Blog

Instytut Sióstr Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu to wspólnota mniszek adorujących nieustanne Najświętszy Sakrament. Założona przez Matkę Mechtyldę od Najświętszego Sakramentu w XVIII w we Francji.

Mniszki żyją życiem monastycznym, przepełnionym modlitwą, kontemplacją Bożej obecności. Codzienne prace i obowiązki wypełniane z miłością dla Tego któremu oddały swoje życie, sprawowanie oficjum, życie regułą św. Benedykta realizuje się w słowach „Niech we wszystkim będzie Bóg uwielbiony”.

Rekolekcje "Jak dzisiaj adorować Najświętszy Sakrament?"

Zapraszamy wszystkich mieszkańców Wrocławia (i nie tylko) na rekolekcje do sióstr benedyktynek sakramentek (22–24.06.14) na ul. Przedwiośnie  76/78. Tematem będzie adoracja i jak ją praktykować w naszych czasach.

Rozpoczęcie w niedzielę na Mszy Świętej o godz. 8.00, temat: Adoracja, co to takiego? Poniedziałek i wtorek, Msza Święta i konferencja o godz. 18.00, po niej możliwość uczestniczenia w Liturgii Godzin z siostrami.

Tematy rozważań:

Poniedziałek: Czy adoracja jest także dla świeckich?

Wtorek: Jak praktykować regularną adorację?

 

Inspirować się będziemy pismami matki Mechtyldy, która adorowaniu Najświętszego Sakramentu poświęciła całe swoje życie.

 

Dane kontaktowe:

Klasztor Mniszek Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu

ul. Przedwiośnie 76/78

51-211 Wrocław

tel. (071) 330 – 41 – 04 lub 692 807 258 (Matka Miriam)

e-mail: sakramentki@wroclaw.opoka.org.pl

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja w wigilię święta św. Andrzeja apostoła

Dążmy do Boga, ożywiajmy w sobie nieustannie pragnienie ujrzenia Jezusa. Kilka dni temu mówiłam wam, że jest to pragnienie bardzo święte i słuszne, i że nasz Pan chętnie je przyjmuje. Okazał to niegdyś Zacheuszowi, gdy spełnił jego pragnienie hojniej, niżby ten śmiał oczekiwać, bo go nawrócił swoim spojrzeniem i uświęcił cały jego dom swą świętą obecnością. Czyni to również w dzisiejszej Ewangelii dla św. Andrzeja, który gorąco pragnął Go widzieć, bo usłyszał z ust Jana Chrzciciela: Ecce Agnus Dei — „Oto Baranek Boży“ (J 1,36). Dlatego natychmiast opuścił świętego Poprzednika, by pójść za Jezusem. Nie uczynił tego z pogardy dla osoby św. Jana ani z niestałości usposobienia, lecz na skutek wewnętrznego dotknięcia, które sprawiło, iż uwierzył, że Jezus jest prawdziwym Bogiem, dla którego trzeba wszystko opuścić, jeżeli chce się za Nim podążać. Tak właśnie postąpił wielki św. Andrzej. I chociaż zdawałoby się, że Jezus ani nie widzi go idącego za sobą, ani [nie dostrzega] żaru jego serca, bo go wcale nie powitał i nie okazał serdeczności, [Andrzej] idzie wciąż pobudzany pragnieniem ujrzenia i poznania Jezusa.

Z tego możemy się nauczyć, że nie należy się zrażać, jeżeli przy całym naszym pragnieniu należenia do Boga nie możemy znaleźć przystępu do Jego majestatu i wydaje się, że On nas nie widzi. Trzeba zawsze iść za Jezusem i ufać, że po okazaniu odrobiny cierpliwości i wytrwałości zasłużymy na te serdeczne słowa, które wypowiedział do św. Andrzeja, gdy zwracając się do niego, zapytał: „Czego szukasz?” (por. J 1,37-38).

O, jak bardzo godne uwielbienia jest postępowanie naszego Pana! Zapytuje tego ucznia, jakby nie znał żaru jego serca. Lecz oto odpowiedź: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?” (J 1,38). Chętnie zapytałabym tego wielkiego świętego, co miał na myśli pytając Pana o miejsce Jego zamieszkania, bo przecież nie miał On mieszkania na ziemi i Andrzej widział u Niego tylko wielkie ubóstwo. Jezus chodził bardzo ubogo ubrany. Nie dziwcie się; to dlatego, że Jezus napełniony Bóstwem znał wielkość majestatu swego Ojca i zachowywał postawę czci, by złożyć hołd świętości Boga, którego nieustannie widział i wielbił. Co więcej, tkliwie kochał ubóstwo. Jednak odpowiada na pytanie św. Andrzeja: „Chodź i zobacz” (por. J 1,39). Ach, jak tajemnicze są te słowa! Zwróćcie uwagę, że mówi mu: „Chodź, chodź, pójdź za Mną, a w nagrodę ujrzysz miejsce mego zamieszkania”.

Tak prowadzi nasz Pan dusze bardzo chcące Go zobaczyć. Mówi im wewnętrznie: „Chodźcie, pójdźcie za Mną, idźcie za natchnieniami mej łaski, naśladujcie mój przykład, idźcie za Mną, a Ja wam ukażę, gdzie mieszkam”. Ach, jak wiele miałabym wam do powiedzenia i jak daleko mogłabym was zaprowadzić rozwijając te trzy punkty — gdyby Bóg dał mi łaskę do tego, bo bez Niego nic nie mogę — o pragnieniu duszy, żeby ujrzeć Jezusa; pragnieniu, jakie powinno ożywiać nasze serca. Bo gorące pragnienie oglądania Jezusa, znalezienia Jezusa, jest pierwszym krokiem ku doskonałości, gdyż w Jezusie i przez Niego widzimy i znajdujemy Boga, jak to On sam powiedział: „Kto Mnie widzi, widzi i Ojca, bo Ojciec jest we Mnie, a Ja w Nim” (por. J 14,9-10).

