posty i inne surowości, jakie praktykował na tym strasznym pustkowiu w swej najwcześniejszej młodości. A świadkiem tego był tylko Bóg. Ach, gdybyśmy mogły wejść do tej pieczary skalnej, by zobaczyć, co robi, czym się zajmuje w tej głębokiej samotności, wyszłybyśmy stamtąd przepełnione podziwem. Nie bez przyczyny św. Benedykt w każdej okoliczności skłania i zachęca swoje dzieci do samotności. Zna lepiej niż ktokolwiek płynące z niej korzyści. Był przecież doskonałym pustelnikiem nie tylko dlatego, że dzikość jego pustelni nie pozwalała na żadne kontakty z ludźmi, lecz dlatego, że jego serce i dusza były od nich całkowicie oderwane.

Być może powiecie mi, że warunki, w jakich żyjecie, nie pozwalają wam naśladować przykładu św. Benedykta, ponieważ z racji na pełnione obowiązki i na wasze zajęcia, musicie mieć do czynienia ze stworzeniami; że jesteście uzależnione od przełożonych; że nie możecie robić tego, co byście chciały; że niesłychanie trudno zachować samotność wśród tylu różnych usposobień, tak sprzecznych z waszym (…), które wzbudzają w was wielką antypatię.

Przyznaję, że na pustyni nie ma tych wszystkich trudności, ale miałybyście inne, i te wszystkie wymówki nie mogą was dyspensować od życia samotnego, choć bez udawania się na pustynię. Prawdziwa samotność nie polega na tym, żeby być samym, lecz na tym, aby sercem i duszą nie lgnąć do stworzeń, zawsze zachowując swą wolność, posługując się rzeczami stworzonymi tylko tyle, ile to jest konieczne. W ten sposób możecie być wśród stworzeń równie samotne jak na pustyni.

(…) Powiecie mi, że to łatwo mówić, a tymczasem wy musicie przebywać z osobami, do których czujecie antypatię, które was bez przerwy drażnią itd.

Wszystko to stanowi przedmiot waszych ofiar i okazję do zasługi — o ile będziecie wierne; lecz uważajcie: chodzi o to, by się dobrowolnie nie zajmować niedoskonałościami, błędami, słabościami innych — tym czymś nieuchwytnym w tej czy owej, co nam się nie podoba — i nie mówić na ten temat, (…) bo od chwili, kiedy będziecie widziały w nich co innego niż Boga, utracicie zasługę [wiary] (…).
CC 58 (2291)

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię święta św. Benedykta

(…) Chcę was zachęcić do radości z faktu, że jesteście córkami tak świętego Ojca [św. Benedykta]. Nie uchybiając żadnemu świętemu, mogę chyba powiedzieć, że on jest największym świętym w niebie — z wyjątkiem św. Józefa, któremu przypadło tam miejsce zupełnie niezwykłe. Wielka to łaska posiadać tak świętego Ojca. Ponieważ zaś ojcowie prawdziwie kochający swoje dzieci cieszą się ich szczęściem i starają się jak mogą, aby je im zapewnić, nie wolno nam wątpić, że nasz wielki święty darzy swoje dzieci szczególnymi względami.

Przy okazji powiem wam, że jesteśmy ostatnimi co do czasu, które otrzymały to, co najwspanialsze w naszym zakonie. Tak, mam na myśli nieustającą adorację. Wszak stanowi ona wewnętrzną Laus perennis (nieustające wychwalanie Boga). W początkach zakonu istniała zewnętrznie i dobrze by było, gdyby jeszcze trwała; my jednak utrzymujemy ją wewnętrznie, zmieniając się bez przerwy, dniem i nocą na adoracji. Wywiązujmy się zatem jak najlepiej z zadania, jakim obdarzyło nas serce naszego błogosławionego Ojca. Umierając płonął jak żertwa, aż gwałtowność ognia pozbawiła go życia. Te łaski nam przypadły w udziale. Musimy więc żyć w duchu świętości naszego Ojca. Przecież sam Bóg mówi do nas: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” (Kpł 11,44). Czy nie doświadczamy w sobie tej łaski, szepczącej nam bez ustanku te same słowa: „Bądźcie święte, ponieważ ja jestem święty”?
CC 56 (3129)

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię Objawienia Pańskiego

Jutro będziemy święcić uroczystość Epifanii, czyli Objawienia się Jezusa świętym Królom-Mędrcom, przybyłym do stajenki betlejemskiej, aby złożyć Mu cześć i hołdy. To święto, moje Siostry, powinno nas przepełnić szczególną pobożnością, ponieważ odpowiada nam bardziej niż jakiekolwiek inne; bliskie jest duchowi naszego powołania do adorowania w Najświętszym Sakramencie tego samego Jezusa Chrystusa. W nim są zawarte wszystkie inne tajemnice Jego świętego życia. Dlatego [w Najświętszym Sakramencie] możecie adorować Dzieciątko razem ze świętymi Królami, możecie mówić jak oni: „Ujrzeliśmy Jego gwiazdę i przybyliśmy oddać Mu pokłon“ (Mt 2,2). Waszą gwiazdą było powołanie do Instytutu i chociaż nie była ona widzialna, jak w wypadku Mędrców, otrzymałyście wewnętrzne natchnienie łaski, co jest pewniejsze niż znaki zewnętrzne.