Może mi ktoś powie, że najwyższym stopniem doskonałości jest nie posiadać pragnień. O nie, pragnienie oglądania Jezusa jest bardzo dobrą rzeczą. Ale trzeba, by to pragnienie doprowadziło nas, jak św. Andrzeja, do opuszczenia wszystkiego i pójścia za Nim, by zasłużyć na Jego zwrócenie się do nas i pełne miłości spojrzenie. Czy sądzicie, że to mało zostać ogarniętym spojrzeniem Jezusa? Jego Boskie spojrzenie uszczęśliwia świętych w niebie, a na ziemi dokonuje nawrócenia grzeszników.

Powróćmy do naszego Apostoła, któremu Jezus mówi: „Chodź i zobacz” (por. J 1,39). Co sądzicie o mieszkaniu, jakie mu pokazał? Bo Ewangelia mówi, że spędził tam dzień i noc. O, któż byłby w stanie powiedzieć cokolwiek o tym niepojętym mieszkaniu?

Należałoby, aby ten wielki święty, który zasłużył na łaskę wejścia do niego i pozostania w nim, sam przekazał nam cośkolwiek. Pan na pewno dał mu poznać, że Jego mieszkaniem był Bóg; że jako Syn Boży odwiecznie spoczywał na łonie Ojca, a w czasie gdy stał się człowiekiem mieszkał w Słowie, z którym był złączony unią hipostatyczną. Ukazał mu wyniszczenie Boga, który stał się ciałem, pozwolił ujrzeć coś z zamiaru poniesienia śmierci dla zbawienia ludzi. Kazał temu wielkiemu Apostołowi pójść za sobą, co tenże czynił aż do zakończenia życia — podobnie jak Jego Boski Mistrz — na krzyżu, dla którego miał od tej chwili tak czułą miłość, że oddychał tylko krzyżem. Wiecie, co powiedział i jak uwielbił krzyż i przyjął go z radością jako narzędzie swej śmierci: O, bona crux — „O, dobry krzyżu!”

Oto wzór dla duszy, która żarliwie zapragnąwszy ujrzeć Jezusa, po opuszczeniu w tym celu stworzeń, zasłużyła na spojrzenie Jezusa i usłyszała Jego słodkie słowa: „Czego szukasz?” I odpowiedziała: „Mój Boski Mistrzu, chcę się dowiedzieć, gdzie mieszkasz”. Taka była kiedyś prośba oblubienicy z Pieśni nad pieśniami, którą powinnyśmy nieustannie powtarzać: Indica mihi quem diligit anima mea, czyli: „O, mój Ukochany, wskaż mi, gdzie spoczywasz i gdzie się ukrywasz, bym Cię tam szukała i już nie błąkała się” (por. Pnp 1,7). Jak piękne wydają mi się te słowa! Tak, zawsze będziemy się błąkać, zawsze wystawione na pokusy i na milion nędz, jeśli nie zbliżymy się do Jezusa i jeżeli On nie pozwoli nam wejść do swego mieszkania.

W wigilię Wszystkich Świętych mówiłam wam, że Bóg ma różne mieszkania na ziemi: przebywa w swej niezmierzoności, która wypełnia całą ziemię: Pleni sunt cœli et terra… –„Pełne są niebiosa i ziemia…”, a także w Najświętszym Sakramencie jest Jego mieszkanie. Trzecie znajduje się we wnętrzu duszy każdego chrześcijanina. Tam jest Jego świątynia i miejsce Jego spoczynku. Tam mamy szukać Go i nieustannie prosić, by nam dozwolił wejść.

Może mi powiecie, że mówię do was o sprawach zbyt wzniosłych. Nie, Siostry, zrezygnowałam ze wszystkiego, co chciałam wam powiedzieć, by mówić do was tylko o naszym zobowiązaniu. Wiecie, że przez chrzest Jezus uczynił z nas żywe świątynie Trójcy Przenajświętszej: to jest prawda wiary. A zatem nie ma w tym nic wzniosłego. Możemy i powinnyśmy nieustannie dążyć i pragnąć wejść do tego mieszkania Boga, gdzie Jego dobroć udziela się duszy w niewypowiedziany sposób, bez ekstaz, bez zachwytów, bez obawy złudzeń i zawrotu głowy.

Trzeba zdążać po prostu, spokojnie, nie wysilając umysłu; trzeba gorąco pragnąć ujrzeć Jezusa; błagać Go nieustannie o pokazanie nam miejsca Jego przebywania; iść za Nim wiernie i wytrwale nie zwracając uwagi, czy Jego drogi są słodkie, czy surowe; wciąż iść za Nim, wchodzić w Jego ślady; opuścić wszystkie stworzenia, choćby najświętsze — tak jak św. Andrzej — i ufać, że w końcu raczy rzucić na nas spojrzenie pełne miłości i że nas wprowadzi do swego mieszkania, co jest tak wielkim szczęściem, że nie trzeba żałować dwudziestu lub trzydziestu lat modlitwy ani napotykanych trudności, ani cierpliwego oczekiwania u drzwi tego boskiego pałacu. Dotrzeć tam to już dużo, bo w tym celu trzeba przejść linię straży, to znaczy stworzeń i naszych zmysłów, co już jest dużym kawałkiem drogi. A potem mamy ufać, że nasz Pan zaszczyci nas swoim krzyżem, jak tego wielkiego Apostoła. Jeżeli nie będzie to krzyż z drzewa, to przynajmniej będzie polegał na krzyżujących nas i surowych drogach wewnętrznych, przez które dopełnimy naszej ofiary i wejdziemy do domu Bożego już w tym życiu, to jest do głębin naszego wnętrza, a stamtąd przejdziemy do pałacu chwały, gdzie poprowadzi nas Ojciec, Syn i Duch Święty. Amen.
CC 192 (21)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja na święto Poświęcenia Kościoła

Są trzy rodzaje świątyń, gdzie Bóg przebywa i gdzie chce być czczony. Pierwsza: Świątynia Jego chwały, gdzie ukazuje swą wielkość. Druga to serce ludzkie, żywa świątynia Boga. Templum Dei estis — „Jesteście świątynią Boga“ (1Kor 3,16).

Trzecia to świątynia materialna, gdzie godne uwielbienia Człowieczeństwo Jezusa Chrystusa spoczywa na naszych ołtarzach. Należy tam wchodzić zawsze z głębokim szacunkiem i świętym drżeniem, bo to jest Dom Boga, gdzie chce On być adorowany w duchu i w prawdzie (por. J 4,23). Trzeba powtórzyć sobie słowa patriarchy Jakuba: „O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to Dom Boga i brama do Nieba”. „Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem” (Rdz 28, 17.16). (…)

Żałujmy i smućmy się, że znieważyłyśmy tę wewnętrzną świątynię naszej duszy, która przez chrzest została konsekrowana Bogu, i poświęćmy ją dziś na nowo; zamknijmy jej drzwi przed wszystkim, co przeszkadza jej być miejscem skupienia i modlitwy, bo mówi Jezus: „Mój dom ma być domem modlitwy dla wszystkich narodów, lecz wy uczyniliście go jaskinią zbójców” (Łk 19,46). (…) Wszyscy jesteśmy tymi złodziejami, o których mówi Zbawiciel; nie oddajemy Bogu chwały i czci, kradnąc czas, który Jemu powinien być poświęcony i odmawiając Mu ofiary z tego, co Mu się od nas należy, z wszystkiego, czym jesteśmy, a szczególnie z naszego serca, które uświęcane przez uczucia adoracji, miłości i wdzięczności staje się godne być mieszkaniem Boga. Domum tuam decet sanctitudo, Domine — „Domowi Twojemu przystoi świętość, o Panie” (Ps 93,5).
CC 184 (650)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja o miłości Najświętszego Sakramentu

Trzeba, żebyśmy nauczyły się znać i miłować Najświętszy Sakrament. Jesteśmy do tego zobowiązane bardziej niż kto inny, ponieważ jesteśmy córkami Najświętszego Sakramentu. Musimy dobrze poznać nasze zobowiązania, aby się zwrócić całkowicie ku temu godnemu uwielbienia misterium, napełnić się nim, skierować na nie całą naszą uwagę i stale nim się zajmować. Każdy wie, że specjalny ślub nieustającej adoracji, który składamy, został przyjęty i potwierdzony przez Stolicę Apostolską. (…) Tak więc ślub adoracji potwierdzony przez papieży stał się dla nas niepodważalnym zadaniem, żeby żyć jedynie życiem Jezusa Chrystusa w tym Boskim Sakramencie.

Aby wywiązać się z niego, nie wystarczy odprawiać swoje godziny adoracji; trzeba, aby nasze serca stale Go kochały i adorowały, i abyśmy wszystko czyniły w zjednoczeniu z Nim. Zwiążmy się więc mocno, moje Siostry, z tym wielkim Sakramentem, aby w Nim odkryć cuda, wspaniałość, wielkość, a w końcu wszystko to, czym On jest, i wszystko, co zawiera w sobie Bożego i godnego adoracji, a czego nie możemy ani przeniknąć, ani pojąć.

Komunia Święta! O święta, Boska, niewysłowiona Komunio, jednocząca nas z Jezusem i sprawiająca, że możemy znaleźć się w Nim! Pozostańmy tam, zanurzone w Jezusie Chrystusie, żebyśmy nie widziały już ani siebie, ani niczego na ziemi. Och, gdybyśmy się naprawdę zajęły tym wielkim misterium, nie zwracałybyśmy uwagi na tyle niepotrzebnych rzeczy, które wypełniają nam ducha i serce, a opróżniają je z Boga. Pozostawmy te rzeczy tam, gdzie one są, aby trwać w Jezusie, i starajmy się jedynie o to, aby Go kochać i adorować.

Kiedy będziemy całkowicie zajęte Nim, zatroszczy się On o całą resztę.

Nie martwmy się, nie niepokójmy ani nie troszczmy o to, co nam potrzebne, ani o to, co chciałybyśmy mieć. Dobrze wiecie, że tylko grzech może nas zmartwić, ponieważ nie powinno w nas być niczego, co by się nie podobało Bogu i było Mu przeciwne. To tylko może wzbudzić w nas żywy żal, że obraziłyśmy Go. A i tak ten żal powinien być spokojny, bez niepokoju i zamieszania, i powinien nas kierować ku skrusze pełnej miłości, prostoty i prawdy. Chcecie wiedzieć, kiedy żal za grzechy ma te cechy i ukazuje, że postąpiło się naprzód? Wtedy, kiedy czuje się w sobie pewną stanowczość przeciw złu i kiedy za żadną cenę nie chce się obrazić Boga i wrócić do tych błędów, przez które się upadło. To także oznacza, że Duch Boży jest w nas. Taki żal właśnie jest prawdziwy i dusza, która go doświadcza, trwa w pokoju, przynosząc do stóp Pana upokorzenia płynące ze swych słabości. Powierzając się na nowo Jego dobroci, ufajmy, że łaskawie nas ustrzeże od naszych słabości i że zatroszczy się o nasze potrzeby.

Niestety, jeżeli nie mam pomocy, o którą proszę, to dlatego, że brakuje mi wierności, by trwać w Bogu i napełniać się Jego obecnością. Zajmuję się tysiącem innych spraw, które są niczym. O czym myślę? Niepotrzebne rozrywki, nie wiem nawet, jakie próżności; i dlatego nasz Pan nie daje mi tego, co uważam za tak konieczne. I to jest moja wina, bo Bóg troszczy się o duszę, która myśli tylko o Nim, pragnie tylko Jego, tak jak to powiedział nasz Pan: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a reszta będzie wam przydana w obfitości” (por. Mt 6,33). Czym jest to Królestwo Boże, którego mamy szukać przede wszystkim? To królowanie Jezusa Chrystusa w naszych sercach. Trzeba, żeby On królował w nas i był tam Mistrzem. Popatrzcie na króla: jest zwierzchnikiem nad wszystkim w swoim państwie, wszystko jest mu poddane. Podobnie Jezus Chrystus w naszej duszy; to jest Jego królestwo. On jest naszym Władcą i wszystko powinno Mu być poddane. (…)

Nasza dusza jest mieszkaniem Boga. Dlatego trzeba, żeby stała się Go godna przez czystość życia. Nie profanujmy jej nigdy przez stworzenia, które powinnyśmy od nas oddalić, aby trwać stale we czci wobec Boga.
CC 183 (513)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja na Uroczystość Wszystkich Świętych

Wszyscy chrześcijanie są powołani do świętości, ale szczególnie dusze konsekrowane Bogu. Posłuchajcie, jakimi słowami zwraca się do was Bóg: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty“ (Kpł 11,44). Na czym polega łaska uświęcenia? Na pracy nad świętością. A czym jest świętość, czyli odłączenie? Z czym trzeba się rozłączyć? Ze wszystkim, co pochodzi z nas… Trzeba się oderwać od wszelkiego grzechu, nie tylko od wielkich, lecz i od najmniejszych dobrowolnych grzechów powszednich, a nawet od pierwszych złych myśli, z obawy, by następne nie popchnęły nas w niedoskonałości.