A więc ujrzałyście Jego gwiazdę i przyszłyście Go adorować. Jak długo ma trwać i jak daleko ma się rozciągać wasza adoracja? Przez wszystkie chwile życia i na całą waszą istotę. Nazywają nas córkami Nieustającej Adoracji. O, Siostry! Nie nośmy na próżno tej pięknej nazwy! Nie bądźmy tylko pozorem adoratorek; z całej naszej mocy odpowiedzmy temu wezwaniu i Bożemu wybraniu do nieustającej adoracji. Czy Bóg potrzebował nas do tego i czy jesteśmy do tego zdolne, my, biedne, nędzne stworzenia, które same z siebie nie potrafią nic dobrego zrobić — bez pomocy Jego łaski? Czyż nie ma On milionów aniołów i duchów niebieskich, które ustawicznie, w sposób doskonały Go adorują — nawet w naszych kościołach, które przepełniają rzesze aniołów? Jest to prawdą, choć zakrytą przed naszym wzrokiem. Bóg jednak wybrał nas i chce, byśmy miały przywilej wielbienia Go na równi z aniołami, jako wieczyste adoratorki. Powinnyśmy być święcie dumne z tak wspaniałego powołania!

Chcąc się z niego wywiązać, nie wystarczy jednak spędzić godzinę czy pewien czas w chórze w Jego obecności. Nasza adoracja ma być nieustająca, ponieważ ten sam Bóg, którego adorujemy w Najświętszym Sakramencie, jest z nami zawsze obecny, na każdym miejscu. Trzeba, byśmy Go wielbiły w duchu i w prawdzie (por. J 4,23): w duchu, przez święte skupienie wewnętrzne; w prawdzie, wykonując wszystkie nasze obowiązki tak, by były nieustającą adoracją dzięki wierności w oddaniu się Bogu we wszystkim, czego się od nas domaga, bo w momencie gdy uchybiamy wierności — przestajemy adorować.

Moje Siostry, Instytut po to powstał, byśmy zostały wieczystymi adoratorkami. Jesteście do niego powołane. Do was zatem należy napełnić go łaską i świętością, stając się prawdziwymi adoratorkami, wielbiącymi [Boga] w duchu i w prawdzie. Tak, oto cała wasza troska i staranie: adorować majestat Boga w duchu i w prawdzie, w odpowiedzi na wasze wybranie. W duchu, czyli w pewności wiary we wszystko, czym Bóg jest sam w sobie, choć tego nie pojmujecie, wierząc w Jego wielkość i Boskie doskonałości zasługujące na wasze hołdy, cześć i adorację; w prawdzie, wielbiąc Go całą waszą istotą. Niech się nie znajdzie w was nic, czego byście nie chciały Mu dać i złożyć w ofierze, by Go wielbić z całą doskonałością, do jakiej jesteście zdolne, i z całego serca. (…)

Jeszcze raz powtarzam: czy dobrze rozumiemy łaskę udzieloną nam przez naszego Pana, łaskę wybrania do ciągłej adoracji — nas, które ledwie zdołamy o Nim myśleć i w Jego obecności jesteśmy jak słabe muszki? Kiedy chcemy się odrobinę dźwignąć do Boga przez kontemplację, natychmiast opadamy. Roztargnienia umysłu i wyobraźni, ciemności, własna nasza nędza są tak wielkie… Choćbyśmy miały najszczerszą wolę, niemożliwością jest utrzymać zawsze nasz umysł spokojnie wzniesiony ku Bogu, a nasze adoracje na ziemi są krótkotrwałe w porównaniu z adoracją aniołów i błogosławionych w niebie.

Dlaczego więc, Boże, wybrałeś właśnie nas, biedne i nędzne stworzenia? Czy Ci nie wystarczają uwielbienia tak święte i doskonałe, jakie przynoszą Ci aniołowie i święci? A jeśli nie wystarczają, czy nie możesz stworzyć jeszcze nieskończonej liczby innych, podobnych do tych, których już stworzyłeś, by Ci składali uwielbienia godne Twojego Boskiego Majestatu? Nie, Boże mój. Ty chcesz, byśmy z niebianami dzieliły zaszczyt wiecznego wielbienia Cię i już tu, na tym świecie, rozpoczęły to, co mamy kontynuować przez całą wieczność. O, moje Siostry, powtarzam: jaka to wielka łaska! Zapewniam was, że ją poznamy dopiero w wieczności. (…)

Chcąc adorować, niekoniecznie trzeba wciąż powtarzać: „Boże, wielbię Cię“. Wystarczy, jeśli posiadamy pewnego rodzaju wewnętrzną skłonność ku Bogu obecnemu; głęboki szacunek i cześć dla Jego wielkości; wiarę w obecność Boga w nas — bo tak jest naprawdę: Przenajświętsza Trójca czyni sobie w nas mieszkanie. Ojciec działa w nas przez swą potęgę, Syn przez mądrość, a Duch Święty przez dobroć. A zatem Bóg majestatu przebywa we wnętrzu waszych dusz i tam macie Go ustawicznie adorować. Połóżcie od czasu do czasu rękę na sercu, mówiąc sobie: „Bóg jest we mnie. Nie tylko podtrzymuje moje istnienie, jak w stworzeniach nieożywionych, lecz działa, by mnie podnieść do najwyższej doskonałości, o ile nie będę stawiała przeszkód Jego łasce”. Wyobraźcie sobie, że mówi do was wewnętrznie: „Zawsze jestem w tobie, trwaj zawsze we Mnie, myśl o Mnie, a Ja będę myślał o tobie i zatroszczę się o wszystko inne. Bądź cała dla mnie, jak Ja dla ciebie, żyj tylko dla Mnie“ — jak mówi Pismo święte: „Kto Mnie spożywa, będzie żył dla Mnie, będzie we Mnie trwał, a Ja w nim“ (J 6,56-57). (…)