Można by ustanowić święto wewnętrznej świętości Boga. Jest ona dostatecznie wielka i bardzo by na to zasługiwała. Lecz [takiego święta] nie ustanowiono. Dzisiaj jest święto świętości Boga w świętych. Możemy im powinszować i cieszyć się ich szczęściem.

Chodźcie w obecności Bożej: ona da wam poznać wszystko, co się w was sprzeciwia świętości Bożej (…), bo ta obecność jest emanacją świętości Boga.

Zapytajcie świętych, co sprawiło, że stali się świętymi, jaka była ich droga do świętości. Odpowiedzą wam, że doszli do niej przez śmierć, ofiarę i oderwanie od wszelkiego stworzenia (…).

Co do mnie, pragnę tylko świętości, chcę dać wszystko, by ją nabyć. Może mi powiecie, że jest ona zbyt surowa i trudno jej godnie odpowiedzieć. Ach, czymże są te ofiary, jakich się od nas domaga! Czy będziemy na wadze odmierzać to, co jej dajemy ludzkiego — za to, co Boskie? Każda dusza jest poświęcona jakiemuś przymiotowi Boskiemu, ale jak szczęśliwe i po tysiąckroć szczęśliwe te, w których odzwierciedlają się skutki świętości, bo są jej oddane i poświęcone.

Dajcie tej Boskiej świętości swobodę działania w was, a ona was przebóstwi. I mogę wam powiedzieć za św. Pawłem, że zobaczycie i przeżyjecie to, czego język nie zdoła wyrazić ani umysł pojąć; czego wola i serce nie mogą oczekiwać i nie ośmielają się pragnąć (por. 1Kor 2,9). Lecz nikt nie chce działania tej Boskiej świętości. Prawie wszystkie dusze się jej opierają. Jeśli tylko znajdą się w stanie jakiejś oschłości czy ciemności, podnoszą krzyk, skarżą się, wyobrażają sobie, że Bóg o nich zapomniał albo że je opuszcza.

Jakkolwiek wielkie byłoby wasze pragnienie doskonałości, Bóg pragnie jej dla was nieskończenie bardziej, żywiej i goręcej. (…)

Poświęćmy Mu wszystko, niech to będzie dla Jego wyłącznej chwały, jedynie by Mu się podobać. (…)
Z początku ofiary są przykre i trudne, ale to tylko z początku; później stają się łatwe, a nawet miłe. Biegnie się do nich, podejmując je z radością i zapałem (por. RB Prolog, 49).

Siostry, przenieście się do raju — pozwalam wam. Zobaczcie chwałę świętych, podziękujcie za nią naszemu Panu i proście te błogosławione dusze, by wam dały uczestnictwo w swoim szczęściu i świętości.
CC 176 (2807)

Tu solus sanctus — „Tylko Tyś jest święty”. O, Święty nad świętymi! Jesteś święty, bo nie ma w Tobie nic obcego. Jesteś święty, bo nie łączysz się z niczym. Jesteś święty, bo mieszkasz sam w sobie, w centrum wszelkiej świętości. Tak, o Jezu, jesteś święty świętością Boskiego Słowa, które przebywa na łonie Ojca. Jesteś święty przez zjednoczenie hipostatyczne z drugą Osobą Boską. Jesteś święty, o mój Boże, i jesteś źródłem i początkiem wszelkiej świętości: Tu solus sanctus.

Niepojętą radość sprawia Twoim wybranym, gdy wołają do Ciebie: „Święty, Święty, Święty! Tylko Tyś jest święty!” (por. Iz 6,3). Świętość spływa z Ciebie na Twoich świętych; oni są świętymi tylko dzięki tym Boskim emanacjom, tak że nic nie jest święte poza Tobą, o święty Boże! W Tobie istnieje sama tylko świętość, a zjednoczyć się z Tobą może tylko to, co jest święte Twoją świętością. O, Boże święty!

Pełna miłości jest radość Twoich wybranych, gdy mogą mówić: „Tylko Tyś jest święty”. O Świętości, jakże jesteś Boska i niepojęta! Lecz jak nieprzystępna! Świętość istnieje tylko w świętości. Powiedzmy wraz z prorokiem: Tu autem in sancto habitas — „Ty mieszkasz w świętości” (Vulg. Ps 21,4; por BT: Ps 22,4). W jaki sposób wychwalać świętość — niepojętą w swej nieskończonej, Boskiej czystości? (…)

O, godna uwielbienia świętości, jakże Boskie i niewysłowione jest Twoje działanie! Szczęśliwa dusza dotknięta tą Boską doskonałością, a tysiąckroć szczęśliwsza ta, która jest bez reszty jej poświęcona i złożona jej w ofierze. Świętości Boska, świętości godna uwielbienia, świętości, która w swej godności i najwznioślejszym dostojeństwie nie możesz być nazwana; oddaję się i poświęcam Twojemu wyłącznemu działaniu, bo Twoim dziełem jest odrywanie, wyniszczanie i wytrawianie wszystkiego, co nie jest święte Twoją świętością. Zawierzam się skutkom Twego świętego działania. Zniszcz we mnie wszystko, co się Tobie sprzeciwia, tak zupełnie, bym kiedyś mogła być uświęcona Twoją świętością i wychwalać ją ze świętymi w niebie trisagionem miłości: „Sanctus, Sanctus, Sanctus” (Iz 6,3).
CC 177 (2853)

Jezus, Słowo Wcielone, chcąc nauczyć swych uczniów dróg świętości i sposobów jej osiągnięcia, wyszedł na górę i, usiadłszy, zaczął — jak mówi dzisiejsza Ewangelia — pouczać ich o ośmiu błogosławieństwach (Mt 5,1-2).

Dlaczego Jezus wchodzi na górę, by mówić o błogosławieństwach, i czemu usiadł? (…) Usiadł, by nas pouczyć, że duch nasz powinien trwać w spoczynku i w wyciszeniu, co symbolizuje pozycja siedząca, dająca możność wsłuchiwania się z wielką uwagą w to, co ktoś mówi. Trzeba zatem przede wszystkim „ułożyć” naszą duszę, nakłaniając ją do trwania w pozycji siedzącej i spokojnym usposobieniu, z uwagą otwartą na przyjęcie słów życia, słów, które Jezus wypowiada do swych uczniów.

Zwróćcie też uwagę, że trzeba być uczniem Zbawiciela, by móc dobrze zrozumieć cuda zawarte w błogosławieństwach. Imię ucznia oznacza, że do skutecznego przyjęcia słowa Mistrza potrzebna jest wielka giętkość umysłu, a także najgłębsza cześć i mocna wiara. (…) Kiedy rozmawiamy z kimś świętym, o kim sądzimy, że jest oświecony Bożym światłem i prawdziwą nauką, słuchamy go ze czcią i niesłychaną uwagą. Wszystko w nas jest nastawione na to, by przyjąć i zapamiętać jego słowa. Chrystus, nasz Pan, jest pełen wiedzy Bożej; jest święty świętością samego Boga, a Jego słowa są słowami życia wiecznego, a więc są nieomylne.

Posłuchajmy zatem, co mówi: Beati pauperes — „Błogosławieni ubodzy duchem, bo do nich należy Królestwo niebieskie” (Mt 5,3). (…) Prawda wieczna mówi nam, że Królestwo Boże — to znaczy posiadanie Boskiej Trójcy — może być założone tylko w duszy ubogiej i oderwanej od wszystkiego; (…) w duszy, która nie zajmuje się żadnym stworzeniem i w żadnym nie szuka spoczynku; która w duchu prostoty zwróconej ku Bogu pragnie tylko Jego samego; nie chce niczego znać prócz Niego; nie szuka niczego poza Nim; nie przywiązuje się do Jego darów i łask; nie przypisuje sobie i nie przywłaszcza żadnego dobra; trwa w swej małości i w niej czyni sobie miejsce spoczynku — ta dusza jest w stanie posiadać w pełni Królestwo Boże, które według Ewangelii dane jest gwałtownikom (por. Mt 11,12) i zdobywają je tylko ci, co potrafią wznieść się ponad siebie i przezwyciężyć swoje zmysły i namiętności.

Co oznacza określenie „Królestwo Boże” i jak należy je rozumieć? To nic innego niż Bóg, który mieszka i króluje w duszy posiadającej Go jakby we wspaniałym pałacu. Tam On jest Panem, Władcą i Prawodawcą, a wszystko jest Mu poddane. „Królestwo Boże” znaczy, że sam Bóg zamieszkuje duszę: nie widać w niej nic prócz Niego, jest ona Mu tak poddana we wszystkim, że już nie można zauważyć, by posiadała własną wolę. Pozostaje jej tylko to jedno jedyne pragnienie: widzieć, że On w niej żyje coraz bardziej, aż do zupełnego jej w Nim zatracenia. Oto cała jej tęsknota i jedyne bogactwo, jakie jej pozostało. I mimo, że ożywia ją jeszcze to pragnienie, dzieje się to w sposób tak spokojny i łagodny, że pragnienie to przechodzi od Boga do duszy i od duszy do Boga — i tak trwa bezustannie, chociaż bez działania i bez jakiegokolwiek zamieszania. (…)

To Królestwo Boże jest w nas, lecz zna je tylko ubogi. Serca bogate nigdy go nie posiądą. Daje się poznać ubogim, małym, którzy stali się niczym we własnych oczach, zniknęli w maleńkości i nicości. A gdy wszystko się dokonało, wówczas Jezus wschodzi jak piękne słońce, rozlewając swoje Boskie promienie na niebie tej duszy. Napełniają one całe jej wnętrze chwałą, radością, miłością i niewysłowionym szczęściem.
CC 178 (1546)

Z pism M. Mechtyldy - Z listu o Ewangelii [dawnej] 19 niedzieli po Zesłaniu Ducha Świętego (Mt 22,1-14)

Ewangelia, którą jutro poda nam Kościół, jest tak pełna treści, że nie wiem, od czego zacząć. To przepaść, w której się gubię. Nie podejmując zatem wątku wielu prawd i tajemnic, jakie zawiera, bo trzeba by za długo mówić, zatrzymam się tylko na zaślubinach, jakie Jezus Chrystus chce zawrzeć z twoją duszą, nie mówiąc o tych, które zawarł z ludzką naturą.

Widzę, że ten Boski Zbawca jest tak bardzo rozkochany w twojej duszy, iż chce, nie zważając ani na swoją wielkość, ani na twą niskość — zawrzeć te święte zaślubiny. Po to zstąpił z nieba na ziemię i przyszedł, by przebywać wśród nas nie tylko w tajemnicy Wcielenia, lecz także w godnej uwielbienia Eucharystii.

Widzę Jezusa Chrystusa, jedynego Syna Ojca Przedwiecznego, płonącego miłością dla twojej duszy. Widzę, jak wystawia się na wszelkie trudy, upokorzenia, ubóstwo i wzgardę, aby osiągnąć stan pozwalający Mu zawrzeć te boskie zaślubiny. A zatem jutro odbędą się gody twej duszy. Trzeba, abyś bardzo uroczyście obchodziła to wspaniałe małżeństwo. Strzeż się odmowy udania się na tę mistyczną ucztę.

Zaproszeni to trzy władze duszy, twoje zmysły wewnętrzne i każda cząstka twej istoty. Sługami najwyższego Króla są poruszenia, natchnienia i dotknięcia Boże. Dzięki nim zaprasza twoje serce, duszę, rozum, umysł, uczucia.