Z powołania i dzięki profesji macie być prawdziwymi i wieczystymi adoratorkami Jezusa Chrystusa. O to macie się starać, w tym kierunku ma iść wasz zapał. Starajcie się z największą żarliwością i doskonałością wywiązać z zadań adoratorek.
Ale może mi któraś z was powie: „Wcale nie czuję tego wielkiego zapału; nie odczuwam płomiennej miłości, która by mnie pociągała do adorowania Jezusa Chrystusa tak, jak to Matka przedstawia”. Nie szkodzi, wystarczy, że będziecie działać w wierze, oddając wasze hołdy i cześć Jezusowi Chrystusowi jakby ponad wami samymi. Smak i odczuwanie nie są konieczne. [Gdy ich zabraknie] wasza adoracja będzie czystsza i doskonalsza, bo dusza posiadająca wiarę żywą, a nie odczuwaną, czyściej wznosi się do Boga, doświadczając ponad zmysłami, czym jest Bóg sam w sobie, w swej wielkości, świętości i majestacie.

Nie zatrzymujcie się więc na tym, co odczuwają zmysły, lecz na tym, czego żąda od was wiara, i za nią podążajcie. Ona jest waszym światłem, by dać wam poznać Boga, który wezwał was w swej nieskończonej miłości do nieustannej adoracji (…)

Oto nasze zadanie, Siostry; to jest doskonałość, do której nas Bóg powołuje. Dla waszej pociechy chcę wam powiedzieć, że jeżeli jej jeszcze nie osiągnęłyście, to wystarczy, byście z całego serca do niej dążyły. Nie musimy za jednym zamachem stać się doskonałymi, ale pod grozą grzechu śmiertelnego mamy obowiązek do niej dążyć; mają to czynić — zdaniem niektórych teologów — nawet wszyscy chrześcijanie. Zwróćmy jednak uwagę, że nasze zobowiązanie jest podwójne, z racji złożonej profesji.

Pracujmy więc solidnie, by wiernie odpowiedzieć temu, co obiecałyśmy Bogu. Do nas należy rozpatrzenie tego i zbadanie siebie. Zacznijmy adorować Jezusa Chrystusa w duchu i w prawdzie, być rzeczywiście wieczystymi adoratorkami. Adorujmy Go wszędzie i we wszystkim, co robimy! Nic nie może być z tego wyjęte. Zapytacie: „Co? jedząc?” Tak, bo nie robicie tego jak zwierzęta, dla własnego zadowolenia, lecz z szacunku i w poddaniu woli Bożej, żeby nabrać sił do służenia znowu Jego Majestatowi. Przez taką intencję uświęcicie tę czynność i inne, podobne, które same przez się są tylko naturalne. Dzięki temu będziecie podtrzymywać ducha adoracji, a jeżeli będziecie wierne, doprowadzi was to do najwyższej świętości, skłaniając was do nieustannej ofiary. Ona sprawi, że umrzecie waszym namiętnościom i nieuporządkowanym skłonnościom, wreszcie wszystkiemu, co się sprzeciwia waszemu uświęceniu, a jednocześnie uczyni z was prawdziwe żertwy, zawsze składane w ofierze na cześć i chwałę Boga.
CC 44 (2338)

Z pism M. Mechtyldy - Z listu o Bożym Narodzeniu

Propter nimiam caritatem — „Dla zbyt wielkiej miłości…” (Vulg. Ef 2,4) O zbyt wielka miłości Ojca Przedwiecznego, że dał nam własnego Syna; zesłał Go ze swego łona w łono Dziewicy i przez Nią dał Go światu. Prawda, wcielenie Słowa oddaje nieskończoną chwałę Ojcu, lecz posiada zarazem nieskończoną wartość dla nas. Jeżeli Narodzenie ogarnia swą mocą Osobę Boga stającego się dzieckiem, to dla nas jest korzyścią, że staje się On naszym bratem, bierze na siebie nasze sprawy, dokonuje naszego pojednania i wkłada nam na nowo w ręce dziedzictwo utracone przez grzech.

Ten Bóg-Dziecko ukrywa swą moc i Boski majestat w słabości i maleńkości dziecięctwa i sprowadzając się niejako do nicości, przyciąga nas do miłości swojej. Chce, byśmy swobodnie zbliżali się do Jego wielkości, i dlatego ukrywa swój blask w ciemnościach, słabości, ubóstwie, milczeniu, w zawierzeniu i bezwarunkowym uzależnieniu się, tak iż niemożliwością jest dostrzeżenie jakiegokolwiek śladu Bóstwa inaczej, jak tylko oczyma wiary. Płacze, drży z zimna, cierpi. Zobaczcie: czy tak wyglądają cechy Boga?

O, Słowo Ojca niebieskiego, pogrążone w głębokim milczeniu, które jednak przemawia w głębi naszych serc i słowami Ewangelii zachęca, by do Niego przyjść: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy jesteście obciążeni, uciśnieni, przytłoczeni troskami, nędzami, grzechami… Przyjdźcie do Mnie, a Ja was pokrzepię” (por. Mt 11,28). Przyszedłem na ziemię po to, by ponieść wasze słabości i uwolnić was spod tyranii waszych grzechów i nędz.