Gdzie odbywa się uczta tych królewskich godów? We wnętrzu twej duszy. Jest ona wspaniałym pałacem. Król niebieski kazał go przybrać zdumiewającymi bogactwami, czyli swoimi boskimi cnotami, swoimi darami i zmiłowaniami. Znajdziesz tam ponadto wszystkie łaski i zasługi Jezusa Oblubieńca — On przynosi je w darze twojej duszy. Świadkowie tych boskich zaślubin — Osoby Boskie: Ojciec i Duch Święty, i przedwieczne Słowo, wypowiadają tajemnicze słowa zawarte w Piśmie świętym: „Zaślubiam cię w wierze” (Vulg. Os 2,20; por. BT: Oz 3,22), zwracając się do twej duszy. Jest to tak głębokie i prawdziwe, że za każdym razem, kiedy przystępujesz do Komunii, ponawiają się te święte zaślubiny.

Pomyśl zatem, jak się masz zachować na tej zaszczytnej dla ciebie uroczystości, wynoszącej twoją duszę do tak wielkiej godności. Strzeż się, by przypadkiem nie odmówić udziału w tych cudownych zaślubinach; oby twoje serce nie postąpiło tak, jak ci nieszczęśni z Ewangelii, co woleli sprawy ziemskie niż boską ucztę, albo ci inni, którzy zabili sługi zapraszającego ich króla (por. Mt 22, 5-6). Nigdy nie tłum poruszeń łaski. Nic nie przedkładaj nad miłość Jezusa Chrystusa (RB 4,21). Ale strzeż się udziału w tej uczcie bez ślubnego stroju. Oznacza on czystość serca i oderwanie od stworzeń, wyrażające się w świętości życia i czystości intencji.

Czyńmy wszystko zgodnie z wolą Bożą. Takie usposobienie utrzymuje duszę w oderwaniu od wszystkiego, co nie jest Bogiem, i przyodziewa ją świętymi dyspozycjami Jezusa Chrystusa. Wówczas przyozdobiona jest szatą godową i może zostać dopuszczona na wzniosłą i zaszczytną ucztę, gdzie nasyca się samym Bogiem tak obficie, że jeżeli pożywała Go choć raz tak, jak trzeba, w odpowiednim usposobieniu, już nigdy nie będzie głodna rzeczy ziemskich.

O, jak dobrze rozumie moje słowa dusza, która w wierze karmi się Jezusem Chrystusem w świętej Hostii. Całe stworzenie przestaje jej smakować, rozkosz znajduje już tylko w smaku Jezusa, swojego Oblubieńca. Według słów Pieśni nad pieśniami jest On dla niej wyborniejszy od wina (por. Pnp 1,2).
CC 130 (2040)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja na Uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Czy wiecie, jakie jutro będzie święto? Zazwyczaj tam, gdzie spoczywają relikwie jakiegoś świętego, obchodzi się jego święto: tłumy przychodzą, by go uczcić i modlić się w poświęconym mu kościele.

Nasza dusza przez chrzest została poświęcona najdostojniejszej Trójcy, jest Jej żywą świątynią. Została uczyniona i stworzona dla samego Boga, rzeczywiście przebywającego we wnętrzu duszy. Tam Jezus, arcykapłan, nieustannie składa ofiary, a relikwiami ołtarza są trzy Boskie Osoby Przenajświętszej Trójcy. Dzisiejsze święto jest świętem „dedykacji” (łac. dedicatio, fr. dédicace) — poświęcenia Kościoła. Powinno ono upłynąć na adoracji Osób Boskich i wynagradzaniu za nasze niewierności, za to, że tak często zapominałyśmy o Bogu obecnym w nas, że niegodnie wypędzałyśmy Go z Jego świątyni, by na Jego miejsce postawić grzech. Naprawdę, okropna rzecz!

Wciąż do tego powracam, że całe nasze zło pochodzi ze zbyt małej wiary. Jeżeli się wierzy, że Bóg jest w nas obecny równie prawdziwie jak w niebie, to czy można się zajmować czymkolwiek na ziemi? O, na pewno nie! Posiadamy szczęśliwość świętych i nie korzystamy z niej. Dlaczego nie żyjemy wiarą?

Wiara wyprowadza nas ze świata zmysłów, a będąc przez nią wyniesieni ponad zmysły zaciemniające nasze wnętrze, zaczynamy otwierać oczy duszy. Zaczyna ona dostrzegać boskie promienie jaśniej i prawdziwiej niż osoba, która widzi słońce, gdy rozproszyło ono gęstą chmurę ukrywającą je przed wzrokiem. Wtedy, powtarzam, dusza wie i poznaje, że Bóg jest w niej obecny, i wiernie przykłada się do oddawania Mu hołdów i uwielbień. Nikt i nic nie jest w stanie wyprowadzić jej z tej świątyni.
CC 115 (2666)

Z pism M. Mechtyldy - Z listu o Duchu Świętym

Pytasz, jak należy się przygotować na przyjęcie Ducha Świętego. Jesteś we właściwym [usposobieniu], bo nic lepiej nie przygotowuje duszy na Jego przyjście niż cierpienie. Można by je nazwać gońcem poprzedzającym Boską miłość. Może nie wiesz, co to znaczy? Kiedy król odbywa podróż, ten, kto go uprzedza, by przygotować nocleg dla jego królewskiej mości, zwie się gońcem. W ten sposób chcę powiedzieć, że cierpienie cudownie przygotowuje duszę, by stała się mieszkaniem Ducha Świętego, bo nic nie oczyszcza tak jak ono. Zwróć uwagę, że nie można posiąść wewnętrznej czystości bez cierpienia. Jeśli Bóg chce się z jakąś duszą zjednoczyć przez nadzwyczajną łaskę, trzeba, by została przedtem oczyszczona w cierpieniu. (…)

Jeżeli jeszcze nie zadowalasz się tym usposobieniem w celu przyjęcia Ducha Świętego, jeśli twoja dusza pragnie czegoś słodszego i bardziej wewnętrznego, radzę ci zawierzyć się kierownictwu Boga, by On sam wyrył się w tobie: tylko On sam może usposobić i przygotować duszę dla siebie samego. Lecz zawierz się w sposób pełny i całkowity. Nie pragnij szukać sama w sobie koniecznego usposobienia ani nie usiłuj go sama w sobie wytworzyć, a zobaczysz, że jakby niepostrzeżenie zaleje cię Jego pełnia. Wszystko polega na tym, by Mu pozwolić działać, wydając się Jego mocy, w głębokim unicestwieniu. (…)