Jezus jest twoim oparciem i krzywdzisz Jego miłość i dobroć, jeżeli nie wierzysz w to z całych sił. On chce być uzupełnieniem wszystkiego, czego ci brak, a ponieważ nie masz nic godnego Boga, by ułagodzić Jego gniew, On wkłada się w twoje ręce, by stać się twoją hostią, twoją ofiarą pojednania i ekspiacji. Chce, byś znalazła w Nim to wszystko, czego ci brakuje, i byś przez Niego miała czym zadośćuczynić Bogu.

Kochaj Jezusa, którego miłość przekształca w dziecko. Tak, miłość czyni z Niego bardzo maleńkie dzieciątko, by dać ci do Niego przystęp i zranić twoje serce czułością tak rozkosznej miłości. O, Miłości! Miłości! Miłości! Kto kiedykolwiek zdoła zrozumieć, że miłość ma moc sprowadzić Boga do stajni na siano? O, boskie upojenie, które każe Bogu zapomnieć o Jego wielkości, by przyjść zamieszkać z tobą! Ach, jeśli nie możesz wpaść w zachwyt z podziwu dla tej miłości, to przynajmniej zanurz się w małości i nicości, świadcząc przez takie wyniszczenie, że nie jesteś godna tego pojąć, a to uniżenie zastąpi brakującą ci miłość.

Zwróć się do Najświętszej Matki tego Bożego Dziecięcia, którą widzisz u stóp żłóbka. Proś Ją, by nauczyła cię kochać Je i adorować. Trwaj ze czcią w świętej obecności Maryi i św. Józefa i włączaj się w hołdy, jakie Mu składają. Wniknij w duchu w ich święte usposobienie. Płoń z miłości — przynajmniej wolą — wraz z tymi dwoma serafinami, którzy nieustannie kochają, podziwiają i adorują Boga-Dziecko. Pozostawaj w stajence, którą powinnaś uważać za pałac Jezusa-Króla, a żłóbek za tron, na którym uniża się Jego wielkość. Jego Najświętsza Matka nauczy cię, jak masz Mu okazywać cześć. Nie zapominaj pozdrawiać codziennie Dziecko i Matkę. Proś ich pokornie o błogosławieństwo i o łaskę, by w twej duszy wyryły się święte skutki Jego narodzin. Zapomnij o sobie i o swoich sprawach. Niech w twoim sercu przebywa radość i wdzięczność. Stań się małą, łagodną, prostą, uległą, niewinną, pokorną, cierpliwą jak Jezus i bądź wraz z Nim jedną żertwą złożoną w ofierze Ojcu Przedwiecznemu.
CC 25 (2394)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja na święto Oczekiwania Najświętszej Maryi Panny

Dziś jest święto płomiennych pragnień Najświętszej Dziewicy. Jako córki tej Bożej Matki mamy je obchodzić z całym żarem serca; z wciąż ponawianym pragnieniem narodzin Boskiego Zbawcy w naszych duszach. Zakonnica-żertwa powinna pragnąć tylko chwały Boga oraz własnego wyniszczenia i unicestwienia. Ma się zajmować tylko tym i samym Bogiem. Niech się przyzwyczaja chcieć we wszystkim tylko Jego, żyć wiarą w Jego obecność w nas, niech pragnie, aby wyłącznie On w niej panował.

Pragnijcie więc przyjścia Jezusa Chrystusa, ponieważ to On chce, by tego pragnąć. Szczęśliwe te, które będą bardzo pragnęły: wcześniej czy później Go posiądą. Spójrzcie na Zacheusza, jak bardzo chciał zobaczyć naszego Pana i poznać Go. Nie mógł z powodu tłumu. Wspina się więc na sykomorę, obok której miał przechodzić dobry Mistrz, a Ten mówi mu: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać u ciebie” (Łk 19,5). Zwróćcie uwagę, z jaką radością nasz Pan patrzył na jego zapał. Jak szczęśliwa dusza, która po długiej tęsknocie za Jezusem Chrystusem wreszcie Go posiadła i doświadcza skutków Jego boskiej obecności — nie zmysłami, lecz wiarą! Wiara podnosi ją ponad nią samą, ponad stworzenia i wszystko, co ludzkie. Jaka jest szczęśliwa umiejąc poprzestawać na Bogu; adorować Go w swym wnętrzu dzięki tajemniczemu przylgnięciu do Jego działania.

Nie martwcie się, jeśli nie macie takich świateł i poznania, jakich byście pragnęły. Są dusze ulegające niepokojom z powodu swojego ubóstwa. Trochę cierpliwości! Jeszcze nie nadszedł czas wyznaczony przez Boga. On pracuje około swojego dzieła. Jeszcze nie jesteście zdolne do przyjęcia Jego darów i łask. Działaniu Bożemu w was stawia opór podłoże pychy. Gdyby nam odkrył to, czego w nas dokonuje bez naszej wiedzy, upoiłybyśmy się sobą sądząc, że zostałyśmy wyniesione do bardzo wysokich stanów duszy. Bóg widząc w nas to podłoże zła zanurza nas w udrękach, pokusach itd. Musicie więc nie tylko pragnąć przyjścia Boskiego Zbawcy, ale i przygotować się do tego milczeniem trzech władz duszy: milczeniem pamięci, milczeniem rozumu i milczeniem woli.
CC 11 (173)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja na Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny

Tota pulchra es Maria et macula non est in te — „Cała piękna jesteś, o dostojna Maryjo, i nie ma w Tobie skazy“ (antyfona; por. Pnp 4,7). Duch Święty zachował Cię od grzechu pierworodnego nie chcąc, by Twoje dziewicze ciało, z którego miało zostać utworzone święte Człowieczeństwo Jezusa, było skalane. Ach, jak jesteś szczęśliwa i milion razy szczęśliwa, że nigdy, ani na moment nie trwałaś w buncie przeciw Bogu; żeś Go nigdy nie zasmuciła w swym sercu jak my, którzy czynimy to codziennie przez nasze niewierności. O nieskończone szczęście; chciałabym móc nieustannie mówić: O, Maryjo, córko św. Anny i św. Joachima, chwało swojego ludu, jakże jesteś nieskończenie szczęśliwa, że nigdy nie było w Tobie grzechu. Jesteś błogosławiona od świętego momentu Twojego Niepokalanego Poczęcia. Zdaniem niektórych Ojców Kościoła oglądałaś Boga w Jego Boskiej istocie, a Twoja maleńka dusza wyprowadzona z niebytu już od tej chwili była doskonale z Nim zjednoczona; On ją ukochał przebóstwiającą miłością, ona trwała w Nim poprzez całkowite wyniszczenie siebie. Tyś poznała Boga i nigdy nie ściągnęłaś na siebie Jego niezadowolenia.

Tota pulchra es Maria et macula non est in te; tu gloria Jerusalem, tu laetitia Israel, tu honorificentia populi tui. – „Cała piękna jesteś, Maryjo, i nie ma w Tobie skazy; Tyś chwałą Jeruzalem, Tyś radością Izraela, Tyś chlubą swego narodu” (antyfony; por. Pnp 4,7; Jdt 15,9). Winszujemy Ci, piękna Królowo, przedmiocie upodobania Najświętszej Trójcy. Radujemy się z Twojego wiecznego wybrania i uznajemy Cię, już od momentu Twego Niepokalanego Poczęcia, za Panią i Królową naszych serc. Składamy Ci hołdy, cześć i poddajemy się Twej władzy jako Wybrance Ojca, Umiłowanej Syna i Rozkoszy Ducha Świętego. Od tej drogocennej chwili stałaś się świątynią uwielbionej Trójcy, a Bóg nigdy, ani na chwilę nie rozłączył się z Tobą. O, jakaż niepojęta łaska, której nie mogę się dosyć nadziwić ani wysławiać jej tak, jak na to zasługuje — która utrzymywała Cię zawsze w doskonałym zjednoczeniu z Bogiem; zawsze byłaś posłuszna Jego prawom, zawsze ożywiona Jego Duchem, zawsze wierna: Virgo Fidelis – „Panno wierna”. I zawsze płonąca Jego miłością, żyjąca w Nim i z Niego samego — w sposób niewytłumaczalny i niepojęty dla ludzkiego umysłu.

Tota pulchra es Maria – „Cała piękna jesteś, Maryjo” (por. Pnp 4,7). O najpiękniejsza z pięknych (por. Pnp 5,9), Tyś została w chwili poczęcia przyozdobiona takim pięknem, że zachwyciło ono serce samego Boga. O pierwsza piękności, która przyciągasz do siebie całą Trójcę Świętą. Tak, moja najdostojniejsza Królowo, jesteś przedmiotem zachwytu całego dworu niebieskiego i samego Boga, i można powiedzieć z głęboką czcią, że On zapragnął Twojej drogocennej piękności. Nie dziw się temu, bo jesteś arcydziełem Jego rąk! Wszechmoc przyozdobiła Cię wszystkimi łaskami i najświętszymi, najrzadszymi przymiotami, jakie tylko Bóg może stworzyć, bo po Nim nikt nie jest tak wielki ani tak dostojny jak Ty — w sposób tak przedziwny i wzniosły, że można by Cię wziąć za samego Boga, gdyby wiara nie powstrzymała serca i umysłu tego, kogo zaszczycasz, ukazując mu i objawiając coś z Twoich wielkości.

Tota pulchra es Maria – „Cała piękna jesteś, Maryjo” (por. Pnp 4,7). O cudowna piękności, oczyść czystością Twego Niepokalanego Poczęcia wszystko, co się poczyna w mojej duszy, sercu i umyśle. Dzięki najwyższej władzy, jakiej udzieliła Ci Najświętsza Trójca nad Kościołem, nad duszami poświęconymi Tobie, a zwłaszcza nade mną, Twoją niegodną niewolnicą, oczyść wszystkie moje myśli, poruszenia i czyny, pragnienia i uczucia. Niech już nie panuje we mnie nic poza czystą miłością do Jezusa, która dała początek Twojemu życiu i sprawiła jego spełnienie. A ponieważ moje naturalne poczęcie było splamione grzechem pierworodnym i życie moje jest pełne zepsucia, uproś mi dzisiaj miłosierdzie, bym się odnowiła i otrzymała jakieś współuczestnictwo w szczególnej i jedynej łasce Twojego Niepokalanego Poczęcia. Niech zostanę poczęta w Twym dziewiczym Sercu, o moja najdostojniejsza Królowo; za Twoją przyczyną niech wejdę wraz z Tobą w nowość życia, nie posiadając już innego niż to, jakie otrzymuję od Jezusa w Boskiej Eucharystii. Twoja łaskawość niech mnie przywróci do praw dziecka wobec do swego ojca; niechaj żyję Jego mistycznym Chlebem i niech każdy oddech mojego serca pozwala wzrastać we mnie Jego miłości aż do całkowitego przekształcenia w Niego. Wiem, że to jest Jego i Twoje pragnienie, i że podoba się Wam, gdy przedkładam Wam tak wielką prośbę, wykraczającą ponad moją nicość. Jestem niegodna posiadać tę łaskę, lecz od Twojej dobroci, moja Święta Pani, mogę wszystkiego oczekiwać. Wiesz o tym, że jesteś bez grzechu, a my — grzeszne: pomyśl o naszym nieszczęściu, rozważając łaskę, która Cię od niego uchroniła. Wystaraj się o nasze uwolnienie, wspomnij na naszą niedolę. (…)