Nie oczekuj wielkiego szumu, bo to jest Duch pokoju. Tylko w pokoju można Go znaleźć, a Jego działanie jest tak delikatne i subtelne, że dusza ledwie je dostrzega i to jedynie wtedy, jeśli trwa w największej czujności. Prawdą jest jednak, że choć wchodzi On bardzo cicho, sprawia wielki hałas i straszne przewroty, ponieważ chce być Panem. Topi wszystko w ogniu i krwi, a jeśli nie pozwalamy Mu działać — odchodzi.
CC 109 (3087)

Z pism M. Mechtyldy - Konferencja w wigilię Zesłania Ducha Świętego

Nie wątpię, że bardzo pragniecie otrzymać Ducha Świętego. W tym celu zamknęłyście się w wieczerniku waszego wnętrza w większym niż zazwyczaj milczeniu i skupieniu, w oczekiwaniu na obiecanego nam Ducha Pocieszyciela. Musicie się bardzo ogołocić ze wszystkiego, co nie jest Bogiem, i poważnie starać się pozbyć tego, co mogłoby stanowić przeszkodę w zstąpieniu Boskiego Parakleta do waszych serc. On jest święty, święty z samej swej istoty, i nie może przebywać w sercach splamionych i przywiązanych do ziemi, pełnych miłości własnej, zarozumiałości, wyniosłości. Mieszka tylko w sercach pokornych. (…)

Proście gorąco Ducha Świętego, a On nie omieszka wam się udzielić. Całym Jego pragnieniem — a nawet „zadaniem” — jest nasze uświęcenie i zbawienie. Nie otrzymał On misji w stosunku do Ojca i Syna, Jego misja odnosi się do wszystkich chrześcijan. Przyjmijcie więc Ducha Świętego, Ducha ognia i światła. Przyjdzie jako ogień, by was strawić Bożą miłością, i jako światło, by rozproszyć ciemności waszego umysłu.

Gdy Duch Święty przyjdzie, nauczy was całej prawdy – omnem veritatem (por. J 16,13). Ale nie otrzymujecie Go, by Go zasmucać; raczej wysławiajcie Go w waszych duszach, tzn. pozwólcie Mu w nich zapanować nad waszym usposobieniem i naturalnymi skłonnościami. Uwielbiajcie Ducha Świętego przez doskonałą współpracę z Jego natchnieniami. Wy, moje Siostry, które odprawiacie adoracje wynagradzające, wynagradzajcie również Duchowi Świętemu, gdyż niestety, z jaką pogardą, z jakim lekceważeniem odnosimy się do tylu świętych natchnień, które nam daje w każdej chwili. (…)

Powie mi któraś z was, że dzisiaj byłyśmy u Komunii Świętej i dzięki temu otrzymałyśmy Ducha Świętego. To prawda. Ale i ja wam powiem, że obchody tajemnic, jakie corocznie stawia nam przed oczy Kościół, nasza Matka, posiadają specjalną, bardzo wielką łaskę. Pan nasz udziela jej duszom, które uczestniczą w nich ze zrozumieniem. Łaski te są czystsze niż te, które otrzymujemy przez rozważanie tych tajemnic.

A zatem jutro Kościół przedstawi nam tajemnicę zstąpienia Ducha Świętego. Przedziwne misterium. Jest ono dopełnieniem wszystkich tajemnic życia i śmierci naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Dar ten ofiaruje nam Ojciec i Syn, to Miłość obydwu Osób Boskich przychodzi was spalać tą samą miłością, jaką Oni płoną. Przychodzi udzielić wam swego Boskiego życia, życia niepojętego. On pragnie, byście żyły tym życiem. O, szczęśliwa dusza, która pojmuje jego wspaniałość, a tysiąc razy szczęśliwsza ta, która nim żyje! Bóg udziela go wam, zsyłając swego Świętego Ducha. Proście Go, by was ożywiał, kierował wami i doprowadził do doskonałej pełni na tym świecie przez łaskę, a w przyszłym przez chwałę.
CC 105 (1076)

(…) Bóg chce wam dać swego Ducha. Przygotujcie się na przyjęcie Go. Dzisiaj jest wigilia Zesłania. Proście bez ustanku o tego Boskiego Ducha. On jest darem, a nie nagrodą! Dar jest podarowany — daje się darmo. Rozważcie, jaka to łaska. Z naszej strony nie ma żadnej zasługi. Bóg nie może wam dać nic większego, i choć tajemnica raz się dokonała, ponawia corocznie tę łaskę dla tych dusz, które przygotowują się na jej przyjęcie i żarliwie jej pragną.

Mówcie często: Veni, veni Sancte Spiritus — „Przyjdź, przyjdź, Duchu Święty!” Nasz Pan mówi, że przyszedł przynieść miecz, a tymczasem Duch Święty jest Bogiem pokoju. Wszędzie wprowadza ciszę, a jeśli powstaje zamęt i niepokój, nie są one z Ducha Świętego. Te słowa wydają się sprzeczne? Nie, nie, miecz, o którym mówi nasz Pan, to rozłam, jaki powstaje w duszy chcącej należeć do Boga. To walka, jaką wydaje ona swoim namiętnościom, wadom, niedoskonałościom. To właśnie On, Duch Święty, nie może znieść najmniejszej plamy tam, gdzie zakłada swoje mieszkanie. Lecz jeżeli niszczy wszystko, dzieje się to bez niepokoju i zamieszania. Dusza w swym wnętrzu posiada zawsze głęboki pokój.
CC 111 (2866)

Z pism M. Mechtyldy – Konferencja w wigilię Wniebowstąpienia Pańskiego

(…) Dusze kochające Jezusa czystą miłością powinny się rozradować tą tajemnicą. Tak właśnie uczynili Apostołowie, bo ich umysły były oświecone przez Ducha Świętego. (…) Chociaż Apostołowie, biorąc sprawę po ludzku, mieli wszelkie powody, by się martwić stratą, jaka ich spotykała, to jednak nie przestawali się cieszyć – z miłości dla Boskiego Mistrza, kiedy ujrzeli Go wstępującego do swej chwały. Cieszyli się, że Jego święte Człowieczeństwo będzie tak wywyższone, jak w męce było uniżone i upokorzone.