Sicut lilium inter spinas — „Jak lilia pośród cierni” (Pnp 2,2). On strzegł Cię z cudowną troskliwością i od tej szczęśliwej chwili [Twego poczęcia] sprawił, że grzech nie miał do Ciebie przystępu, ukrył Cię w swoim łonie, abyś była Jego upodobaniem.

Tota pulchra es Maria — jesteś cała piękna i nade wszystko piękna, bo nigdy nie było i nie będzie istoty tak uprzywilejowanej jak Ty. O, cała piękna, idź, rosnąc z łaski w łaskę, z piękności w piękność, z dostojeństwa w dostojeństwo, aż staniesz się Matką Tego, który Cię uczynił i ukształtował — oto szczyt Jego miłości dla Ciebie. Ulituj się nad nami, o wszechpotężna Królowo nieba i ziemi! Ponieważ sam Bóg rozkochany w Twojej czystości Tobie się daje i poddaje, my składamy Ci teraz, w chwili Twego Poczęcia Niepokalanego ślub wieczystej niewoli. Uzależnić się od Ciebie na zawsze uważam za największą chwałę i zaszczyt.
CC 9 (2803)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja na II piątek Adwentu

Niech powiększą się wasze pragnienia i zapał waszych serc w oczekiwaniu na przyjście Jezusa. Zjednoczcie je z pragnieniami Najświętszej Dziewicy. Mówiłam wam już kiedyś, że jakkolwiek święte narodzenie przeminęło, to łaska tej tajemnicy odnawia się nieustannie w duszach, które się do niej przygotowują.

Jezus narodził się w każdym chrześcijaninie w chwili jego chrztu. Ponieważ jednak niewielu zachowuje tę bezcenną łaskę, Jego boska miłość przymusza Go do ponownego przyjścia i objawienia się w duszach przez ukształtowanie w nich swojego życia i cnót. Dlatego, kiedy spotykamy osobę bardzo pokorną i cierpliwą, winnyśmy dostrzegać w niej Jezusa, pełniącego na sposób Boski te wszystkie cnoty.

A zatem przyszedł i nieustannie przychodzi. To właśnie mówimy w responsorium brewiarzowym: Veniens veniet — „Przybywając, przybędzie”. O to właśnie trzeba Go ciągle prosić: Veni, Domine… — „Przyjdź, Panie…” i przygotowywać się do tej łaski przez milczenie, skupienie i pokój serca, w absolutnym oderwaniu się od siebie i od stworzeń. Bo tak właśnie żył Jezus na ziemi. Przebył swą drogę jako obcy i pielgrzym. A chociaż jest władcą stworzeń, znosił bezgraniczne ubóstwo. Tak właśnie my mamy żyć na ziemi, uważając się za obce, nie opierając się na żadnym stworzeniu; pamiętajmy, że nie tu jest nasza ojczyzna (por. Hbr 11,13-16; Flp 3,20), więc trzeba nam żyć w świętym ogołoceniu duchowym. Mówię: duchowym, bo co do bogactw doczesnych sądzę, że ani jedna z was nie chciałaby posiadać czegokolwiek. Można by jedynie zachować posiadanie własnego zdania, własnych uczuć, co stoi w wielkiej sprzeczności z obecnością w nas Jezusa.

Jest bardzo mało dusz, które by nie miały jakiegoś ukrytego przywiązania i oparcia w sobie lub w stworzeniach. Często [na przykład] ktoś upiera się przy własnych kaprysach i postępuje według nich. Ściąga to na duszę burze i zachmurzenia, które przesłaniają nam widok na piękne Słońce sprawiedliwości, utwierdzone na niebie naszej duszy jak na firmamencie. Czy nie jest to zdumiewające, że nosimy w sobie to piękne światło, a żyjemy w ciemnościach; że nie rozgrzewa nas ten niebiański ogień, który rozpala wszystkich serafinów? Skąd bierze się to nieszczęście? Stąd, że stawiamy przeszkodę jego łagodnemu oddziaływaniu: brak nam wiary, a jeżeli ją mamy, to nie czynimy z niej użytku. Nie żyjemy zgodnie z naszymi przekonaniami.

Wiara poucza nas, że Bóg jest niezmierzony, że wypełnia niebo i ziemię swym majestatem. Wiara nam mówi, że przebywa On w duszach w szczególny sposób i jest w nich wyryty niezmazalnymi zgłoskami. Powiem więcej: pozostaje On tam naprawdę nawet wtedy, gdy ktoś znieważył Go tysiącem grzechów śmiertelnych. To przerażające, ale jednak prawdziwe. Nie, nie, to nie są wymysły mojej głowy, lecz prawda wiary, która powinna nas nauczyć postępowania w głębokiej czci i adoracji Boga zawsze w nas obecnego.