[Wniebowstąpienie] jest w ścisłym sensie świętem najświętszego Człowieczeństwa naszego Pana, jest dniem, w którym wchodzi ono w posiadanie należnej mu chwały. O, Człowieczeństwo godne uwielbienia dzięki hipostatycznemu zjednoczeniu ze Słowem; Człowieczeństwo, któreś było zmiażdżone, starte, rozdarte, szarpane i na wszelki sposób niegodnie traktowane! O, święte Człowieczeństwo, które nas tak umiłowało, że nie chciało się z nami rozłączyć i założyło wśród nas swoje mieszkanie aż do skończenia wieków — w Najświętszym Sakramencie Ołtarza, gdzie daje nam się w Komunii Świętej, by dokonywać cudownych rzeczy w naszych duszach, a zwłaszcza rozpalać pobożność. Po Bóstwie nie ma nic tak godnego miłości na ziemi jak najświętsze Człowieczeństwo naszego Pana. Kochajcie je, i niezależnie od tego, co odczuwacie, zwróćcie oczy na to uwielbione Człowieczeństwo, by się do niego upodobnić. To wasz wzór. W nim znajdziecie cudowne pouczenia, w nim — ogromną siłę i pociechę w waszych cierpieniach.

Jeżeli zmartwychwstałyście z Chrystusem, nie możecie już żyć życiem Adama, lecz Jezusa Chrystusa. Od zmartwychwstania żył On na ziemi, nie dotykając ziemi. Żyjmy zatem na ziemi, ponieważ Bóg tak chce i nie pozwolił nam jej całkowicie opuścić, by iść za naszym Panem; ale przebywajmy na niej nie dotykając jej, to znaczy bez przywiązań, bez pragnień i bez wyrywania się do tych wszystkich rzeczy ziemskich, aby, gdy spodoba Mu się pociągnąć nas do siebie, nic nas nie zatrzymywało (por. Kol 3,1-2; 1Kor 7,29-31). Bądźmy zawsze gotowe, bo na ziemi jesteśmy tylko przejściowo. Nie mamy tutaj miasta trwałego, nasza ojczyzna jest w niebie, tam powinny zmierzać wszystkie nasze pragnienia (por. Mt 24,42; Hbr 11,13-16; Flp 3,20). Nie chcę przez to powiedzieć, że nie macie jeść i pić lub że macie lekceważyć to, co konieczne do życia. Trzeba to spełniać, ponieważ Bóg nas temu podporządkował; ale pełnić bez przywiązania, jedynie z posłuszeństwa Bożym nakazom. Co do wszystkich innych spraw ziemskich, żadna nie powinna wywierać na nas wpływu: ani krzyże czy strapienia, ani upokorzenia, cierpienia, wzgarda stworzeń czy choroba… Te wszystkie rzeczy nigdy nie powinny odwracać nas od Boga. Doskonale! Niech spadną na nas, mamy je przyjąć z radością, bo one dają nam możliwość uwielbienia Go (por. Jk 1,2). Strzeżcie się więc przed zamartwianiem się nimi, nie obawiajcie się ich i nie unikajcie. Cóż to wszystko znaczy w porównaniu z Bogiem? Nic! Niewarte jest zachodu, by o tym myśleć. A zatem nic z tego, co może się nam zdarzyć, nie powinno nas od Niego odłączyć, musimy trwać niewzruszenie z Nim związane (Rz 8,18; 35-39).

Każdej duszy dana jest skłonność i łaska szczególna, zgodne z darem, jaki otrzymała. Każda idzie za własnym powołaniem, wezwaniem, zgodnie z Bożymi zamiarami co do niej. Skąd więc bierze się to, że tak mało dochodzi do doskonałości swego stanu? Stąd, że niedostatecznie go cenią: nie znają jego wartości, nie pracują nad tym, by odpowiedzieć jego łasce. Zbyt łatwo idziemy za złymi skłonnościami natury. Gdyby dusza wiedziała, czym jest dar Boży, to nie ma rzeczy, której by nie zrobiła, by go osiągnąć.

Gdybym miała czas, opowiedziałabym wam o cudownych i niewysłowionych wstępowaniach Boga do duszy przez Komunię Świętą. Miałabym o czym mówić w nieskończoność, lecz pozostawmy to, nie jestem godna, by o tym mówić.

Bóg ponawia swoje łaski i zmiłowania w wielkie święta. Toteż, chociaż te tajemnice już się nie dokonują [w czasie]: na przykład choć Pan nasz, zawsze przebywając w chwale, nie będzie do niej jutro wstępował, to jednak przez Komunię Świętą odnawia w duszach tę tajemnicę, udzielając skutków i łask z nią związanych.

A więc przyjdzie jutro w tej drogocennej Komunii, by was do siebie pociągnąć i zjednoczyć z sobą, i będzie za nami prosił tak, jak prosił niegdyś za Apostołami. Wszystko, czego powinnyście pragnąć na tym świecie, to to, by ta modlitwa wypełniła się w was. Wstąpcie jutro do nieba waszego wnętrza, do głębi waszej duszy, gdzie mieszka Bóg. Czyż to nie opłakane znać tak wielką prawdę i nie wierzyć w nią, i nie żyć zgodnie z nią? Bo gdybym raz wreszcie skutecznie uwierzyła, że Bóg jest zawsze we mnie; że Trójca Przenajświętsza we mnie mieszka i przebywa; że Ojciec rodzi we mnie Syna, swoje Słowo, a to Słowo wraz z Ojcem dają pochodzenie Duchowi Świętemu; że czynią we mnie takie same cuda jak w niebie — czy nie byłabym wciąż w zachwycie i pełna podziwu? Czy mogłabym się wylewać na tyle niepotrzebnych spraw i nie korzystać z tej łaski? Możecie mi zarzucić, że często wam to powtarzam. Prawda. To dlatego, że jestem poruszona niedostatkiem naszej wiary, że posiadając w sobie tak wielki skarb, tak mało sobie z tego robimy; że lekceważymy dobro, jakie powinnyśmy z niego otrzymać.

Prośmy naszego Pana, by nas tak mocno przyciągnął tam, gdzie sam przebywa, abyśmy tam pozostały na zawsze. Z tą myślą was zostawiam.
CC 101 (3157)