Tak, w duszy przebywa cała Boska Trójca. Jeżeli zapytacie, gdzie Ona się znajduje: w głowie, sercu… odpowiem wam, że tak jak dusza przebywa w całym ciele i jest niepodzielna, podobnie Bóg wypełnia wszystkie władze naszej duszy. Jest wszędzie i we wszystkich jej częściach. A jakie jest Jego zajęcie? O, to jest niewyrażalne i niepojęte! Czyni w duszach to, co czynił odwiecznie: Ojciec rodzi Syna; Ojciec i Syn dają pochodzenie Duchowi Świętemu. Cała Boska Trójca kształtuje w nich Jezusa Chrystusa. Czyż nie mamy tu więc pięknego tematu do kontemplacji?

Sądzi się, że dusza kontemplacyjna to coś bardzo nadzwyczajnego — a przecież nic łatwiejszego. Kontemplować znaczy spoglądać na jakiś przedmiot. Wychodząc od prawdy wiary o obecności Boga w nas, pytam: czy nie jest to dość porywający temat, zdolny utrzymywać w podziwie i nieustannej kontemplacji?

Nie potrzeba szukać Boga w wielości praktyk. Kto szuka, nie posiada. Lecz należy w pokoju i słodyczy ducha kosztować tego nieskończonego skarbu, ponieważ posiadamy go nie mniej prawdziwie niż święci w niebie. O nieskończone szczęście, zbyt mało znane większości chrześcijan! Nie znają oni skarbu, który posiadają, a który został im dany przez Jezusa Chrystusa na chrzcie.

Róbmy użytek z tej prawdy, moje kochane Siostry, za pomocą tych kilku drobnych praktyk, o których mówiłam wam na początku. Ale przede wszystkim miejcie wielką miłość wzajemną, byście były jednym sercem i jedną duszą. O to Jezus modlił się do Ojca na krótko przed swą śmiercią. Mówił: „Mój Ojcze, spraw, aby byli jedno, jak Ty i ja jedno jesteśmy” (J 17, 22). O, zdumiewająca jedności!

Jezus chce, by ta miłość utrwaliła się wśród was. Ona już jest, ale nie tak doskonała, jak On tego pragnie. Pracujcie nad tym, zaklinam was. Nigdy nie mówcie o waszych Siostrach czegoś, co mogłoby je choć trochę umniejszyć. Jest to cnota bardzo delikatna: czasem wystarczy jedno słowo, by je zranić.

Pamiętajcie, że to miłość ma być oparciem i podtrzymaniem Instytutu Najświętszego Sakramentu. Gdyby, na nieszczęście, ta piękna cnota osłabła w waszych sercach, ujrzałybyście, że podupada on i ginie jeszcze za waszego życia. Bo zwróćcie uwagę: wydaje się, że nasz Pan nie chce, byśmy znajdowały oparcie i uznanie u stworzeń. Czuję nawet tak silny opór przed staraniami o to, że nie mogłabym tego uczynić; tak wielką mam odrazę do względów świata. O moje Siostry, ludzie są zbyt niestali, by się na nich oprzeć. Oprzyjmy się na Jezusie Chrystusie: tylko On jest wierny.
CC 4 (2641)

Królestwo Boże jest pośród nas!

Nasz Pan i Zbawiciel powiedział: „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: Oto tu jest albo tam. Oto bowiem Królestwo Boże pośród was jest”. Albowiem słowo to jest bardzo blisko, jest na naszych ustach i w naszym sercu. A zatem niewątpliwie ten, kto prosi o przyjście królestwa, modli się o to, ażeby to królestwo, które w nim jest, wzrastało, spełniło się i przynosiło owoce. W każdym bowiem ze świętych panuje Bóg, i każdy z nich poddaje się duchowemu Prawu mieszkającego w Nim Boga, i każdy jest jak gdyby dobrze zarządzaną społecznością. Obecny jest w nim Ojciec i w takiej duszy, pełnej doskonałości, wraz z Ojcem współkróluje Chrystus, tak jak jest powiedziane: „I przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy”.

A Królestwo Boże osiągnie w nas swoją pełnię, jeśli nieprzerwanie będziemy postępowali wciąż naprzód, i stanie się wedle słów Apostoła, że Chrystus podbije wszystkich swoich wrogów i „przekaże królowanie Bogu i Ojcu, aby Bóg był wszystkim we wszystkich”. Dlatego też módlmy się nieustannie i z natchnienia Pana w nas obecnego mówmy do Ojca naszego, który jest w niebie: „Święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje”.

A to mamy wiedzieć o królestwie Bożym, że nic nie ma wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością ani światło z ciemnością, ani Chrystus z Belialem; tak też i królestwo Boże nie może współistnieć z królestwem grzechu.

Jeżeli więc chcemy, aby Bóg w nas panował, w żaden sposób „nie może królować grzech w naszym śmiertelnym ciele”, lecz mamy zadawać śmierć temu, co w nas jest ziemskie, a przynosić owoce Ducha. I mamy być dla Boga tym duchowym rajem, który On nawiedza i w którym On tylko panuje wraz z Chrystusem i niech Chrystus będzie z nami z tą mocą, którą pragniemy otrzymać. Niech będzie w nas Pan, aż rzuci pod swoje stopy wszystkich swoich nieprzyjaciół, którzy w nas są, i pokona w nas wszelką zwierzchność, władzę i moc.

To wszystko może się dokonać w każdym z nas, i jako ostatni wróg ma być pokonana śmierć; aby i w nas rzekł Chrystus: „Gdzież jest, o śmierci, twój oścień, gdzież twe zwycięstwo, otchłani?” Już więc teraz my, zniszczalni, przyobleczmy się w świętość i niezniszczalność, i my, śmiertelni, wyzwoleni od śmierci, przyobleczmy nieśmiertelność Ojca; a tak poddani Bogu, już teraz będziemy mieli udział w dobrach odrodzenia i zmartwychwstania.

(Z dzieła Orygenesa: „O modlitwie”)

Psalm 127 – Pomyślność pochodzi od Boga

1. Jeśli Pan nie zbuduje domu,
na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą.
Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże,
strażnik czuwa daremnie.
2. Daremne to dla was
wstawać przed świtem,
wysiadywać do późna,
dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko;
tyleż daje On i we śnie tym, których miłuje.
3. Oto synowie są darem Pana,
a owoc łona nagrodą.
4. Jak strzały w ręku wojownika,
tak synowie za młodu zrodzeni.
5. Szczęśliwy mąż,
który napełnił
nimi swój kołczan.
Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał
z nieprzyjaciółmi w bramie.

MEDYTACJA

1. Psalm ten sławi Boże działanie. Bóg buduje jakiś dom, prowadzi jakieś wielkie dzieło. Kościół się buduje jako przybytek, gdzie Bóg mieszka i odbiera cześć. Taka jest myśl Boża w stosunku do całego stworzenia, której żadne działanie ludzkie nie może skierować na inne tory. Albo ją zrozumie i wejdzie w ten dom Boży, albo nie i wtedy zginie. Człowiek nie może budować sam, ale ma współpracować, trudzić się jako budowniczy współbudujący z Bogiem. Człowiek jest żywym kamieniem, który ma jakieś miejsce w tym murze, ale tylko to, które mu jest przeznaczone, bo istnieje tylko jedna budowa. Jeżeli nie wejdzie na swoje miejsce, to wyleci z budowy, bo nie wejdzie w ład Boży. Kamienie Boże muszą mieć pokorę, bo nie wszystkie będą w fasadzie. Człowiek musi uważać, by nie roić ambitnie o swym życiu, ale myśleć, czego Bóg chce od niego. Kamienie muszą być szlifowane, bo są chropowate, kanciaste. Stąd ucisk, jaki cierpimy od drugich – on jest potrzebny. Wchodzimy jako budowniczy. Człowiek musi wiedzieć, co buduje. Wielu ludzi buduje, ale poza budową Bożą. Wszystko, co nie Boże, jest nierealne. Uważajmy, żeby życie nasze było realne. Żeby to nie była nicość. Uważajmy, byśmy nie chcieli budować sami.

Jeśli Pan nie strzeże miasta… Tu mamy obraz Boga jako pełniącego straż nad miastem. Kościół jest miastem warownym, oblężonym przez wrogów – tak samo każda dusza. Czuwajcie, bo wróg może się wślizgnąć. Słusznie się mówi – czuwajcie. Ale niepodobna człowiekowi ustrzec się. Jedno tylko jest bezpieczne miejsce – obecność Boża. Tylko wtedy miasto jest strzeżone, gdy trwamy przed Bogiem, zagłębiamy się w Bożej obecności, gdy jesteśmy w Bogu. U nas dużo jest płycizny. Braku wiary. Stąd zdenerwowanie. Człowiek, który może nawet troszczy się o swoją doskonałość, ale nadmiernie, niespokojnie – niczego nie zbuduje. Niepokój nie może nic budować. Bo Bóg jest Bogiem pokoju. Szarpanina i niepokój wypływają z miłości własnej. Chcemy widzieć siebie tym, czym nie jesteśmy. Doskonałość jest prawdą, a prawda jest doskonałością. Prawda – to pokój. Pan Bóg nie daje nam drogi, po której trzeba iść ze zdenerwowaniem. Pan Bóg nie ucieknie, nie trzeba Go kurczowo trzymać – spokojnie leżeć w Jego rękach.

2. Próżny trud dla was wstawać już przed świtem, Nie można się trudzić, gdy nie wiemy jak działać. Umieć czekać na Boga, na zrozumienie, choć pewne rzeczy nas naglą. Łaska Boża ma swój czas. Nie można przyspieszać, bo to będzie wtedy coś ludzkiego, nie Bożego. Wszelka płodność pochodzi z życia wewnętrznego. Jeżeli nastawimy się na apostolstwo bez życia wewnętrznego, to nic z tego nie będzie. Wszelkie oddanie się Bogu, zjednoczenie się z Bogiem jest płodne. To jest prawo życia duchowego. Im czystsze oddanie się duszy Bogu, tym większy zasięg.

3. A synowie Boży są jak strzały w ręku Boga. Zawsze gotowi, gdzie Bóg pośle. W nich jest pokój. Bóg chce, aby nasze działanie wypływało ze spoczynkuw Bogu. Należy upodobnić nasze działanie do Bożegoprzez spokój, ład i trwanie w Bogu. Czy nasze działanie nie jest zbyt gorączkowe?Czy nie działamy sami, bez Boga?

o. Piotr Rostworowski OSB